Mamy zdjęcia ze ślubu. A raczej ślubochrzcin :) Dotarły do nas w czwartek – bardzo wyczekiwane. I są świetne. Warto było :)

Oczywiście, po umieszczeniu ich w naszej galerii (oczywiście to nie wszystkie, które mamy) oglądalność wzrosła przez trzy dni do prawie 100 wejść na stronę, więc wnioskuję, że większość z Was już je obejrzała. Ale w razie gdyby ktoś jakimś cudem ich nie widział, to tu jest link. Miłego oglądania.

Autorem zdjęć jest Iza Zdziebko. Prowadzi Pracownię Wspomnień. Jeśli ktoś będzie poszukiwał fotografa na ślub, to gorąco polecam. Dziewczyny (Iza oraz jej asystentka Iwona) są świetne – dobrze się z nimi współpracuje, generalnie w czasie uroczystości w ogóle nie „rzucały” nam się w oczy. Do tego bardzo kontaktowe i z poczuciem humoru. No, ale przede wszystkim, to zdjęcia robią dobre :)

Co do Miśka, to ciągle nabiera prędkości w pełzaniu. Myślę, że trzeba mu urządzić jakieś wyścigi z innymi pełzakami ;) Ma spore szanse na wygraną.
Zaczął się też wyżej podpierać na dłoni, gdy leży na boku. Jeszcze chwila i siądzie.
W piątek byłam z Miśkiem po raz drugi na zajęciach pływania dla niemowląt. Zapisaliśmy się do Fariaszki, zajęcia odbywają się w Pulsantisie. Bardzo nam się – Miśkowi i mnie – tam podoba. To znaczy, basen do cudów nie należy (jest raczej ruderowaty, choć czysty, na szczęście), ale te zajęcia to kapitalna sprawa. Już dwa razy nurkowaliśmy :) Misiek jest po prostu szalenie szczęśliwy w czasie zabaw w wodzie, świetnie sobie radzi, widać, że sprawia mu to ogromną przyjemność. Przyznać trzeba, że nasza w tym zasługa, bo przecież oswajamy go z wodą od dawna i bardzo polubił chlapanie :)

No i do sukcesów ostatnich dni dodać należy, że Miś się rozgadał. Ale nie tak, jak do tej pory. Miś zaczął świadomie powtarzać po nas. Na razie ćwiczy „ma-ma”. Nie łudzę się, że wie, co mówi. Ale świetnie to wygląda, gdy zaczyna się do niego mówić „ma-ma”, a on najpierw układa buzię w ciup, następnie powtarza po cichu, a potem na całe gardło, ku naszej uciesze :) Najczęściej wychodzi mu, tak jak powinno, a czasem „amam”, „mamam”, „aaammm”, „mam”, „mamama” :) Najlepsze jest to, że Miś mówi „mama” także wtedy, gdy podpowiada mu się „ta-ta” :) Ku mojej diablej radości i ku małemu załamaniu Mariusza ;)

Weekend spędziliśmy w Gnieźnie, bo w sobotę zaczęłam zajęcia na Uczelni. Miś świetnie się sprawował. Nie robił problemów ze spaniem w nowym miejscu, zasypiał samodzielnie i grzecznie jak w domu. Zuch chłopak! :)

Kończę na dziś. Pozdrowienia dla Was wszystkich – wytrwałych Czytelników :)