Misiek ostatnio ma dobre dni. Pod każdym chyba względem :) Bardzo się rozgadał. Co prawda mówi w 99% po swojemu, ale przyznać trzeba, że słowotok ma niezły. Czasem można coś tam zrozumieć, że świeci (sici), że nie ma (ne-na) i że „nie, nie, nie”.

W ogóle co do słownictwa, to póki co nie ma za wiele nowości. Doszło „o-ooo” wypowiadane, gdy coś się dzieje – na przykład, gdy Misiek coś nabroi (czytaj „nasika na dywan”) lub gdy coś np. spadnie. Do tego dołączyć można grożenie palcem i mówienie w tym momencie „nie, nie, nie!” To ma miejsce zazwyczaj, gdy Michu przypomina sobie, że czegoś mu nie wolno.

Ostatnio też zaczęło mu się mylić „mama” z „tata”. Najśmieszniej jest, gdy widzi Mariusza powracającego z pracy i woła do niego: „Mamaaa!”. Na to ja mówię: „Tu jestem, to nie mama”. Na to Michu szybko się poprawia i woła z równym entuzjazmem: „Tataaa!” :) Kilka dni temu pomylił się w drugą stronę i na mój widok woła: „Taaa… Maaa!” Kupa śmiechu z takim Miśkiem :)

Misiek uczy nas porządku. Mariusz i ja generalnie do jakichś wielkich bałaganiarzy nie należymy, ale z pedantycznym porządkiem rzeczy też się raczej nie przyjaźnimy. Michu natomiast ostatnio ma jakieś natręctwa dotyczące porządkowania. Każda rzecz musi być na swoim miejscu. Wszystkie szafki zawsze muszą być zamknięte – gdy jakaś jest otwarta a Miś nie sięga, to ciągnie nas za rękę do tej szafki i pokazuje, że trzeba zamknąć. Wszystkie butelki muszą być pozakręcane, a pojemniki na mydło i szampon zamknięte i postawione zawsze na półce w łazience (broń Boże na wannie). Do tego ostatnio rozbroił Mariusza (wczoraj, aby być dokładną): Mariusz wstawił sobie w czajniku wodę na herbatę. W międzyczasie przygotował sobie kubek i włożył doń torebkę z suszem. Wyszedł z kuchni, po chwili słyszy, że do kuchni biegnie Misiek. Słychać jakiś ruch i stuknięcie szafki, w której stoi kosz na śmieci. Niczego nie świadomy małżonek podąża do kuchni zalać herbatę wodą i co? I widzi, że nie ma w kubku herbaty! Misiek wyrzucił mu ją do kosza – napatrzył się, jak przy sprzątaniu wyrzucamy torebki po herbacie do kosza i postanowił pomóc. Ech… :)

Misiek pomagał mi dziś przy czyszczeniu okien. Oto dowód:

Cóż jeszcze… Wczoraj obejrzeliśmy pierwszy odcinek 6 sezonu dr House’a. Ekstra!!! :) Bardzo mi się podobał. Dziś mam nadzieję, że obejrzymy drugi. Ciekawa jestem jak House poradzi sobie po powrocie z wariatkowa. Mam tylko nadzieję, że nie „znormalnieje” za bardzo :)

Pojutrze ruszamy do Pragi. Już nie mogę się doczekać :)

Wczoraj byłam u fryzjera ściąć i pofarbować włosy. Okazało się, że zapuszczanie włosów mnie przerosło. Nie ma to jak krótka czupryna :) Długie mi się podobają, ale posiadanie ich doprowadziłoby mnie do szewskiej pasji. A tak, problem z głowy (dosłownie :))

W poniedziałek udało mi się upolować w lumpeksie fajne dwie pary dżinsów dla Micha. Trochę są większe, ale już je nosi :)

Dziś dzień chłopaka. Wszystkim chłopakom sto lat! Moi panowie dostaną gofry z bitą śmietaną i owocami na tę okazję, bo jakoś wyleciało mi to święto z głowy i nie zdążyłam nic nabyć w tym kierunku.

Dzięki wszystkim za życzenia urodzinowe! :)

Tyle na dziś. Do przeczytania po powrocie z Pragi :)