No już piszę. Nie wiem, dlaczego wszyscy tacy niecierpliwi się zrobili ;) Mariusz dręczy, że mam nadrobić zaległości, do tego Dominika, Ewka…Książki czytać, a nie jakieś literki na monitorze! ;) Chociaż jeśli chodzi o Mariusza, to ma rację, że mnie dręczy, bo w blogu nie zamieściłam jeszcze pewnej ważnej informacji, która nas dotyczy. Otóż w niedzielę, 13 maja, gdy wróciłam do domu z zajęć, czekał na mnie pierścionek zaręczynowy! Ba! I to nie byle jaki, bo (cytując Mariusza) amerykański, z brylantem :) Oprócz pierścionka był też kwiatek i czekoladki. No i…hehe…jeśli sądzicie, że z ust Mariusza padło to ważne pytanie (dla mało domyślnych – czy zostanę jego żonką) to oczywiście trwacie w błędzie! Bo Mariusz tak naprawdę tego dnia…przyjął moje oświadczyny, hihihi ;) Śmieszne to, ale jakaś prawda w tym jest. Bo kiedyś w majakach północnych spytałam się Miśka, czy się ze mną ożeni. No i owego 13 maja usłyszałam odpowiedź :)

Co dalej…W ubiegły weekend byliśmy w Głuchowie i Gnieźnie. Mam wrażenie, że po każdej takiej wizycie tyjemy 100 kilogramów. U babci trafiliśmy na malowanie pokoików. Z kolorem małego pokoju trochę przesadzili – wściekle różowy. Ale duży pokój wygląda całkiem ładnie – pomarańczowo. W tym tygodniu mieli wstawić też do łazienki nowy sedes. Ten który jest zasłużył już na emeryturę – pamięta chyba jeszcze Gierka!

W poniedziałek byliśmy na kolejnym spotkaniu przedmałżeńskim. Co za żenada. Teraz mamy wykłady z panią z poradni rodzinnej. Matko…Ja to jeszcze znoszę, ale Misiek wychodzi z tych spotkań coraz bardziej nerwowy. Na szczęście następnym razem ma być ksiądz. A do pani Żenua idziemy na indywidualną wizytę 20 czerwca na 18. Pewnie znowu będzie opowiadać o śluzie. Ale nie o takiej na rzece. O kim, o czym – o śluzie. Hehehe. Jakby na to nie spojrzeć – oblecha. Bleee…Ale cóż zrobić – trzeba to przejść.
Wczoraj, tzn w środę byliśmy w kancelarii parafialnej zarezerwować datę ślubu. Ustaliliśmy na 1 września, sobota, godzina 13. Przy okazji byliśmy też w Aparcie zamówić obrączki. Będą do odbioru za 2 tygodnie. Jeśli chodzi o wzór, to żadne wymyślne nie są – zwykłe, półokrągłe, z białego złota. Mariuszowi podobały się takie śrubkowe. Zresztą, może nie ze śrubką mu się kojarzyły, ale z jakąś częścią do komputera. Ale stanęło na tradycyjnych. Z datą ślubu wygrawerowaną. Pomysł z grawerem imion niemal przypłaciłam zerwaniem zaręczyn. Nie wiem, dlaczego Miśkowi nie podoba się ten jakże romantyczny pomysł ;)

No a dzisiaj złożyliśmy na próbę łóżeczko, które w niedzielę przywieźliśmy z Głuchowa. Ubrałam pościel, założyliśmy baldachim i stoi w dużym pokoju. Ślicznie wygląda! Już nie mogę się doczekać, aż będzie spało w nim nasze maleństwo. Misiek też ma z tego wielką radochę :)

Zapomniałam napisać, że w Głuchowie odwiedziliśmy Kieretów w ich nowym domku! Ślicznie tam mają! Cudny, duży ogród! Po prostu super! W dodatku byliśmy pierwszymi osobami, które tam spały! Dzięki, Kieretasy! ;)

No, mam nadzieję, że trochę nadrobiłam zaległości. Mam nadzieję, że już się takowe nie powtórzą, bo już mnie paluchy bolą od tego stukania w klawisze. Buziaki dla wszystkich i dobranoc!