Co prawda wyjazd do Szczawnicy okazał się niemożliwy, ale wczoraj postanowiliśmy jednak ruszyć gdzieś tyłki, no i padło na Częstochowę. Jak się okazało był to duuuuuży błąd, bo tego dnia na Jasną Górę przyjechały tysięczne tłumy (średnia wieku po 60-tce). Glemp mszę na wałach odprawiał…Ech…No ale co było robić, skoro już przyjechaliśmy to przecież nie będziemy zaraz wracać. Najpierw szukaliśmy miejsca parkingowego. To nie było proste, ale w końcu się udało. Potem szukaliśmy czegoś normalnego (poza hot-dogami i frytkami) do jedzenia. Z tym było gorzej, ale jakoś poszło… No i wreszcie rzuciliśmy się w tłum tych wszystkich babć i dziadków, bo Mariusz stwierdził, że chce zobaczyć Glempa ;) Nie za bardzo mu się to chyba udało. Ale dzięki temu, że na błoniach był tłum, bez problemu udało nam się dostać do kaplicy z cudownym obrazem. Pochodziliśmy trochę po terenie przyklasztornym, poszliśmy na loda i zarządziliśmy ewakuację. No i całe szczęście, bo dłużej to nie byłoby nawet sensu siedzieć.
A dzisiaj też pracowity dzień mamy. Mariusz kupił rano rower, a potem pojechaliśmy po zmywarkę do Media Marktu. Jakiegoś Siemensa kupiliśmy. Przywiozą w środę. Teraz największym problemem będzie jeszcze znalezienie jakiegoś „fachowca”, który by nam to zechciał podłączyć i zabudować. Bo zmywarka jest do zabudowy. Zobaczymy jak będzie.
Rowerek Mariusza bardzo ładny jest (choć szkoda, że nie czerwony ;) ). Od wtorku będzie nim jeździł do pracy (ciekawe, czy z pracy też, hihihi). Najwyżej trzeba go będzie odbierać autem ;)