Krótko, bo już późno

Słów kilka na koniec dnia.

Po pierw­sze — wielka i rado­sna wia­do­mość: Olgucha-Klucha uro­dziła dziś o 7.55 rano zdro­wego ślicz­nego synka — Macieja Anto­niego :) Poza tym, że dumni jeste­śmy nie­sły­cha­nie, że tak sobie wspa­niale pora­dzili i że gra­tu­lu­jemy z całego serca, to nic wię­cej napi­sać się nie da, bo za bar­dzo się wzru­szam od razu :)

czytaj więcej ...

Wstyd i hańba!

Tak, tak, wstyd i hańba, że tyle czasu minęło od poprzed­niego wpisu. Tłu­ma­czyć się nie będę, posy­pię głowę popio­łem i obie­cam poprawę :)

Jak to zawsze bywa w takich sytu­acjach, nie wiem, od czego zacząć. Nie będę zbyt­nio cofać się w cza­sie. Święta minęły nam bar­dzo dobrze w Prze­cła­wiu — zdję­cia są na stro­nie do obej­rze­nia, kto jesz­cze nie widział.

czytaj więcej ...

Przedświątecznie

Ostat­nie dwa tygo­dnie jakoś szybko zle­ciały. Nie­stety — ani tutaj, ani w dzie­cio­wi­sku nie udało mi się nic skrob­nąć. Misiek wyrzu­cił sobie połu­dniową drzemkę, w związku z czym odpadł mi błogi czas trzech godzin spo­koju w ciągu dnia, które można było prze­zna­czyć na pisa­nie choćby. Do tego w nie­dzielę mia­łam egza­min, co też znacz­nie ogra­ni­czyło i tak już ogra­ni­czony czas. No, […]

czytaj więcej ...

Dwadzieścia miesięcy i jeden dzień

Sta­rym zwy­cza­jem infor­muję, że Michu wczo­raj skoń­czył dwa­dzie­ścia mie­sięcy. I sta­rym zwy­cza­jem mówię: stary byk z niego ;) Jakieś pod­su­mo­wa­nie może by się zdało. Gene­ral­nie dzie­cię śmiga na dwóch nogach od 1,5 mie­siąca. Z dnia na dzień idzie mu to coraz szyb­ciej, jeśli cho­dzi o jakość, to nie powala, ale należy liczyć, że się poprawi po reha­bi­li­ta­cjach i wraz z rozwojem.

czytaj więcej ...

Mikołaj na gigancie ;)

Wpis ten co prawda będzie głów­nie o naszym wyjeź­dzie do Gie­rał­towa, ale zacznę od wyja­śnie­nia tytułu. Michu wczo­raj pierw­szy raz zwiał z chaty. Zaczęło się. Dziecko dopiero 20 mie­sięczne, żaden tam nasto­la­tek, a bunt, jak widać już się daje we znaki i mie­sza mu w gło­wie! A tak serio, to histo­ria wyglą­dała mniej-więcej tak:

czytaj więcej ...

O gryzieniu i wytykaniu palcem

Mamy z Michem mały kło­pot. Micho gry­zie. I to nie byle jak! Mariusz ma już strupa na brzu­chu, a ja znak na ramie­niu. Do tej pory zda­rzało się Misiowi pod­gry­zać tylko mnie. Tak od czasu do czasu, nawet chyba kie­dyś o tym pisa­łam. Bra­łam to za nie­umie­jętne buziaki, takie tam oka­zy­wa­nie miło­ści. No ale teraz to zaob­ser­wo­wać możemy gry­zie­nie z dwóch powodów.

czytaj więcej ...

O neurologach i psychologach będzie tu mowa…

Byli­śmy z Michem w środę u neu­ro­loga. Drugi raz w jego 14 mie­sięcz­nym życiu. Pierw­szy raz byli­śmy pra­wie rok temu, u dr Ujmy-Czapskiej. No i wtedy z tej wizyty wyni­kło tyle, że Michu był trzy o trzy mie­siące za późno reha­bi­li­to­wany, bo dr zlek­ce­wa­żyła jego asy­me­trię. Teraz dr Kwa­pisz pole­ciła nam skon­tak­to­wa­nie się z dr Dołyk.

czytaj więcej ...

Zębologia stosowana i sankowe podróże

Powiem Wam, że zamó­wione na alle­gro sanki dotarły… Ale nie do Wro­cła­wia. Z wła­snego roz­trze­pa­nia, przy zama­wia­niu, nie zwró­ci­łam uwagi, że nie zmie­ni­łam w moich danych adresu z głu­chow­skiego na wro­cław­ski, no i się mama wczo­raj w Głu­cho­wie zdzi­wiła, gdy jej kurier przy­niósł do domu wielką pakę z sanecz­kami :) Dobrze, że była w domu, bo nie wiem, gdzie by ją potem kurier zna­lazł. Albo gdzie byśmy póź­niej szu­kali paczki. No, ale dobrze, że doszła, tak czy siak. W sobotę odbie­rzemy :) Może jesz­cze coś zosta­nie ze śniegu, żeby je wypró­bo­wać w nie­dzielę, tudzież w przy­szłym tygodniu.

czytaj więcej ...

Happy New Year i tak dalej

Napi­sa­łam już dziś jed­nego posta, alem go nie zapi­sała przed publi­ko­wa­niem. I to błąd był. Nawet wiel-błąd. Bo “gupi” pro­gram mimo nad­pi­sy­wa­nia auto­ma­tycz­nego jakoś nie umiał sobie z tą sytu­acją pora­dzić i posta zapo­mniał :( A żem dziś leniwa, to drugi raz tego samego pisać nie będę. O! :)

czytaj więcej ...

Po Świętach już, na całe szczęście…

Dobrze, że już po Świę­tach, bo jesz­cze z dwa dni i byśmy pękli z prze­je­dze­nia. Stwier­dzi­li­śmy, że to pierw­szy i ostatni raz, kiedy w taki spo­sób spę­dzamy Boże Naro­dze­nie — czyli w domu przed tv z kopą żarcia. Za rok trzeba zare­zer­wo­wać jakiś hotel w górach i wyje­chać, przy­naj­mniej czło­wiek mniej się przeje, tro­chę pospa­ce­ruje i mniej namę­czy niż sto­jąc przy garach. A koszty wyjdą pew­nie takie same.

czytaj więcej ...

Lilypie Second Birthday tickers