Mikołaj rośnie, co objawia się przede wszystkim w kilku elementach. Po pierwsze w tempie błyskawicznym wyrasta ze swoich ciuchów. Dzisiaj przestawiliśmy się już na ubrania w rozmiarze 68. Niektóre są mu minimalnie za długie, ale większość jest już dobra. Te na 62cm nie dawały już rady. Po drugie – coraz więcej je. Równa się to temu, że dłużej trwa karmienie. Zresztą jest ono coraz bardziej urozmaicane przez Miśka – leży sobie, ciągnie cyca, mruczy coś pod nosem, puszcza cyca, odwraca głowę, ogląda pokój, i znowu – ciągnie cyca, mruczy itd. W ogóle gaduła się zrobił ten nasz synek. Co prawda na razie zgłoskuje tylko „Yyyyyy” i czasem „Uuuu” i „Mmmm”, ale za to potrafi tak przez piętnaście minut jednym ciągiem (z przerwami na śmiech i oddech). A jak się do niego wtedy podchodzi i gada, to można sobie nawet porządną pogawędkę uciąć :) Poza tym Misiek robi się bardzo społeczny. Lubi gdy się przy nim siedzi, gdy się z nim rozmawia. No i bardzo dużo się śmieje. I do obcych też się śmiać potrafi. Wypróbowaliśmy to w ubiegłym tygodniu na Oldze i Dominice. No i w weekend na rodzicach Mariusza. Misiek nie zapamiętuje jeszcze, że to babcia i dziadek, za każdym razem uczy się ich od nowa, ale nie przeszkadza mu to w śmianiu się do nich całą gębą. Zresztą, zdziwiłabym się, gdyby Mikołaj sie nie uśmiechał, w końcu my się do niego dużo śmiejemy, więc jakiś przykład ma.

Ze spaniem u Miśka też coraz lepiej – coraz bardziej wydłuża sobie okresy snu, w tej chwili wstaję do niego tak z dwa razy w nocy, mam nadzieję, że niedługo jeszcze bardziej sobie wydłuży i da mi pospać więcej. Ale i tak nie narzekam. Gdy się go położy wieczorem po kąpaniu, to mamy z Mariuszem nawet sporo wolnego czasu żeby książkę poczytać. A to nowość :)

Tydzień temu odwiedziły nas dwie „ciotki” z Poznania – Dominika i Olga. To było ich pierwsze spotkanie z Mikołajem, chyba wywarli na sobie pozytywne wrażenie. Tylko będę musiała bardziej przyłożyć się do savoire vivre Miśka, bo kto to widział, żeby prawie całą wizytę gości przespać ;) A gdy nie spał, to dziczył z dziewczynami na kanapie – zresztą, sami zobaczcie, jaki z niego playboy się zrobił…

playboy

W ubiegły weekend, ponieważ miałam zjazd tydzień po tygodniu i nie zdążyłam ściągnąć wystarczającej ilości pokarmu, pojechaliśmy całą trójką do Gniezna. Dotarliśmy tam w piątek, w sobotę rano dotarłam na zajęcia, a dwa miśki siedziały u teściów. Wróciliśmy z Gniezna w niedzielę w południe. Mikołaj bardzo dobrze się sprawował. Podobało mu się, że tyle osób się nim zajmuje i nosi go na rękach. Lubi być w centrum uwagi całej rodziny :) Poza tym muszę powiedzieć, że udało mu się przespać całą drogę powrotną – pierwszy raz coś takiego miało miejsce i nie powiem, bardzo nam się podobało :)
Teraz już zawsze miśki będą jeździć ze mną, gdy będę miała zajęcia, bo Mikołaj coraz gorzej znosił moją nieobecność. Tydzień temu Mariusz miał, biedny, niezłą jazdę, bo Misiek nie chciał pić z flaszki, do tego strasznie płakał. Zresztą, sama widziałam jak się żalił zaraz po moim powrocie – aż mi się samej smutno zrobiło, że mu taką wodę z mózgu robię i co dwa tygodnie od cycka odstawiam. No i okazało się, że rzeczywiście, gdy chłopaki jada ze mną, to jest lepiej – Mikołaj pewniej się czuje, zresztą nie ma mnie tylko kilka godzin, więc daje radę.

Dodać muszę, że teraz to już w ogóle będzie nam się super jeździło, bo prawdopodobnie jutro lub dzisiaj odbieramy nowy samochód :) Zdecydowaliśmy się na Kia Cee’d SW. Możecie sobie ją tu obejrzeć. Już się nie mogę doczekać. Bardzo się cieszymy z tego autka :) Trzeba się tylko będzie przestawić na większy rozmiar, ale mam nadzieję, że szybko nam się to uda.

Dobra, wystarczy na razie. Nie będę Was przemęczać zbyt wielką ilością tekstu. Do następnego razu :)