Dłuuugo nie pisałam. Nawet nie sądziłam, że ostatni wpis jest sprzed miesiąca. Zapuściłam się.
W ogóle to dziś dotarło do mnie, że mój blog istnieje już dwa lata! Ale ten czas leci. Dwa lata już czytacie te moje wypocinki. Dzięki Wam za to serdeczne :)

Tak nie bardzo już wiem, czego nie wiecie, a co już wiecie. I nie bardzo pamiętam już, co się wydarzyło przez ten miesiąc… No ale postaram się przypomnieć sobie kilka wydarzeń :)

Może zacznę od Wielkanocy. Pojechaliśmy do Szczecina, jak już niektórym wiadomo. Święta super, rodzinne i z ładną pogodą. Do Tosi i Mikołaja przyszedł w nocy Zajączek i zostawił prezenty w koszyczkach, które dzielnie zrobiła Tosia. Misiek jeszcze nie bardzo czaił, o co chodzi z szukaniem koszyczka, ale generalnie widać było, że z prezentów był zadowolony :) Najbardziej to chyba z pluszowego psiaka, który zaczyna wypierać ulubioną kaczuszkę. Pies jest w chwili obecnej najczęściej duszoną i przytulaną zabawką. Kaczuszka pewnie odsapnęła ;) Poza tym trafnym prezentem okazał się zestaw plażowy złożony tradycyjnie z masy foremek, łopatki, grabek, wiaderka i jakichś innych piaskowych niezbędników. Przydały się wszystkie w Lany Poniedziałek, gdy pojechaliśmy nad morze na kilka godzin. Tak swoją drogą, to Michu na plaży dostał prawie kociokwiku mózgu ze szczęścia. Tyle piasku na raz! Nie bardzo pamięta morze sprzed roku. Zresztą, było wtedy zimno i nie dało się go położyć na piachu. No to teraz nadrobił straty. Gdy po 1,5h zbieraliśmy się do powrotu to był straszny płacz. W ogóle to na początku Michu był bardzo ostrożny, jeśli chodzi o poznawanie okolicy – siedział grzecznie na kocu i tylko łopatką grzebał w piasku. Ale po jakimś czasie to go już trzeba było szukać i gonić po plaży, tak nam się dziecko rozbestwiło :) Sama radość!

Kolejna atrakcja Szczecina to pies. Michu z psem w dobrej komitywie. Indiana o Micha czasem zazdrosna, ale generalnie chyba go bardzo lubi, bo Michu stanowił dla niej źródło dodatkowych przekąsek. To znaczy, nie chodzi tu bynajmniej o to, że Indi go podgryzała, ale o to, że porywała Michowi wszystko, co mu dawałam do ręki, by jadł. Taka pasożytnicza przyjaźń między naszymi czworonogami ;)

Michu w ogóle to bardzo ładnie dawał rade na wyjeździe. Dość ładnie spał, nie był marudny, bardzo się ośmielił. Widać postępy :)

Co do samego Micha… Sporo się nauczył w ostatnim czasie. Rozgadał się wreszcie. Może nie do końca zrozumiale, bo nawija po swojemu, ale „mama”, „tata” i „baba” mówi już bardzo świadomie. Czasem zdarza mu się coś po nas powtórzyć, ale robi to tylko raz. (W sumie nie wiem dlaczego. Przecież powtórzenie słów: prognoza pogody, infantylizm oraz niesubordynacja w wieku 16 miesięcy powinno iść jak po maśle ;))) Po proszony o kolejne powtórzenie zawstydza się i zaczyna gadać po swojemu. No ale idzie do przodu, to najważniejsze. Czekam dziś na książkę z GWP z zabawami logopedycznymi, może będzie coś fajnego, co nam jakoś pomoże lepiej ćwiczyć mowę.

Michu zrobił się w ciągu ostatniego miesiąca bardzo powtarzalski, jeśli chodzi o czynności życia codziennego. Notorycznie pokazuje już części ciała, o których się mówi. Nawet jeśli nie mówi się do niego, tylko na przykład powiem: Byłam u fryzjera podciąć włosy, to Michu zaraz się maca po głowie i pokazuje gdzie ma te krzywo opitolone przeze mnie kudły :) Pięknie nauczył się pokazywać jaki jest duży i jakie coś jest dobre. Ciągle myli serduszko z brzuszkiem, ale wcale mu się nie dziwię :) Gdy jest w łazience to koniecznie musi dostać grzebień, żeby się nim uczesać i bardzo ładnie pokazuje jak się myje rączki. Zresztą, przy okazji powrotu ze Szczecina przez Niemcy wstąpiliśmy do Berlina do mojego ulubionego centrum A10 i zakupiliśmy Michowi specjalny podest antypoślizgowy. Ma dwa stopnie. Co prawda Michu, ponieważ nie potrafi jeszcze samodzielnie stać i chodzić, nie wchodzi jeszcze na to sam, ale jak się go postawi sięga do umywalki w łazience. W związku z tym mycie rąk ćwiczymy teraz regularnie przy użyciu wody i mydła odstawiając mokre chusteczki. A największą frajdę sprawia mu wyciskanie mydła w płynie na rękę :)

Co do powtarzania, to zrobił się też z niego pomocnik przy sprzątaniu ;) Gdy wycieram kurze, albo przecieram lustra, Michu musi mieć swoją szmatkę i też czyści co się da. Zazwyczaj podłogę, albo lustro w swoim pokoju :) No i nie wystarcza mu już, gdy nałożymy mu pastę na szczoteczkę do zębów. Domaga się tubki, po czym dokłada sobie jeszcze pasty sam. Oczywiście to mały szczegół, że tubka jest zakręcona ;)

Miś nauczył się także posługiwać widelcem. Największa frajda z jedzenia obiadu jest wtedy, gdy może go zjeść samodzielnie. Bardzo to miłe :) Ile czasu przy tym zyskuję :) Gorzej jeszcze idzie z łyżką, ale liczę, że i to wkrótce opanujemy. Poza tym Michu ostatnimi czasy stał się bardzo owocolubnym. Na szczęście nie wychodzi mu żadna wysypka i może jeść bez przeszkód. Ostatnio pożera truskawki, kiwi i winogrona. Pomarańczą też nie wzgardzi. Zresztą, na razie nie odkryłam jeszcze owocu, którego Michu by nie zjadł. Nawet kwaśne mandarynki, których my nie daliśmy z Mariuszem rady zjeść, Michu wtrząchał aż miło.

Jednakże są też pokarmy, których nasze dziecię nie bardzo chce ruszać. Wczoraj na przykład pod żadnym pozorem nie dał się przekonać do naleśnika. Dotknął placem, zaczął obracać kawałek naleśnika w ręce i robił to z takim obrzydzeniem, że aż człowiekowi apetyt mijał. A przecież racuchy z jabłkami to wtrążala do oporu. Poza tym Mikołaj stwierdził widocznie, że on już nie jest taka mała dzidzia, co to może jeść niedoprawione rzeczy. Ostatnio dostaliśmy od teściów kilka słoiczków z obiadkiem Gerber, takich od 9 miesiąca, bo teść kupił teściowej, jak leżała w szpitalu. Nie zjadła, dała nam. Więc któregoś dnia pomyślałam sobie, że fajnie, mam gotowe żarcie dla Micha, to nie muszę robić obiadu. I zonk. Michu spróbował łyżeczkę i tyle. Nie byłam w stanie go przekonać. Nie ma lekko. Przyzwyczaił się do smacznego jadełka autorstwa mamusi (nie chwaląc się ;)) to teraz przegwizdane. Chcę czy nie chcę, ugotować muszę :)

Planujemy w najbliższym czasie nauczyć Miśka załatwiania chociaż grubszych spraw do nocnika. Chcemy zrobić to powoli i na spokojnie, żeby mu znowu zamętu nie wprowadzać. Czekaliśmy może długo, a może to w sam raz, ale wcześniej przy takiej ilości rehabilitacji, to nie bardzo było możliwe. Zresztą, nocnik byłby dla niego kolejnym stresem wtedy, a jak na swoje 16-miesięczne życie nasze dziecko miało już stresów sporo. Zobaczymy jak pójdzie. Miejmy nadzieję, że dobrze.

Ach, muszę jeszcze Wam napisać, że udało nam się znaleźć dla Micha opiekunkę! Ola, bo tak ma na imię, przychodzi raz w tygodniu na kilka godzin wieczorem, dzięki czemu możemy wreszcie swobodnie wyjść z Mariuszem do kina czy po prostu poszwędać się po mieście. Ekstra! Michu Olę lubi, Ola Miśka też, więc póki co wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Co do Miśka, to jeszcze jedną rzecz „opanował”. Dotarło do niego, że telefon nie służy już tylko do naciskania guziczków. Telefon przykłada się do ucha i coś się do niego mówi! Wiedzieliście? Nie??? No co Wy! To na szkolenie do Micha zapraszam ;) Miś przepięknie, od jakichś trzech tygodni, bierze telefon, przykłada do uszka i dzwoni do taty. Co temu tacie mówi, tego nie wie nikt, ale ważne, że mówi :) Zresztą, telefon może zostać zastąpiony przez każdy inny przedmiot. Jedno zdjęcie Michu nawet ma takie, jak „dzwoni” statkiem. Oczywiście też do taty. Do mnie prawie wcale nie zdarza mu się dzwonić. Widocznie ma z Mariuszem jakieś ważne sprawy do omawiania na bieżąco ;)

Misiek nareszcie zaczął się też konkretniej interesować obrazkami w książeczkach. Potrafi przysiąść ze mną dłużej niż minutę i bardzo jest zainteresowany tym, co widzi. Jak na razie dwie rzeczy są najbardziej zajmujące – pierwsza to książeczka z wierszykiem o Panu Hilarym. Jest tam jeden obrazek, który Michu wręcz uwielbia oglądać. Widać na nim Hilarego, który ROZMAWIA PRZEZ TELEFON!!! I wszystko jasne, prawda? Ale to nie koniec. Hilary ma przecież na nosie okulary, a na nogach skarpetki. Do tego obok stoi kot, lampa, a na ścianie wisi zegar. I wszystko to Mikołaj potrafi pokazać ku jego i naszej ogromnej radości. Ostatnio odkrył też, że Hilary ma uszy i nos, ale jak mu się mówi, żeby pokazał gdzie Hilary ma uszy i nos, to i tak pokazuje na sobie :) Dobre i to :)
Drugą ulubioną książeczką jest… rozkładówka kanałów z naszej telewizji kablowej :) To bije rekordy popularności. Trzeba mu będzie z Vectry przynieść nową, bo ta już jest zmacerowana maksymalnie :) Po pierwsze na pierwszej stronie widać tam wielkiego pilota do dekodera. No i to już jest początek ekstazy. A na następnych kilku stronach są nazwy kanałów, a przy nich tradycyjne logo każdego z nich. No i Mikołaj może to studiować pół dnia, te małe obrazeczki. A zapytany pokazuje logo tvn24, MiniMini i tvn Style :) Hahaha! Od razu widać, co starzy oglądają. Powoli zaczyna rozpoznawać też logo tv publicznej oraz zwykłego tvn-u :) „Miszczu” po prostu :)

Kupiliśmy Miśkowi nową spacerówkę-parasolkę. Coneco Jupiter. A może Saturn?… Nieważne. Bardzo miły wózeczek :) Miśkowi też w nim wygodniej, niż w poprzedniej parasolce, bo ma amortyzację na tylnych kołach i ogólnie więcej w niej miejsca.

Co jeszcze? Chyba tyle. I tak już masakrycznie dużo napisałam. To trzymajcie się i do następnego!

P.S. Polecamy jednogłośnie filmy: „Lektor” z Kate Winslet i „Vicki. Cristina. Barcelona” W.Allena. Teraz jesteśmy już w temacie :) A filmy naprawdę zaj… no, świetne, po prostu :)