Rodzinnie

Od czwartku do niedzieli gościliśmy naszych Szczeciniaków. W sumie to powinnam pisać „Przecławian” tudzież „Przecławiaków”, ale tak już jakoś nawyk pozostał. W związku z wizytą mieliśmy zapewniony szereg atrakcji :) Udało nam się odwiedzić zoo, ogród japoński, aquapark, zobaczyć fontannę multimedialną wieczorem no i ogólnie pochodzić po mieście. Mikołaj w zoo mógł wreszcie podreptać sam wśród owiec i kóz na dziedzińcu. Oczywiście wyżerały mu wszystkie suchary. Tosia też dokarmiała zwierzaki ku ogólnej uciesze.

Największą atrakcję dla Micha stanowił jednak pies, który u nas przez tych kilka dni mieszkał. Radość była ogromna, gdy Michu się budził i pies wbiegał do niego do pokoju i go zaczepiał. Od razu zaczynał się śmiać (Michu, nie pies) i zły humor związany z przebudzeniem pryskał jak bańka mydlana.

Michu wczoraj „szpanował” na placu zabaw przed pewną młodszą dziewczynką. Masakra :) Tak się przed nią popisywał, że aż nam się głupio robiło. Oczywiście pokazywał, jak to on potrafi świetnie samodzielnie zjeżdżać. Ech… Wcześnie zaczyna to nasze dziecię. Głowę traci dla kobiet w wieku 20,5 miesięcy. A co to będzie dalej??? :)

Misiek w ogóle ostatnio wyprawia nowe rzeczy ze swoim ciałem. Nauczył się kręcić w kółko, chodzić na palcach i czołgać. Wygląda to momentami na wpływ teletubisiów, które robiły ostatnio podobne rzeczy. Śmiesznie wygląda taki Misiek, jak odkrywa, że można kręcić się w kółko, a nie tylko chodzić czy stać. :)

Dzisiaj na rehabilitacji Michu miał swój pomysł na ćwiczenia. Pani Kasia poćwiczyła go na kolanach może z 20-30 minut, a resztę Misiek zaplanował sobie sam – chodził po bieżni, po fakturach, po równoważni i drabinkach. Cieszyłyśmy się nawet z tej pomysłowości, bo przynajmniej trochę sobie integrację sensoryczną poćwiczył :) Nie wspominając też o równowadze na bieżni :)

Przedwczoraj wieczorem byliśmy na pokazie fontanny multimedialnej przy Hali Stulecia. I wyobraźcie sobie, że mi się podobało. Trochę boli, że tyle kasy w to poszło (aż tyle), ale przyznać trzeba, że robi ogromne wrażenie. Co prawda można by trochę poprawić infrastrukturę – brak porządnego oświetlenia podczas dojścia do pergoli, no i oczywiście brak miejsc parkingowych. Tłum był ogromny, zaparkowanie w pobliżu Hali i parku graniczyło z cudem. No ale cóż. W każdym bądź razie podobało mi się, popstrykałam trochę zdjęć, które obejrzeć można tutaj. Nie oddają oczywiście klimatu, bo to trzeba na żywo zobaczyć. Ale przynajmniej kolorystyka jest uchwycona :)

Wczoraj oglądałam pokątnie festiwal tvn w Sopocie. Koncert ku czci Niemena. Żenada. Masakra. I w ogóle strasznie to brzmiało. Jak akademia szkolna. A dzisiaj pokazali Marylę Rodowicz, która stwierdziła po koncercie, że piosenki były trudne, ale poruszały i wzruszały publiczność. No nie wiem. Mnie nie wzruszyły. Bardziej by mnie wzruszyły, gdyby puścili jakiś stary koncert Niemena, bo to wczorajsze wykonanie co najwyżej wzmagało ogólne „podkurwienie” (małoletnich i wrażliwych przepraszam za słownictwo). No ale ważne, że tvn miał swój koncert, teraz będą mieli o czym mówić w porankach przez najbliższe miesiące :)

A, zapomniałam napisać, że przy okazji rodzinnej wizyty w aquaparku w ubiegły piątek po raz pierwszy razem z Michem zjechaliśmy z tzw. zjeżdżalni rodzinnej. Michu miał uciechę nie z tej ziemi, a moja mina pt. „Wielka panika” i okrzyk: „Łap go!!!!!!!” („go” czyli Micha, okrzyk skierowany do szwagra) podobno bezcenne :) Michowi tak się spodobało, że z nadmiaru emocji i natychmiastowej chęci, by zjechać jeszcze użarł mnie w ramię tak, że siniec mam do dziś. No cóż, bywa i tak :)

Na koniec oczywiście kino bambino. Filmik z zoo i karmienia zwierząt :)

A zdjęcia z wizyty Szczeciniaków są tutaj i tutaj. W dwóch miejscach, a co, pomęczcie się trochę :)

Półtoraroczny żywot Miśkołaja

Nie da się ukryć, Michu ma dziś dokładnie 18 miesięcy i dwa tygodnie. Postarzał nam się facet. Wiek ten uprawnia go już do pełnego korzystania z przywileju, którym jest tzw. bunt dwulatka (mimo iż wnioskując z nazwy powinien się zacząć jak Michu skończy dwa lata, ale zacne „psychologi” i inni znawcy gatunku dziecięcego twierdzą, iż granica jest płynna i może też wystąpić około 1,5 roku). Przyznać trzeba, że niestety, Mikołaj owego buntu kupił chyba ze trzy pakiety i wykorzystuje je już od jakiegoś czasu. Dochodzi czasem do scen gorszących ;) Staramy się być konsekwentni i w ogóle, ale wiadomo, różnie to bywa. Czasem Michu tak się da we znaki, że szkoda gadać. Cóż. Taki wiek rozwojowy. A nam tylko przeczekać zostaje. Swoją drogą, z Micha to niezły aparat jest. Z reguły cichy i spokojny, grzeczny, społeczny, uśmiechający się, pogodny, taki „przytul mnie”. Na pierwszy rzut oka kochane dziecko. Jak czasem gadam z kimś nowo poznanym, to nie chce wierzyć, że z Micha może być gagatek. Do czasu, aż dojdzie do sytuacji ekstremalnej, czyli słów: „Mikołaj, nie wolno!”. Wtedy Michu wyciąga z kieszeni cały arsenał wrzasków, bicia, szczypania, gryzienia i bóg wie czego jeszcze, no i przegwizdane. Trzeba wierzyć, że z tego wyrośnie.

Od tygodnia Mikołaj samodzielnie chodzi. Co prawda zalążki tego chodzenia obserwujemy od około 3 tygodni, ale tydzień temu, we wtorek 16 czerwca, zaczęło się na dobre. Dodam, że pierwsze kroki nasze dziecię stawiło obcując ze sztuką na podłodze Opery Szczecińskiej. Arteterapia chyba jakaś zadziałała, czy coś ;) Teraz przy odrobinie motywacji przechodzi samodzielnie kilka kroczków. Bardzo się z tego cieszymy. No i dodać należy, że równocześnie zaczął samodzielnie wstawać. Brawo, Mikołaj!!! :)))

W ubiegłym tygodniu byłam razem z Miśkiem i moją mamą w Szczecinie. Pojechaliśmy we wtorek, bo tego dnia Tosia miała zakończenie zajęć w studio baletowym. Owo zakończenie przybrało postać pokazu baletowego kilku klas tegoż studio. Tosia też tańczyła. Relację fotograficzną macie tutaj. A poniżej mały fragmencik:

Przyznać trzeba, że była to bardzo miła uroczystość. No i niezłe emocje – oglądać swoją siedmioletnią siostrzenicę-baletnicę na deskach szczecińskiej Opery. Co prawda zbyt wiele nie widziałam, bo Michu nie był za bardzo zainteresowany i wolał chodzić po korytarzu, no ale coś jednak udało mi się obejrzeć i byłam pod wrażeniem :)

Przy okazji pobytu w Szczecinie podjechaliśmy sobie do Międzyzdrojów nad morze. Pogoda akurat tego dnia była śliczna, więc udało nam się posiedzieć trochę na plaży. Kilka widoczków z tej wyprawy macie tutaj i tutaj.

Głównym celem wyjazdu do Szczecina była wizyta u dr Hnatyszyn, neurologa. Obadała Micha i stwierdziła, że opóźnienie nadal jest, ale się nie pogarsza, więc trzeba to uznać za pozytyw. Chodzenia Miśka ocenić jeszcze nie mogła, no bo chodził dopiero od dwóch dni. Ale kazała obserwować, czy dalej będzie tak szeroko nogi stawiał. I jeśli będzie tak stawiał dłużej niż miesiąc to konieczny rezonans głowy. A tak, to rezonans tylko według naszego uznania. Ale skierowanie nam wypisała, więc już Micha zarejestrowałam od razu. Termin jest na 23 września, pod narkozą. Nawet nie tak odległy, myślałam, że będzie gorzej. Musimy się jeszcze zorientować jak wyglądają terminy tutaj na oddziale, bo może udałoby się szybciej. Muszę zadzwonić i się dopytać. Albo najlepiej to podjechać osobiście.
Postanowiliśmy zrobić ten rezonans, bo generalnie liczymy na to, że będzie jasność w końcu – czy są jakieś uszkodzenia mózgu, czy nie ma. I wtedy można też trafniej terapię dobrać. Mam nadzieję, że w końcu się dowiemy na czym stoimy.

Napisałam pracę magisterską. Więcej – już ją nawet oddałam z całą dokumentacją do dziekanatu i 8 lipca mam obronę. Nareszcie! Przyznać muszę, że dużo wysiłku mnie to kosztowało w ostatnim miesiącu. Pisać mogłam tylko jak Michu spał, więc tego czasu nie było zbyt wiele. No, ale najważniejsze, że się udało i jeszcze dwa tygodnie i będę magistrem. Co prawda niewiele lub w ogóle nic to nie zmieni, ale przynajmniej kolejny punkt w „sprawach do załatwienia” będzie do odhaczenia. Zaraz po obronie planujemy wyjechać na kilka dni do Szczecina. Mam nadzieję, że pogoda będzie ładna, bo to co się teraz dzieje, to jest jakieś nieporozumienie.

Ach, zapomniałam napisać, że dwa tygodnie temu w niedzielę pojechaliśmy do wrocławskiego zoo. Miejsce bardzo przyjemne, zwierzaki ładne i ciekawe. Co prawda Michu za wiele jeszcze nie czaił, no ale generalnie podobały mu się kotki (lwy znaczy się), pieski (hieny i wilki) oraz misie. No ale najwięcej frajdy miał na tzw. dziedzińcu. To jest takie miejsce w tutejszym zoo, gdzie na wolnym wybiegu, wśród ludzi, chodzą kozy :) Co więcej, kozy te można karmić. Więc Michu z całą swą szczerością karmił kozy herbatnikami i chrupkim chlebem. Za co kozy były mu niezmiernie wdzięczne obskakując niewinne dziecię ze wszech stron. Co dziwne, Miś wcale się zwierzaków nie bał, nawet jak go oblazły totalnie, że tylko rączki wózka było widać. Uciechę miał tylko wielką, czym prowokował uśmiechy na gębach innych odwiedzających „koziarnię” :)
Tak więc spacerek po naszym zoo wart jest polecenia. Aczkolwiek jeśli chcecie zrobić to w niedzielę, to lepiej uderzać tam z samego rana, od 9, bo godzinę później tworzą się korki i ciężko zaparkować.
A tutaj kilka zdjęć zoologicznych :)
Na fotce poniżej, pod tym kozim tłumem, dzielnie trwa Misiek z uśmiechem na gębie, o dziwo :)

Pewnie słyszeliście o nowo otwartej fontannie multimedialnej w Parku Szczytnickim przy Hali Stulecia. Wrocław chwali się na prawo i lewo, że największa taka w Europie. Więcej info i foty można znaleźć tutaj. My jeszcze nie widzieliśmy, trzeba się pewnie będzie wybrać kiedyś, by obejrzeć ten kicz. W końcu patriotyzm lokalny trzeba szerzyć ;)

Cóż jeszcze… Nie przychodzi mi na razie nic do głowy. Tak długa przerwa w pisaniu zawsze źle wpływa na moją pamięć, więc możliwe, że coś ważnego bardziej lub mniej pominęłam. Trudno.

Do następnego :)