Września już prawie połowa, znowu zaległości, ale tym razem usprawiedliwione – podjęcie pracy nauczycielskiej wiąże się z kupą papierkowej roboty (szczególnie na początku „kariery” i na początku roku szkolnego), co zabiera proporcjonalnie dużą kupę czasu. No ale trochę już się wygrzebałam z tego, co zowie się planami wynikowymi i innymi tajemniczo brzmiącymi hasłami, więc będę mogła z lekka ponadrabiać zaległości. O samej pracy pisać tu nie będę, bo nie takie jest przeznaczenie tego bloga. Jak ktoś ciekaw, niech pyta prywatnie :)

Mikołaj gada jak najęty. Nie ma dnia, żeby nie wyskoczył z jakimś śmiesznym tekstem. Mówi jeszcze niekiedy niezrozumiale, zamienia głoski itp. ale zasób słownictwa idzie jak burza. A i z wymową też się poprawia, mimo że wolniej. Już nie ma „toto”, ale jest „jondo” (rondo) – to taki przykład gwoli wyjaśnienia :)

O wszystko też Misiek dopytuje, a my niezmordowanie staramy się udzielać odpowiedzi. Nie zawsze są one dla Pytającego satysfakcjonujące, więc, by pogrążyć starych i wytknąć im niedouczenie najczęściej po pierwszej partii odpowiedzi pada kolejne: „Ale dlacieło?” (tłum.”Ale dlaczego”). Dopiero po udzieleniu wyczerpującej, zdaniem Micha, odpowiedzi pada: „Aha, taaak, joziumiem”.

Dialog sprzed kilku dni. Siedzę, nie przymierzając, na klopie. A że dziecię odpieluchowane przebywa w domu, więc zamknąć się od środka nie można, bo a nuż mu się zachce? No więc siedzę w skupieniu i nagle Michu włazi do łazienki z pytaniem na ustach:
M: Masz siusiaka?
J: Nie, nie mam siusiaka.
M: Ale dlaczego?
J: Bo jestem dziewczynką. Dziewczynki nie mają siusiaków. Tylko chłopcy mają siusiaki.
M: Tyłka też nie masz?

Po opanowaniu śmiechu udzieliłam odpowiedzi, że tyłek, niestety mam, i że go nawet widać bardziej niż bym chciała, jednakże Mikołaj nie dał sobie wmówić – on wie, że ja tyłka nie mam. Cóż, pozostaje żyć mi z nadzieją, że bez tyłka da się funkcjonować ;)

Shrek jest ciągle na tapecie. Ale tylko część pierwsza, dwójki w ogóle nie chce obejrzeć, raz się tylko udało. Największym idolem jest Osioł. Jak Osioł pojawia się na ekranie, to od razu o tym wiemy, bo Michu drze się na całe gardło: „Ocioł! Ocioł!”. Poza tym sypie tekstami bohaterów, że aż czasem mnie szczęki bolą ze śmiechu. Dwa tygodnie temu dostał od Tosi w paczce figurki ze Shreka i pluszaki: Shrek, Osioł i Fiona. Śpi teraz z nimi cały czas :)

Mikołaj był w ubiegły piątek pasowany na przedszkolaka. Rodzice nie byli obecni na owym wydarzeniu, ale będziemy mieli zdjęcia, więc przy okazji je wrzucę. Pasowanie zorganizowała firma zajmująca się różnymi imprezami dla dzieci – była wielka pszczółka Maja, pan Andersen, bohaterowie innych bajek, dmuchany zamek, dym i wielkie bańki mydlane. Na koniec każde dziecko otrzymało (po pasowaniu) dyplom przedszkolaka oraz wybrało sobie przedszkolny znaczek z gipsu. Michu wybrał Puchatka, co dziwi mnie tym bardziej, że on bajek o Kubusiu zwyczajnie nie trawi. Ale może z wrażenia nie wiedział co robi ;) Poza tym pięknie go wystroiliśmy, rzecz jasna :)

W ostatnich dniach sierpnia zdałam ostatnie dwa egzaminy z pierwszego roku – z normy psychicznej i z normy językowej – obydwa na 5. No i już zaczęliśmy rok drugi – ostatni. Pierwsze wykłady mieliśmy z jąkania i opóźnionego rozwoju mowy z prof.Tarkowskim. Zajęcia były świetne, bardzo ciekawe i interesująco prowadzone. Profesor przyjedzie do nas jeszcze na ćwiczenia, więc będziemy mieli kolejną okazję go posłuchać. Bo naprawdę jest warto.

Tyle na dziś. Kończę, bo muszę obiad małżonkowi strudzonemu po pracy przygotować. Mimo że cichcem wymyka się na piwo do Agawy. No, ale niech ma, w końcu dzisiaj Dzień Programisty! ;)