Dwadzieścia miesięcy i jeden dzień

Starym zwyczajem informuję, że Michu wczoraj skończył dwadzieścia miesięcy. I starym zwyczajem mówię: stary byk z niego ;) Jakieś podsumowanie może by się zdało. Generalnie dziecię śmiga na dwóch nogach od 1,5 miesiąca. Z dnia na dzień idzie mu to coraz szybciej, jeśli chodzi o jakość, to nie powala, ale należy liczyć, że się poprawi po rehabilitacjach i wraz z rozwojem. Trochę niepokojąco jednym bioderkiem „zaciąga”, ale głównie wtedy, gdy chodzi niedbale, albo/czyli jest bardzo zmęczony. Co do mówienia, to od ostatniego razu nie zauważyłam żadnych większych zmian. Generalnie widać, że sprawdza się zasada, że jak dziecko nabywa nowej umiejętności, to inne stają w miejscu – od kiedy Michu zaczął chodzić (a teraz nawet biegać) to mowa stoi. Choć od wczoraj zauważamy z Mariuszem jakoby dziecię nasze dorzuciło sobie nowe sylaby do języka. Nie jestem ich jeszcze w stanie wymienić, ale generalnie coś tam próbuje od wczoraj kombinować więcej niż dotychczas. Może wtrąci coś nowego :) Aczkolwiek muszę przyznać, że naprawdę z Michem można już się całkiem przyzwoicie porozumieć i dogadać. Wypas :)

Ponadto Miś coraz bardziej robi się urwisowaty. Potrafi specjalnie napsocić coś tak, żeby nas rozśmieszyć. I ma z tego wielką radochę.

No i jeszcze o Teletubisiach. Michu zapałał nagle gorącą miłością do tych BBC-owskich stworków. Niebywałe to jest dla mnie i zupełnie niezrozumiałe, w czym tkwi fenomen tego programu. Nie przypuszczałam, że Misiek kiedykolwiek stanie się ich fanem. No ale stało się. Mamy CBeebies, a tam Teletubisie chyba trzy razy dziennie lecą, no bo to kanał BBC jest. I kiedyś Michowi włączyłam na Tubisie ciekawa reakcji. Hipnoza. Nawet Niedźwiedzia w dużym niebieskim domu z takim zainteresowaniem nie ogląda. Teletubisie potrafi obejrzeć od początku do końca, co nigdy mu się nie zdarzyło z inną bajką (i dobrze). Ciągle myślę, o co chodzi… Czy o to, że one takie kolorowe i sympatyczne? Czy że takie dziecięce i nieporadne? Czy że tyle jest powtórzeń w ciągu programu i dzięki temu dziecko czuje się bezpieczniej oglądając drugi i trzeci raz jak Dipsy coś liczy? Ech, nie wiem. Sama nie mam nic przeciwko Teletubisiom, co nie zmienia faktu, że namiętność Miśka do tej „bajki” jest zastanawiająca. Nie wspominając, jak emocjonalnie reaguje na różne sytuacje w programie. Jak dzisiaj zobaczył Tubisie zjeżdżające ze zjeżdżalni, to myślałam, że zje telewizor ze śmiechu :)

Kilka dni ubiegłego tygodnia spędziliśmy w Głuchowie. Michu się wybiegał za wszystkie czasy, ja się wymęczyłam, ale grunt, że rodzinka była zadowolona z naszej obecności :) Z Głuchowa przywiozłam dwa filmiki (bardzo króciutkie, więc bez obaw ;)). Pierwszy to Misiek z psem i nieudany buziak, a drugi to jak nasze dziecię robi porządki w piaskownicy.

Dzisiaj, zwyczajowo, bo to przecież niedziela, pojechaliśmy rodzinnie do Kudowy na tradycyjne lody i spacer. Misiek się nachodził, my za nim też, generalnie ubaw po pachy. Kupiliśmy mu rano na Bielanach taką kaczkę na kiju do pchania. Śmiesznie z nią wyglądał, bo jeszcze nie czaił do końca, że ma ją pchać, więc nią stukał w podłoże i wyglądało to trochę, jak nordic walking po Miśkowemu. Może zamiast kaczki trzeba było mu kijki kupić? ;) Oczywiście filmik też mamy z tego:

A zdjęcia z Kudowy to są tutaj, jakby kto pytał, szukał i chciał obejrzeć.

Wakacje magistra

No to jestem już magistrem, jak część z Was pewnie wie. Nie było ciężko, rzekłabym wręcz, że było przyjemnie :) Pytania dostałam proste – jedno o charakterystykę fotografii analogowej i fotografii cyfrowej (i małe porównanie) a drugie o metody i techniki, które wykorzystałam podczas badań. No i ogólnie o wynik badań i o moją opinię na ten temat. Profesorowie byli świetni. Zresztą, nie mogę słowa złego powiedzieć na mojego promotora (prof. Wacław Strykowski), bo przez cały proces pisania pracy był bardzo pomocny i wszystko poszło jak po maśle :) Zresztą, muszę przyznać przed samą sobą, że jestem zadowolona z napisanej pracy. Nawet lekko dumna :) Temat na początku mi nie bardzo „leżał”, ale w końcu załapałam, no i poszło. Całkiem przyjemnie mi się to czytało po zakończeniu. Nawet Mariusz stwierdził, że kawał dobrej roboty wykonałam. A swoją drogą, w kierunku Małżonka wielkie ukłony ślę nieustannie, bo tak mi na koniec pięknie pracę sformatował, że sama bym tak nie umiała.

Cóż, trochę mnie ta praca kosztowała. Pisać się nie dało inaczej jak tylko wieczorami lub w południe przez 1,5h gdy Michu spał (gdzieś między praniem, gotowaniem i innym sprzątaniem), bo z Michem to by nie wyszło. Badania na szczęście udało się przeprowadzić w pobliskiej podstawówce, piękne kolorowe wykresy i tabelki (być może szczyt żenady, ale punkty dodatkowe za to były ;)), na koniec format ze strony Mariusza i… i jeszcze trzeba było dokupić drukarkę kolorową, bo w naszej się atrament skończył i stwierdziliśmy, że taniej będzie kupić nową niż do starej komplet tonerów kupować. Drukarkę kupiłam wówczas w Szczecinie, bo we Wrocławiu bym nie zdążyła… Wspomnieć warto w tym miejscu, że obecnie w naszym domu na trzech domowników (z czego jeden niepełnoletni i nie korzystający ze sprzętu jak należy) przypadają cztery działające drukarki (dwie atramentowe, kolorowe, z możliwością druku zdjęć, jedna laserowa czarno-biała i jedna stricte fotograficzna – ta, którą kupiłam na pieniądze wygrane na warsztatach foto) oraz cztery komputery: dwa laptopy (jeden działający standardowo a drugi traktowany jako serwer czy coś tam) i dwa stacjonarne. Nikt mi nie wmówi, że to jest normalne… ;)
Wracając do magisterki – napisałam, wydrukowałam, oprawiłam, wysłałam promotorowi – zaakceptował (bez żadnej poprawki), obroniłam i po wszystkim. Nic, tylko prace magisterskie pisać ;) Ale czas już był najwyższy, bo mi to na sumieniu leżało. A tak już jest z głowy. Zresztą, i tak jestem z siebie dumna, że tak szybko mi poszło, spodziewałam się, że będę się dopiero we wrześniu bronić.

Zaraz po obronie, prosto z Poznania, pojechaliśmy rodzinnie do Szczecina (w sumie to pod Szczecin, do Przecławia) na kilka dni wypoczynku. Nasi Przecławianie mazurzą się na Mazurach, więc skorzystaliśmy z ich wolnej chaty. Po przyjeździe Misiek trochę szukał psa, ale potem przywykł, że pieskowi też się należą wakacje. Z pogodą nie bardzo utrafiliśmy. Trochę padało, a jak nie padało to był zimno i szaro. No ale i tak pojechaliśmy dwa razy nad morze (raz do Międzyzdrojów – mróz, raz do Międzywodzia – upał), no i trochę pochodziliśmy po Szczecinie. Największą frajdę miał Misiek, bo wszędzie niemal puszczaliśmy go „luzem”, więc mógł sobie pochodzić do woli. Nie lubi już wózka nasze dziecko :) Chodzi coraz lepiej, ładniej, pewniej. Nogi (zwłaszcza lewą) jeszcze koślawi fatalnie, no ale nie wszystko się da naprawić. Mam nadzieję, że jak nie teraz, to gdy Michu będzie trochę bardziej „kumaty”, to ćwiczeniami się da stopę choć trochę wyprostować.

Misiek zaliczył bliskie spotkanie z Bałtykiem. Radość była wielka, zwłaszcza, gdy go niespodziewanie fale podmywały i zalewały. Próbował zawrzeć też kilka plażowych znajomości (jako dziecię nad wyraz społeczne), ale spotykał się z rykliwym lub strachliwym oddźwiękiem ze strony rówieśników. Muszą dorosnąć, jak widać ;)
Misiek po plaży chciał chodzić sam, co też czynił skwapliwie, poza momentami, gdy nogi go zaczynały boleć i się piernik nauczył podchodzić do nas, wtulać w nogi, patrząc ufnie i czule w oczy i jęczeć w stylu: „na ręce! błagam, na ręce!!!”. No i cóż było robić… :)
Ogólnie rzecz biorąc Misiek nad morzem rządzi. Super :)

Jednego popołudnia wybraliśmy się do parku Kasprowicza na spacerek i Misiek po raz pierwszy przejechał się na kucyku. Konik bardzo mu się na początku podobał, potem już trochę mu się znudziło, ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie chętnie na koniu siadał. Generalnie Michu wysiedział na kucyku 3/4 kółka, i pani powiedziała, że jak na pierwszy raz i na to, że Michu ma półtora roku dopiero to i tak dużo. Cóż, Misiek to już ma w sumie 19 miesięcy, ale dla tej pani to chyba nie ma znaczenia, więc nie tłumaczyłam :)

Urlopowanie skończyliśmy wczoraj. Misiek szczęśliwy wrócił do domu. To niesamowite, jak widać po nim radochę, że może położyć się spać we własnym pokoiku i własnym łóżeczku. To znaczy, że czuje się tu dobrze i bezpiecznie. Chyba o to nam chodziło :)

Przed wyjazdem magistersko-urlopowym byłam u okulisty, bo od jakiegoś czasu często bolały mnie oczy. Okazało się, że mam lekki astygmatyzm i konieczne są okulary. Nie narzekam, bo ja jestem z tego typu, co zawsze chciał bryle nosić, więc cóż. Dziś wybraliśmy oprawki, do końca tygodnia mają być gotowe całe okularki. Kiedyś się pewnie pochwalę jakimś zdjęciem w okularach.

Półtora tygodnia temu w niedzielę byliśmy w Kudowie. My to jednak lubimy ten kiczowaty klimat. Postanowiliśmy, że w sierpniu postaramy się pojechać tam na weekend – tak niesamowicie odprężająco działa na nas tamtejszy park. Jak niemieccy emeryci. Możemy tak się szlajać po tym parczku, Michu ma pełno miejsca do pieszych wędrówek (kilometry robi niezłe, mimo że w sumie wokół jednego klombu ;)). Nic, tylko wypoczywać :) No i dodatkową zaletą parku w Kudowie jest kawiarnia Sissi, gdzie podają pyszne desery lodowe, przeróżne kawy i ciasta w cenach o wiele przyjemniejszych niż wrocławskie :) Kilka fotek z Kudowy jest tutaj. No a zdjęcia ze Szczecina – tutaj.

Cóż jeszcze? Tyle chyba na razie. I tak już sporo napisałam. Do następnego razu!

A jednak nie. Na koniec fragment lingwistyczno-logopedyczny ;) Z Miśkiem daje się już czasem nieźle porozumieć. Co prawda w większości przypadków i tak się raczej trzeba domyślać, ale oto, co Michu potrafi już powiedzieć:

mama – „mama” :)
tata – „tata”
baba – „babcia”
ale też „żaba” (w sumie, to głównie „żaba”)
koko„kurka” tudzież jest to odpowiedź na pytanie „jak robi kurka?”
cieci, sieci, siesi„świeci” – jest to w sumie pierwsze słowo złożone z dwóch różnych sylab, które wymawia nasze dziecko. Najczęściej jest używane w przypadku wszelkiego rodzaju lamp w domu, samochodzie no i najczęściej w odniesieniu do sygnalizacji świetlnej na ulicach, którą to Misiek uwielbia wręcz obserwować. Czasem coś podobnego wypowiada w przypadku, gdy widzi pieska lub kotka, jednak mniej wyraźnie i nie da się tego, póki co, jakoś sklasyfikować i ograniczyć czymś tak prostym jak literki ;)
No, to teraz już mogę spokojnie pójść spać. Obowiązek wypełniony :)