A wczoraj mieliśmy spontaniczny wypad na Ślężę. Co prawda nie dotarliśmy na samą górę, a tylko do wieży widokowej poniżej, ale spacerek mieliśmy porządny. Bardzo ładnie tam. Jedźcie przy okazji. Na przykład takiej, kiedy przyjedziecie nas odwiedzić. W ogóle to na Ślężę wchodzi się z Sobótki – przeeeeśliczne miasteczko. Cudnie byłoby tam mieszkać.
Pod wieżą widokową spotkaliśmy jakichś wycieczkowiczów z (chyba) fretką na smyczy. Zwierzak prześmieszny. Ciągnęli ją na samą górę, a ona chyba nie za bardzo chciała iść, skutkiem czego ciągnęli ją na siłę.W zamian za to fretka wzbijała tuman kurzu za sobą niczym tajfun. Śmieszne stworzonko. :)
Zabieramy się też za ukwiecanie balkonu. W sobotę i niedzielę szukaliśmy różnych donic, korytek, uchwytów i innych dupereli niezbędnych do tego w całej serii sklepów ogrodniczych. Dzisiaj jedziemy kończyć zakupy. Bo to nie jest takie trywialne. A chciałabym, aby balkon wyglądał kolorowo i ślicznie. Muszę tylko pilnować, żeby Mariusz go potem podlewał. Mam nadzieję, że to z nim wynegocjuję :)
Zabieram się do nauki. W niedzielę mam kolokwium z psychologii. Ech…