O Gdańsku…

O Gdańsku mogę powiedzieć tyle: piękny jest. Przełaziliśmy go w trzy dni, nie udało nam się dotrzeć na Westerplatte, ale przynajmniej jest powód, by wrócić ;) Starówkę przewałkowaliśmy z każdej strony. I parę innych miejsc również.

Niesamowite wrażenie zrobił na mnie pomnik przy Stoczni. W ogóle obejrzenie tego miejsca na żywo, a nie tylko kojarzenie go z telewizji budzi wiele emocji.

Jedno przedpołudnie poświęciliśmy na Sopot. I tu spotkała nas miła niespodzianka. Spodziewaliśmy się bowiem kolejnej nadmorskiej „pipidówy” pod znakiem straganów z chińszczyzną, a tu tym czasem okazało się, że z Sopotu faktycznie elegancki kurort zrobili. Deptak zadbany, okolice molo i samo molo również, aż przyjemnie było spacerować. Jedyny zgrzyt wywołała w nas totalnie, koszmarnie brudna plaża. Spodziewałam się czegoś lepszego. W Kołobrzegu piach nie jest tak zanieczyszczony, jak w Sopocie. Pełno petów, śmieci walających się wszędzie… Ogólna masakra. Bo że w wodzie Zatoki nie ma się po co kąpać, to wiemy – brudna masakrycznie. Ale plażę to chyba miasto jest w stanie jakoś oczyszczać?

Jest jeszcze jedna rzecz, która nas w Gdańsku i w ogóle w Trójmieście powaliła – komunikacja miejska. Czadowe rozwiązanie z kolejką miejską, kursującą co kilkanaście minut, do tego dość dobrze rozbudowana sieć tramwajowa i autobusowa. Od momentu przyjazdu do Gdańska nie ruszyliśmy z parkingu samochodu, przez całe 4 dni poruszając się tylko kolejką i tramwajami. I było bosko!

Co do samej naszej noclegowni w Gdańsku, to trochę nie do końca była trafiona. Miała dwa minusy – bliskość bardzo ruchliwej ulicy (przez co w nocy nie dawało się spać przy otwartym oknie) i całą masę szczekających psów przy domkach w okolicy. Oczywiście psy owe uwielbiały rozszczekiwać się w nocy lub nad ranem. Chatka nasza miała za to jeden ogromny plus, który zdecydowanie anuluje owe minusy – miała dużą wannę z jacuzzi! Jak nie chodziliśmy po mieście to siedzieliśmy w tej wannie :) Przydała nam się ona zwłaszcza po powrocie z koncertu Openerowego.

Cóż jeszcze o Gdańsku? Mariusz namówił mnie na wspinaczkę na wieżę kościoła dominikańskiego, sam siedząc wygodnie w tym czasie w kościelnej ławeczce i kontemplując ciszę (dzięki pozbyciu się gadatliwej żony) ;) Już nigdy więcej na żadną wieżę bez windy nie wchodzę! SIC!

Zdjęć mamy trochę, ale nie z cyfrówki. Z cyfrówki mamy mało, bo ja tym razem postanowiłam odkurzyć naszego analoga, zaopatrując go w czarno-białe klisze. Same zdjęcia wyszły nawet całkiem całkiem, tylko strasznie kontrastowe. Nie wiem, czy to wina kliszy, czy może w zakładzie kiepsko zeskanowali. Dopóki nie zeskanuję sama lub nie zrobią tego lepiej w innym fotolabie, to chyba nie będę wrzucać. Chociaż kto wie… Jak się zdecyduję i znajdę chwilę, to może coś tam Wam pokażę ;)

Tyle o Gdańsku.
Pora na Openera.

Pełzacz

Mikołaj skończył dziewięć miesięcy. Stary byk z niego. No i nauczył się wreszcie pełzać. Co prawda za motor robi głównie lewa ręka – prawa służy w tym momencie do chwytania wszystkiego, co napotka na drodze – ale i tak jest progres. Trochę czekaliśmy na to pełzanie. No i już zbieramy pierwsze tego owoce (jak się okazuje, to wcale nie jest takie fajne, jak młode zaczynają się przemieszczać samodzielnie ;)). Mikołaj jest dosłownie wszędzie i w każdym momencie. Podróże zaczyna zazwyczaj od swojego pokoju, w którym przecież nie jest aż tak ciekawie jak na przykład w kuchni z mamą, w korytarzu, albo pod krzesłem od komputera u taty. W końcu ile się można bawić tymi zabawkami dla dzieci? Jest tyle ciekawszych miejsc i przedmiotów – na przykład szuflady w przedpokoju. Albo gazety pod stolikiem, albo lodówka, w którą tak fajnie stuka się rękami… Generalnie – cała chata Mikołaja. My tylko musimy uważać, żeby go nie podeptać, bo przez dwa tygodnie, od kiedy pełza, z dnia na dzień nabiera prędkości :) Ogólnie to niezłą gimnastykę robi sobie codziennie – kilka rund po całym mieszkaniu kosztuje go masę siły. I dobrze, niech chłopak ćwiczy.

W związku z pełzaczem i jego potrzebami trzeba było pozbyć się wypoczynku z pokoiku i kupić dywan. Zakupu dokonaliśmy wczoraj. No i ma w końcu Misiek porządny kawał podłogi u siebie do doskonalenia umiejętności przemieszczania się. Trochę mu przemeblowaliśmy i bardzo przytulny pokoik nam wyszedł.

Nabyłam w Empiku samoprzylepne gwiazdki fosforyzujące w dwóch kolorach i przykleiłam je w Miśka pokoju na suficie. Tak mu się wczoraj spodobały, gdy wieczorem zgasiliśmy światło, że nawet zapomniał protestować, że trzeba już spać :)

Dziecko nasze wspaniałej rzeczy się nauczyło. Otóż rano po przebudzeniu nie woła od razu (woła, to delikatne określenie), tylko przemieszcza się na drugi koniec łóżeczka, gdzie leżą zabawki i się bawi. Potrafi tak się rano bawić 40 minut, zanim mu się przypomni, że mama tez już powinna wstać :) Co prawda, słyszymy go, jak gada do misiów, ale przynajmniej nie musimy od razu do niego wstawać. W nocy też tak czasem jest – ale w innej kolejności. Jak się Misiu zbudzi w nocy, dostanie pić, wkładam go do łóżeczka i idę spać. A on albo przyśnie zaraz, albo też zaczyna się bawić i zasypia w trakcie zabawy. Czasem tylko rano znajdujemy na jego buzi jakieś odciśnięte ślady po zabawce, która akurat robiła za podgłówek ;)

Próbujemy zapisać Miśka na basen na zajęcia dla niemowląt. Nie jest takie trywialne, bo trochę przespaliśmy czas – zapisy odbywały się pod koniec sierpnia. Ale dzwoniłam do Pulsantisu i mam czekać, być może się uda od przyszłego piątku.

W galerii pojawiło się sporo nowych zdjęć. Po pierwsze wreszcie wrzuciłam zdjęcia ze Szczawnicy. Są one w dwóch miejscach – jedne w szwędactwie, drugie w landszaftach. Po drugie wrzuciłam zdjęcia Miśkowe-dziewięciomiesięczne. Dalej są portrety Miśka robione lustrzanką analogową (mają w sobie to „coś”). No i na koniec kolejne zdjęcia Miśka, wrzucone dzisiaj, takie kąpielowe i z łóżeczka. Wiem, że jestem monotematyczna, ale cóż, jeśli jeszcze się nie przyzwyczailiście, to marny Wasz los – lepiej nie będzie :) Zapraszam do obejrzenia!

A! I jeszcze jedno – w Ulubionych pojawił się nowy link – to jest strona Izy Zdziebko. Iza jest świetnym fotografem, robiła nam zdjęcia w dniu ślubu (zdjęcia ze ślubu będą do obejrzenia w galerii naszej niedługo). Zachęcam do zajrzenia na jej stronę :)