Nie da się ukryć, Michu ma dziś dokładnie 18 miesięcy i dwa tygodnie. Postarzał nam się facet. Wiek ten uprawnia go już do pełnego korzystania z przywileju, którym jest tzw. bunt dwulatka (mimo iż wnioskując z nazwy powinien się zacząć jak Michu skończy dwa lata, ale zacne „psychologi” i inni znawcy gatunku dziecięcego twierdzą, iż granica jest płynna i może też wystąpić około 1,5 roku). Przyznać trzeba, że niestety, Mikołaj owego buntu kupił chyba ze trzy pakiety i wykorzystuje je już od jakiegoś czasu. Dochodzi czasem do scen gorszących ;) Staramy się być konsekwentni i w ogóle, ale wiadomo, różnie to bywa. Czasem Michu tak się da we znaki, że szkoda gadać. Cóż. Taki wiek rozwojowy. A nam tylko przeczekać zostaje. Swoją drogą, z Micha to niezły aparat jest. Z reguły cichy i spokojny, grzeczny, społeczny, uśmiechający się, pogodny, taki „przytul mnie”. Na pierwszy rzut oka kochane dziecko. Jak czasem gadam z kimś nowo poznanym, to nie chce wierzyć, że z Micha może być gagatek. Do czasu, aż dojdzie do sytuacji ekstremalnej, czyli słów: „Mikołaj, nie wolno!”. Wtedy Michu wyciąga z kieszeni cały arsenał wrzasków, bicia, szczypania, gryzienia i bóg wie czego jeszcze, no i przegwizdane. Trzeba wierzyć, że z tego wyrośnie.

Od tygodnia Mikołaj samodzielnie chodzi. Co prawda zalążki tego chodzenia obserwujemy od około 3 tygodni, ale tydzień temu, we wtorek 16 czerwca, zaczęło się na dobre. Dodam, że pierwsze kroki nasze dziecię stawiło obcując ze sztuką na podłodze Opery Szczecińskiej. Arteterapia chyba jakaś zadziałała, czy coś ;) Teraz przy odrobinie motywacji przechodzi samodzielnie kilka kroczków. Bardzo się z tego cieszymy. No i dodać należy, że równocześnie zaczął samodzielnie wstawać. Brawo, Mikołaj!!! :)))

W ubiegłym tygodniu byłam razem z Miśkiem i moją mamą w Szczecinie. Pojechaliśmy we wtorek, bo tego dnia Tosia miała zakończenie zajęć w studio baletowym. Owo zakończenie przybrało postać pokazu baletowego kilku klas tegoż studio. Tosia też tańczyła. Relację fotograficzną macie tutaj. A poniżej mały fragmencik:

Przyznać trzeba, że była to bardzo miła uroczystość. No i niezłe emocje – oglądać swoją siedmioletnią siostrzenicę-baletnicę na deskach szczecińskiej Opery. Co prawda zbyt wiele nie widziałam, bo Michu nie był za bardzo zainteresowany i wolał chodzić po korytarzu, no ale coś jednak udało mi się obejrzeć i byłam pod wrażeniem :)

Przy okazji pobytu w Szczecinie podjechaliśmy sobie do Międzyzdrojów nad morze. Pogoda akurat tego dnia była śliczna, więc udało nam się posiedzieć trochę na plaży. Kilka widoczków z tej wyprawy macie tutaj i tutaj.

Głównym celem wyjazdu do Szczecina była wizyta u dr Hnatyszyn, neurologa. Obadała Micha i stwierdziła, że opóźnienie nadal jest, ale się nie pogarsza, więc trzeba to uznać za pozytyw. Chodzenia Miśka ocenić jeszcze nie mogła, no bo chodził dopiero od dwóch dni. Ale kazała obserwować, czy dalej będzie tak szeroko nogi stawiał. I jeśli będzie tak stawiał dłużej niż miesiąc to konieczny rezonans głowy. A tak, to rezonans tylko według naszego uznania. Ale skierowanie nam wypisała, więc już Micha zarejestrowałam od razu. Termin jest na 23 września, pod narkozą. Nawet nie tak odległy, myślałam, że będzie gorzej. Musimy się jeszcze zorientować jak wyglądają terminy tutaj na oddziale, bo może udałoby się szybciej. Muszę zadzwonić i się dopytać. Albo najlepiej to podjechać osobiście.
Postanowiliśmy zrobić ten rezonans, bo generalnie liczymy na to, że będzie jasność w końcu – czy są jakieś uszkodzenia mózgu, czy nie ma. I wtedy można też trafniej terapię dobrać. Mam nadzieję, że w końcu się dowiemy na czym stoimy.

Napisałam pracę magisterską. Więcej – już ją nawet oddałam z całą dokumentacją do dziekanatu i 8 lipca mam obronę. Nareszcie! Przyznać muszę, że dużo wysiłku mnie to kosztowało w ostatnim miesiącu. Pisać mogłam tylko jak Michu spał, więc tego czasu nie było zbyt wiele. No, ale najważniejsze, że się udało i jeszcze dwa tygodnie i będę magistrem. Co prawda niewiele lub w ogóle nic to nie zmieni, ale przynajmniej kolejny punkt w „sprawach do załatwienia” będzie do odhaczenia. Zaraz po obronie planujemy wyjechać na kilka dni do Szczecina. Mam nadzieję, że pogoda będzie ładna, bo to co się teraz dzieje, to jest jakieś nieporozumienie.

Ach, zapomniałam napisać, że dwa tygodnie temu w niedzielę pojechaliśmy do wrocławskiego zoo. Miejsce bardzo przyjemne, zwierzaki ładne i ciekawe. Co prawda Michu za wiele jeszcze nie czaił, no ale generalnie podobały mu się kotki (lwy znaczy się), pieski (hieny i wilki) oraz misie. No ale najwięcej frajdy miał na tzw. dziedzińcu. To jest takie miejsce w tutejszym zoo, gdzie na wolnym wybiegu, wśród ludzi, chodzą kozy :) Co więcej, kozy te można karmić. Więc Michu z całą swą szczerością karmił kozy herbatnikami i chrupkim chlebem. Za co kozy były mu niezmiernie wdzięczne obskakując niewinne dziecię ze wszech stron. Co dziwne, Miś wcale się zwierzaków nie bał, nawet jak go oblazły totalnie, że tylko rączki wózka było widać. Uciechę miał tylko wielką, czym prowokował uśmiechy na gębach innych odwiedzających „koziarnię” :)
Tak więc spacerek po naszym zoo wart jest polecenia. Aczkolwiek jeśli chcecie zrobić to w niedzielę, to lepiej uderzać tam z samego rana, od 9, bo godzinę później tworzą się korki i ciężko zaparkować.
A tutaj kilka zdjęć zoologicznych :)
Na fotce poniżej, pod tym kozim tłumem, dzielnie trwa Misiek z uśmiechem na gębie, o dziwo :)

Pewnie słyszeliście o nowo otwartej fontannie multimedialnej w Parku Szczytnickim przy Hali Stulecia. Wrocław chwali się na prawo i lewo, że największa taka w Europie. Więcej info i foty można znaleźć tutaj. My jeszcze nie widzieliśmy, trzeba się pewnie będzie wybrać kiedyś, by obejrzeć ten kicz. W końcu patriotyzm lokalny trzeba szerzyć ;)

Cóż jeszcze… Nie przychodzi mi na razie nic do głowy. Tak długa przerwa w pisaniu zawsze źle wpływa na moją pamięć, więc możliwe, że coś ważnego bardziej lub mniej pominęłam. Trudno.

Do następnego :)