Ta noc jest koszmarna. Druga nieprzespana. Chociaż w sumie na trzy godziny udało mi się zasnąć, więc i tak jest lepiej niż poprzedniej. W radiu leci Dżem i „Wehikuł czasu”. Hmmm… ja to bym nie chciała cofać czasu. Raczej wolałabym go trochę pchnąć do przodu – np. do poniedziałku, wtorku. A najlepiej to o tydzień – bo mam nadzieję, że za tydzień będę już w domu.

Ania – sąsiadka z pokoju – też nie śpi. Męczy ją coś, chodzi po pokoju. Dziewczyny z innych sal też chyba mają ciężką noc, bo co rusz, w drodze do łazienki, spotyka sie którąś na korytarzu. Może się wystraszyłyśmy krzyków tej dziewczyny rodzącej wieczorem. Bo darła się okropnie. Na korytarzu przed naszą salą w jednej chwili zebrała się grupka dziewcząt. Nic dziwnego, bo w końcu sąsiadowałyśmy z porodówką. Mamy więc „krzyki” z pierwszej ręki.

O, teraz Róże Europy puścili. „Jedwab” oczywiście. Nie wiem, czy mają coś jeszcze znanego.

Wieczorem był obchód. Pytałam, co ze mną. Lekarka mówiła, że w poniedziałek zdecydują – pewnie zrobią usg i jak się mały nie ruszy to będą podłączać kroplówkę. Oby. I oby to poskutkowało. Bo po historiach innych dziewczyn po cesarskim cięciu to można wpaść w histerię. Nie… Kobity na patologii ciąży powinny być od siebie odizolowane tak, żeby się nie mogły ze sobą wcale kontaktować. Bo jak się tak człowiek nasłucha, to nawet najzdrowszej babie przychodzą do głowy czarne myśli. Siła sugestii – piękna sprawa czasami. A jaka czasami niszcząca…