Urlop – Remoncik

Ciąg dalszy relacji urlopowej :) Po powrocie ze Szczecina zabraliśmy się za remoncik małego pokoju. Bo to pokój Mikołaja ma być :) Po długich namysłach w końcu udało nam się wybrać kolory farb na ściany. Stanęło na tym, że będą 2 – żółty „kogel-mogel” na górę, niebieski „błękitna chmurka” na dół. A środkiem idzie border z serii Kubuś Puchatek – Śnieżka Disney. Dodać warto, że tak pomalowaliśmy tylko 2 ściany. Ta z oknem jest cała żółta, a ta z szafą niebieska. Malowanie poszło nam nadzwyczaj sprawnie, mimo że mieliśmy trochę kłopotów z pokryciem gruntu. Ale w końcu dało radę :) Przestawiliśmy też kanapę i fotel z dużego pokoju do małego. Mariusz złoży przy okazji łóżeczko. Całkiem ładnie to wygląda teraz :)
W ubiegłym tygodniu kupiliśmy jeszcze półkę pod wieżę. No i przywieźli nam komodę z Voxu. Złożyliśmy ją w piątek i nic tylko ją teraz zapełniać śpioszkami ;)
Czeka nas jeszcze troszkę zakupów do pokoiku. Między innymi firanka z Puchatkiem, lampka, jeszcze jedna pólka na książki nad kanapę i inne drobiazgi, ale wszystko po kolei.

Wrzucam tu fotkę naszego nowego pokoiku. Oczywiście nie jest jeszcze w pełni umeblowany, ale resztę pozostawiam Waszej wyobraźni :)

pokoik

Zakon Feniksa

Ostatni tydzień mija mi w 100% Potterowo. Najpierw została zakupiona ostatnia część Harrego – HP & Deathly Hallows, dalej w środę i czwartek polazłam do kina na magiczny maraton z HP (pierwsze cztery części). W niedzielę zaczęłam gierkę dotyczącą Zakonu Feniksa a wczoraj wreszcie byliśmy w kinie na tej samej części. Nic więc dziwnego, że mi się już Harry śni od kilku nocy. Każdemu by się śnił ;) Co do filmu to jest świetny. Tyle powiem. A co do gierki, to jeśli chodzi o grafikę, to przerosła moje oczekiwania. Bo w porównaniu z poprzednią częścią jest po prostu dopracowana w szczegółach tak bardzo, że nawet durne świeczniki w Hogwarcie są takie same jak w filmie. No i wypasiony korytarz z wielkimi schodami. Cudo. Zresztą, Wy tu sobie czytajcie, hehehe, a ja zaraz zabieram się do grania :) A! I jeszcze jedno mi się bardzo w gierce podoba – do tej pory przy rzucaniu zaklęć po prostu najeżdżało się różdżką na dany punkt, klikało lewym przyciskiem myszy i zaklęcie szło automatycznie. Natomiast w Zakonie (zwłaszcza to jest super wrażenie jak się gra gamepadem) najeżdżam na dany przedmiot czy osobę i muszę wykonać dźwignią pada (lub myszką) określony ruch. Każde zaklęcie ma inny tor. I muszę za każdym razem wybrać odpowiednie zaklęcie. Komputer nie narzuca mi z góry, które mam zastosować. Świetne wrażenie. Można się poczuć tak, jakby się naprawdę czarowało :)

Poza tym co jeszcze? Czekamy na urlop Mariusza :) Jeszcze tylko 4 dni mu zostały. W sobotę rano jedziemy z Głuchowa do Szczecina na jakiś zlot największych okrętów z całego świata. Potem robimy remont pokoiku i 12 sierpnia ruszamy do Mielna.

A co do remontu, to mamy właśnie dwie ściany w pokoiku pomazane różnymi kolorami farb Dulux i nie możemy się zdecydować, który wybrać :( Są 3 odcienie niebieskiego: Błękitna Chmurka, Francuska Lilia, Mglisty Poranek oraz 3 żółtego: Słoneczny Pocałunek, Kogel-Mogel i Złoto Egiptu. I ciężko ukonkretnić pomysł na kolorki. Ale w końcu trzeba będzie, bo za tydzień malujemy! Już się nie mogę doczekać :)

Kupiliśmy w ubiegłym tygodniu sukienkę do ślubu cywilnego. Taką letnią, czarno-białą. Jeszcze buty trzeba dokupić jakieś. A w poniedziałek jedziemy po garnitur dla Miśka.

Co do Pacholęcia, to kopie jak najęty. najgorzej jest, jak mi się chce bardzo sikać, a on mi jeszcze do tego w pęcherze przysadzi z nogi albo ręki :) Sadysta mały nam rośnie ;) Ale wierci się tak mocno, że czasem widać jak brzuch podskakuje. A on przecież jeszcze taki duży to nie jest, około 20-paru centymetrów chyba :) Ale silny bykol rośnie :) Po tacie pewnie :)

W ubiegłym tygodniu kupiliśmy w Merlinie 3-tomowe wydanie Baśni Andersena. Teraz co wieczór czytamy Pacholęciu – raz Mariusz, raz ja. Czytamy mu tego Andersena teraz, póki jeszcze słów nie rozumie, a tylko głosy rozróżnia, bo Andersen w przekładzie z oryginału to jakiś prawdziwy hardcore jest! A niby to Grimmowie są ostrzy. A jak tu przeczytać np. 3-latkowi tekst z Andersena: „Złapał siekierę, zabił zaraz swoją starą bacie, wsadził ją na wóz, pojechał do miasta, gdzie mieszkał aptekarz, i spytał, czy chce kupić zmarłego człowieka”. To było z bajki „Mały Klaus i duży Klaus”. Płaczemy czasem ze śmiechu przy czytaniu tych tekstów, ale rzeczywiście dziecku byśmy nie przeczytali ;) Co prawda, są też takie, które są przyzwoite – np. Calineczka bardzo ładna, albo Księżniczka na ziarnku grochu. Teraz już nas nie dziwią te okrojone wersje bajek, które można kupić. Bo one bardziej się nadają dla dzieci, niż Andersen w oryginale :) Choć nam się bardzo podoba. Ale nam się też ostatni film Tarantina podobał i wszystkie w nim mordobicia, więc… ;)

Dobra, czas na mnie. Trzeba domek do porządku doprowadzić i mięsko na obiad rozmrozić. Trochę chaotycznie dziś pisałam, ale mam nadzieję, że się połapiecie. Papa! :)

P.S. Gdyby ktoś chciał sobie poczarować niczym Harry Potter, to podaję linka do stronki: Gwardia Dubledora