Na szybko

Dzisiaj byłam z Michem u pani psycholog. Robiła mu badanie. Co prawda opinia będzie do odebrania za tydzień, ale już dziś mogła powiedzieć, że Mikołaj wspaniale nadrobił straty, dorównał do poziomu, a w motoryce małej przeskoczył nawet dwulatki. Jedyne co, to z mową ma tyły, ale niewielkie – rozumienie (czyli mowa bierna) jest adekwatne do wieku, poza tym pojawiają się nowe słowa, więc nie ma powodu do zmartwień. Super! :)

Z innej beczki – Mariusz znalazł to ostatnio na wykopie. Musicie to obejrzeć, jeśli jeszcze nie widzieliście. Brak słów :) Nazywa się Poranna pielęgnacja prawdziwego faceta. Czy jest to prawdziwy facet, czy początkujący gej w to nie wnikam :)

Upalne pisanie

Upał, że aż boli. Ale mi to chyba ciężko dogodzić – to za dużo pada, to za zimno, to za ciepło… W sumie to nie, temperatura 22 stopni i słońce załatwiłyby sprawę. Ale to, co się obecnie dzieje za oknem, to już jest przesada! Choć i tak dobrze, że burze ustały (ciekawe na jak długo), bo przez ostatnich kilka dni to nie było popołudnia, żeby nie trzaskały pioruny. Jak jest tak gorąco to mi się mózg lasuje.

Wczoraj bylim w kinie na Epoce Lodowcowej 3. Rewelacja. Dobrze zrobiona animacja. Świetnie rozbudowana opowieść i wyśmienicie zbudowane postaci. Sama przyjemność! Mniejsza przyjemność czekała nas po wyjściu z kina, gdy okazało się, że Misiek zaczął brykać po naszym wyjściu z domu i Ola (opiekunka) musiała wkroczyć do akcji (to znaczy do pokoju), wyjąć zapłakańca z łóżeczka i poprzytulać. Michu trochę zagubiony w tym wszystkim („Gdzie jest mama?????????”), Ola dała sobie świetnie radę, no a my cóż… Mariusz odwiózł Olę, a ja poprzytulałam Miśka, pogłaskałam (głaskanie to jest ostatnio na żądanie niemal, jak Michu bierze moją rękę i kładzie ją sobie na głowie), posiedziałam i zasnął. Było grubo po północy. Na szczęście już się więcej nie budził. Trochę jest Miś podziębiony, więc mogło mu to przeszkadzać w zaśnięciu. No i też te upały! Dzisiaj śpi na golasa, tylko w cienkim śpiworku.
Co do wspomnianej Oli, to niestety, wczoraj ostatni raz opiekowała się Miśkiem, bo wyjeżdża na stałe do Francji, no i kicha :( Teraz to do kina oddzielnie będziemy chodzić :( Bo że chodzić będziemy to pewne – ja już szykuję się na Harrego Pottera, bo wchodzi na ekrany niedługo :)

Tydzień temu skończyliśmy oglądać piąty sezon dr House’a (nigdy o tym wcześniej nie wspominałam, ale jestem wieeelkim fanem tego serialu). No i generalnie masakra. House’a mi psychiatryku zamknęli! Koszmar!

W środę bronię magistra. Swojego, rzecz jasna :) Proszę trzymać kciuki! Temat pracy brzmi: „Rola fotografii w podręcznikach szkolnych do przyrody”. Porywający, czyż nie? ;)

Zastanawiam się nad rezygnacją z rehabilitacji. Ogólnie rzecz biorąc jest jeszcze Michowi potrzebna, ale to, co się ostatnio z Michem dzieje, sprawia, że Bobathy powoli przestają mieć sens. W ubiegły wtorek na zajęciach Mikołaj po raz kolejny tak wył i się wyrywał, że rehabilitantka nic nie była w stanie z nim zrobić. Od poniedziałku wraca nasza pani Kasia, może Mikołaj lepiej zareaguje na nią niż na zastępczynię, choć szczerze mówiąc wątpię, czy to była tylko kwestia zmiany terapeutki. Michu ostatnio jest taki nieprzewidywalny, dostaje jakichś napadów histerii i reaguje na nie waleniem głową w to, co ma akurat pod… głową. Siniak na czole nie schodzi mu od kilku tygodni. No i na terapii wygląda to tak samo. Jak tak dalej pójdzie to będziemy musieli się wycofać, bo bez sensu będzie chodzić i się tylko denerwować. Problem może być tylko w powrocie, bo wątpliwe jest, czy Michu w ogóle jeszcze potem będzie chciał ćwiczyć. Może jak będzie trochę starszy? Może jeszcze jakąś inną metodą? Na razie trzeba poczekać na rozwój wypadków.

Bardzo dobrze idzie nam współpraca z panią psycholog (Wielisława Zwierz-Wasylew). Pani mniej-więcej wyczuła Miśka, wie, że trzeba go czasem trochę pooszukiwać, bo inaczej ona nie osiągnie tego, co chce. I w ten sposób, dzięki temu, że pozwoliła Michowi posiedzieć przy swoim kompie i poklikać w klawiaturę, Michu pozwolił sobie wymasować całe nogi. Dodam, że tydzień wcześniej, logopedzie nie udało się to, bo Michu wył jak wyjec przez całe 40 minut. Generalnie pani psycholog bardzo konkretna. Bardzo mi się podoba.

Jezu, właśnie po raz kolejny w tvn24 słyszę coś na temat „króla popu” i tego, jak wspaniale tańczył i śpiewał na filmiku, który został opublikowany w Internecie. Żenada. Generalnie cała ta szopka wokół Jacksona strasznie mnie już zmęczyła. Ludzie, dajcie spokój! Koleś zmarł, ok, współczuć należy najbliższym i tyle. Być może faktycznie zaznaczył się jakoś w historii muzyki współczesnej, nie zaprzeczam, ja się na tym nie znam. Ale robienie z niego jakiegoś bohatera, to już wielka przesada jest. Z tego, co słychać i co można przeczytać, koleś wiecznie naćpany jakimiś prochami, ledwo się kupy trzymał; jak na niego patrzę na tym filmiku to cały czas mam stresa, że mu zaraz coś odpadnie. Chory człowiek po prostu. Chory psychicznie, żeby było jasne. To, co z sobą zrobił, najlepiej o tym świadczy. Nie chciałabym, żeby był moim idolem. Bo co, miałabym sobie nos oderwać? Żenada… No i te teksty zewsząd, że na tym filmiku z prób widać, że był w świetnej formie. Ludzie, czy wy ślepi jesteście jeszcze, czy tylko głupi? Po czym widać tę świetną formę? Po tym, że on się ledwo na nogach trzymał? Że choreografia, którą tańczył, była żenująco uboga w figury (w porównaniu z tym, co ten koleś robił w czasach swojej świetności) i że patrząc na niego cały czas miałam wrażenie, że ten człowiek się masakrycznie męczy i wręcz boi się ruszać, albo go coś boli? Jezu. Ja się naprawdę dziwię, że on się jeszcze wcześniej nie rozpadł. Masakra. Ok, chory człowiek, żal go, i tyle. Przestańcie robić z niego boga, bo nim nie jest. A jeśli ktoś uważa, że jest, to mu współczuję z całego serca.

Kończę. W galerii kilka nowych zdjęć. Pewnie już niektórzy widzieli. Oczywiście Miśkowe :)

Takie tam

Wczoraj byłam z Michem u doktor Dołyk, neurologa. Generalnie znowu mnie zdołowała, powiedziała, że nadal trudno konkrety podać, ale obawia się, że owo opóźnienie u Miśka może przerodzić się w upośledzenie lekkiego stopnia. Mam nadzieję, że się myli, i że jednak Misiek wyrówna wszystkie straty.

Zaleciła zrobić ponowne badania na hormony tarczycy, spróbować jeszcze pochodzić z Miśkiem na zajęcia do psychologa (żeby ktoś mu indywidualny program ułożył), no i położyć Miśka na oddziale neurologii dziecięcej w celu głębszej diagnostyki problemu. Bo ciągle nie wiemy, co tak Micha opóźnia. Co do tego oddziału, to nie jest to konieczne, ale zalecone, więc na razie z Mariuszem postanowiliśmy poczekać do czerwcowej wizyty w Szczecinie u dr Hnatyszyn. Chcemy zobaczyć, co ona zaleci i wtedy zadecydujemy. Pewnie koniec końców Michu i tak wyląduje na oddziale. Póki co to muszę się bardzo spiąć z pracą magisterską, napisać to badziewie jak najszybciej, żeby w razie czego, nie mieć już na głowie pisania, tylko samego Miśka.

Dr Dołyk radzi też powoli rozejrzeć się za odpowiednim przedszkolem dla Miśka. Mówi, żebyśmy dobrze je wybrali, z nastawieniem na przedszkole z dużym wyborem zajęć rozwijających poznawczo, z opieką psychologa i logopedy. Na moje oko to optymalne byłoby jakieś przedszkole montessoriańskie, ale nie wiem, czy jest takie we Wrocławiu. Muszę poszukać. Wiem, że jest jedno – Klub Krasnoludka, które opiera się na pedagogice Montessori i Wygotskiego. Myślę, że i to byłoby ok. Trzeba będzie się rozejrzeć.

Misiek ma ostatnio pęd na robienie „papa” :) Zrozumiał sytuację, w której „papa” zrobić należy i ostatnio macha łapskami wszystkim i wszędzie :) Nawet już mu czasem nie trzeba mówić, żeby zrobił, tylko tak sam z siebie macha :)

Michu dostał w prezencie od dziadków z Gniezna tablicę. Wypatrzyliśmy ją niedawno w Smyku i pomyśleliśmy, że mogłaby się Michowi przydać. Z jednej strony jest czarna, do pisania kredą, z drugiej strony biała – suchościeralna, na pisaki. Do tego na tej białej stronie są klipsy do zawieszania papieru, no i jest namagnesowana. W pakiecie było chyba z pięć kompletów z literkami i cyferkami, które można na magnes przyczepiać. Na razie Michu rysuje kredą (rysuje, kruszy, łamie, zjada i co jeszcze tylko można z kredą robić) i frajdę ma z tego niesamowitą :) Przy okazji ćwiczy też stawanie, może w końcu zaczai, że można stać nie opierając się o nic.

Za tydzień w sobotę mam absolutorium w Poznaniu. W końcu koniec!

No i tyle chyba na dziś. A nie, jeszcze jedno. Wczoraj byliśmy z Mariuszem w kinie na „Star Trek”. Jestem w szoku, bo mi się ten film autentycznie spodobał! Mnie – Zosi, która za fantastyką z kosmosu nie przepada za bardzo! Tak więc polecam, bo warto obejrzeć. Co prawda istnieje ryzyko, że obejrzany w domu na tv nie zrobi już takiego wrażenia, ale do kina na pewno warto się na niego pofatygować :)