6 tygodni Witka

Witkac

Wczoraj minęło 6 tygodni, od kiedy Witek jest z nami. Nawet nie wiem, kiedy to zleciało. Nie nadążam o nim pisać :) Read more

Wracamy w powiększonym składzie

Powroty często są trudne. Zwłaszcza te po kilku latach „niebytności”. Tak jak ten. Od miesięcy chodziła mi po głowie myśl, że to już czas, by kontynuować tego bloga, ale ciągle coś stawało na drodze. Zazwyczaj lenistwo ;) No i zapomniane hasło (ale to przy mężu programiście wcale nie był aż taki wielki problem, jak mi się zdawało). Read more

Nożownik ;)

Tytuł dość drastyczny, ale nie o prawdziwego nożownika chodzi, a o Miśka, który opanowuje coraz lepiej posługiwanie się nożem. Do tej pory kroił plastikowym nożykiem ciastolinę (całkiem nawet zgrabnie), natomiast w niedzielę Misiu miał swój debiut w krojeniu prawdziwym obiadowym nożem (z zestawu dla dzieci) najpierw brzoskwini, a potem parówki. Na weekend planujemy zrobienie wspólnej sałatki owocowej, z nieskromnym udziałem Miśka wyposażonego w nóż :) A oto pierwsze „prawdziwe” krojenie:

Mam nadzieję, że wartka akcja i mnogość wydarzeń w filmiku nie doprowadziły Was do ataku epileptycznego ;)

Ostatnio chwaliłam się, że Misiek śpiewa. Oto dowody: Po pierwsze, dziś rano wyśpiewane „Sto lat” dla wuja Bartka z okazji jego imienin:

Po drugie, w końcu udało mi się nagrać „Jedzie pociąg z daleka” :)

Dziś byłam z Michem po opinię psychologiczną, bo tydzień temu miał badania. Ogólnie wynik jest przeciętny, czyli git. Pani stwierdziła, że bardzo prawdopodobne jest, że w rzeczywistości poziom rozwoju jest ponad przeciętną, bo bardzo wielu zadań Michu nie chciał wykonać (a np. w domu robi), ale ona musi ocenić po tym, co widziała. To i tak całkiem nieźle, bo szczerze mówiąc, po tych badaniach w ubiegłym tygodniu, to byłam załamana. W sensie, że wiedziałam, że Michu większość z tych zadań potrafi, ale je totalnie u pani olewał. Psycholog stwierdziła, że terapia nie jest potrzebna, a na następne badania możemy się zgłosić za pół roku. Ponadto stwierdziła, że mocne strony Micha, rozwinięte bardziej, niż norma w jego wieku, to pamięć i umiejętności społeczne. Na pamięć wcześniej zwracała nam też logopeda, że bardzo szybko Michu zapamiętuje nowe rzeczy. Trzeba mu to ćwiczyć, coby się nie rozlazło.

Wczoraj byłam załatwić sobie badania z medycyny pracy. Udało mi się wszystko (laryngolog, okulista, krew i rtg klatki piersiowej) obejść od razu, mimo że w pierwotnej wersji byłam zapisana na za tydzień. Ale pani była miła i mi się upiekło. W pn tylko muszę podskoczyć do lekarza medycyny pracy po wpis i tyle. Udało mi się też od ręki otrzymać z Krajowego Rejestru Karnego zaświadczenie, że nie byłam karana. W sumie słowo „otrzymałam” nie jest tu trafne. Bardziej pasuje „kupiłam”, bo kosztowało mnie to 50 zł.

No nic, jutro pierwszy dzień w pracy, trzymajcie kciuki :)

Wstyd i hańba!

Tak, tak, wstyd i hańba, że tyle czasu minęło od poprzedniego wpisu. Tłumaczyć się nie będę, posypię głowę popiołem i obiecam poprawę :)

Jak to zawsze bywa w takich sytuacjach, nie wiem, od czego zacząć. Nie będę zbytnio cofać się w czasie. Święta minęły nam bardzo dobrze w Przecławiu – zdjęcia są na stronie do obejrzenia, kto jeszcze nie widział. Potem była żałoba, ale o tym już pisałam. Dalej długi weekend. Tenże spędziliśmy w Kliczkowie (zdjęcia do obejrzenia w galerii), we Wrocławiu (w aquaparku i Renomie ;)) oraz w zamku w Mosznej (zdjęć jeszcze nie obrobiłam). Ubiegły natomiast tydzień Misiek i ja byliśmy „wyjechani” do Głuchowa, zostawiając jednocześnie małżonka, by mógł troszkę pouczyć się do egzaminu z Javy. Tyle z wieści „podróżnych”.
kulki

W sobotę byłam na szkoleniu fotograficznym zorganizowanym przez „Świat Obrazu” (www.swiatobrazu.pl). Bardzo sympatyczny kurs, prowadzący to kopalnia wiedzy, informacje podane w bardzo przystępny sposób, dobrze zrobiona prezentacja, wiedza zdobyta bardzo przydatna :) Tyle w skrócie. Być może uda mi się też dotrzeć na warsztaty praktyczne w czerwcu – właśnie w zamku w Mosznej – ale to się jeszcze zobaczy :)

Kupiliśmy nowy komputer. Mac Mini. Śliczny jest :) Do tego mały i cichy. Trochę trzeba się poprzestawiać na oprogramowanie nie-windowsowe, ale póki co daję radę. Mam tu wszystko, czego potrzebuję (jak na razie) i całą furę apple’owych gadżetów. Chyba stanę się fanem tej marki ;)

W sobotę i niedzielę mam egzaminy, więc uczyć się trzeba. Jeden z nich to totalna kolubryna, z lingwistyki. Mam nadzieję, że jakoś pójdzie.

Michu w ostatnim czasie znowu nam chorował – smarkato i kaszlato. Skończyło się antybiotykiem i skierowaniem do alergologa, bo pediatra podejrzewała alergię. Byłam z nim w poniedziałek u specjalisty, z wywiadu i badania nie wynika, żeby Michu był na coś uczulony, ale dla pewności lekarka zapisała go na testy na przyszły tydzień. O dziwo udało nam się dostać do alergologa na nfz i w dodatku tylko tydzień czekaliśmy na wizytę. Szoook!

Michu coraz więcej gada. Już w sumie pogubiłam się co do nowości w słownictwie, ale coś tam spróbuję napisać.
Doszło więc:
tapcia – babcia
toś – kosz na śmieci
diti – dzięki
tataj – tramwaj
tapcieś – basen
tody – lody
tia – kia
emo – MO (Milicja Obywatelska – Mariusz go nauczył, by tak mówił na fiata 125p z napisem „Milicja” – Michu ma takie autko)
teten – jeden
tuti/tuty – żółty
tutiti – Luiggi (autko z „Aut” Disneya)
sen sali – sen o Sally (gdy się Michowi śni Sally z „Aut”)
ciecie – jeszcze
siuś – już
dita – studzienka
otata – otwarta
siom – są
toji – tory (np. kolejowe)

Ponadto Michu od jakiegoś czasu składa wyrazy w proste zdania, w stylu: „mama, cie mniam-mniam” (czytaj: Mamo, chcę jeść) itp. Mamy progres.

Przed weekendem majowym Mikołaj był z kilkorgiem dzieci z Zaczarowanej Krainy na wycieczce u stomatologa (w dodatku u tego samego, do którego sama go wożę na kontrole). Najpierw była u nich w przedszkolu dentystka z programem profilaktycznym, a potem przedszkolaki jechały się przebadać. Ze zdjęć i opowieści opiekunek wynika, że wszystko poszło gładko, dzieciaki bez stresu i płaczu dały sobie w buzie zajrzeć. Dla Micha była frajda tym bardziej, że jechali komunikacją miejską. Wierzcie mi albo nie, ale dla dzieci wożonych ciągle samochodem przejażdżka tramwajem i autobusem to raj na ziemi. Zresztą, dzień wcześniej sama wybrałam się z Michem na taką wycieczkę – po raz pierwszy przejechał tramwajem cały Wrocław. Frajda nie z tej ziemi :)

A tu filmik z tramwajowej jazdy premierowej ;)

Dobra, tyle na dziś z racji nadrabiania zaległości. Będę się teraz pilnować, by nie robić takich przerw. Do przeczytania :)

P.S. A jednak jeszcze coś mi się przypomniało. Mikołaj dostał od dziadków z Gniezna rowerek biegowy – laufrad. Dokupiliśmy kask (Michu sobie wybrał) i teraz ćwiczymy odpychanie :) Idzie mu coraz lepiej, choć z pewnością do ideału jeszcze daleko. Ale wszystko przed nami :) Poniżej krótkie filmiki – pierwszy z Michowego debiutu rowerowego, a drugi z późniejszego spaceru:

Na koniec już zupełny świeżynka z dzisiaj – Michu maluje (się) farbkami:

Idzie luty, podkuj buty…

Przyszedł luty, za oknem zaspy i lodowisko, w dodatku straszą w telewizorze, że w nocy ma znów sypać, a jutro to w ogóle apokalipsa… Czas przeprowadzić się w okolice równika… Ale tam z kolei robactwo… Ech, nie wiadomo, co gorsze. Chyba jednak wolę śnieg.

cos

Przez tydzień trochę się „nadziało”. Mikołaj zakończył adaptację w Zaczarowanej Krainie i od tego tygodnia jest już na pół etatu: w poniedziałki, środy i piątki po 6h. Opiekunki orzekły, że się Misiek szybko przyzwyczaił do nich, do dzieci i do miejsca. To zresztą widać, bo gdy przychodzę, by zabrać Miśka do domu, to młody nie chce wyjść. I nie ma oporów w przytulaniu się do opiekunek :) W ogóle to się taki przytulny zrobił, że aż miło :)
Poza tym coraz częściej bierze udział we wspólnych zorganizowanych zajęciach. W piątek były warsztaty teatralne i dał się przekonać, by usiąść razem z wszystkimi dziećmi, a wczoraj na rytmice to podobno w ogóle było super, bo brał całkiem czynny udział w zajęciach. Zuch chłopak. Co prawda jeszcze ciężko przychodzi mu rozstawanie się ze mną rano, ale wiem, że bardzo szybko się uspokaja. Zresztą, jakby na to nie patrzeć, sama pamiętam jak długo ja wyłam, gdy mnie mama odprowadzała do przedszkola (jeśli zapadło mi to w pamięć, to musiało trwać bardzo długo), a ostatecznie przecież przedszkole lubiłam. Liczę więc, że Misiek przywyknie.

Do naszej kolekcji prac plastycznych Micha przybyło kilka egzemplarzy przyniesionych z przedszkola. Najciekawsze jest coś, co zatytułowano „Karnawał” (bo akurat o karnawale była mowa w przedszkolu):

karnawal

Dzisiaj byłam z Miśkiem w Promyku na zajęciach grupowych u logopedy i muszę pochwalić moje dziecię w tym miejscu – Mikołaj po raz pierwszy dał się namówić na „babranie się” w kisielu! Do tej pory wszystkie moje próby zachęcenia go do tej rozwojowej zabawy kończyły się fiaskiem. Michu ryczał zazwyczaj albo wołał: „bleee” i nawet nie chciał dotknąć. Nareszcie coś zaskoczyło! Dowód rzeczowy tutaj:

kisiel

Mikołaj ma jutro swój pierwszy bal w przedszkolu. Ja oczywiście jestem podekscytowana najbardziej ;) Strój pirata (pirata Rabarbara, rzecz jasna!) przygotowaliśmy wcześniej, a próba generalna została przeprowadzona dziś wieczorem. O dziwo, nasze dziecię zaskoczyło dziś po raz kolejny, gdyż dało namalować sobie na buzi lekkie wąsy i brodę! Szoook! Mam nadzieję, że jutro rano też pozwoli się pomalować. Co do samego stroju, to jest to kompletny samodział. Czapka piracka kupiona w Urwisie, pas piracki z lumpeksu, spodnie i szelki (z trupimi czachami) z H&M, skarpetki stare, ale z piratem na rysunku, body stare, za to pasiaste i morskie. Na zdjęciu zrobionym szybko ajfonem możecie obejrzeć fragment dzieła. Jakość nie powala, próbowaliśmy zrobić zdjęcie lustrzanką, ale Michu nie dał się złapać. Będą balikowe foty z przedszkola, więc wtedy (mam nadzieję) obejrzycie dokładniej. Dodam tylko, że wieczorem domalowałam pisakami na przodzie i tyle bodziaka wielkie trupie czachy. Łaaa!…

pirat

Za punkty smart na shellu zamówiliśmy Miśkowi zestaw lekarski. Taka całkiem przyjemna walizeczka z różnymi akcesoriami medycznymi. Michu zachwycony. Bada wszystkich, którzy zbadać się dają. Do obejrzenia filmik z jednego z wielu przeprowadzonych dziś badań. Śmieszny ten nasz Misiek w tym wszystkim. Podoba mi się szczególnie, jak mierzy temperaturę w uchu i potem udaje, że sprawdza pomiar i mówi, co przeczytał :) Nauczył się też robić profesjonalnie zastrzyki – znaczy się z pomazaniem wacikiem ręki, ukłuciem i znowu pomazaniem wacikiem :) A najbardziej rozbraja mnie, jak przykleja po badaniu misiom naklejki, jako że były „dzielnymi pacjentami”. Ot, piękna zabawa :)

Żeby było mało, Mikołaj dostał od nas w weekend ambulans z Lego Duplo. Pojazd nie byle jaki, bo robi najprawdziwsze „ijo-ijo” i świeci (przypuszczam, że ten właśnie świecąco-grający klocek ustalił 3/4 ceny tego auta…), więc teraz Michu jeździ karetką z przyczepką dołączoną z tyłu. Na owej przyczepce na noszach leży dziewczynka (ludzik z Duplo), a obok niej stoi lekarz (kierowca karetki z zestawu). I tak sobie jeżdżą, a broń Boże niech któreś spadnie, to lament jest na całego :)

W Micha pokoju znowu trochę zmian. Co prawda tym razem nic nie poprzestawiałam, ale przybyło kilka rzeczy. Po pierwsze, jakieś 2 tygodnie temu kupiliśmy wiszący zegar z Autami i kalendarz z Krecikiem. Obydwa w celach informacyjno (dla mnie i Mariusza) – dydaktycznych (dla właściciela pokoju). W kalendarzu ma Michu pozaznaczane dni, w które chodzi do przedszkola. Ponadto zrealizowałam w końcu zamiar dekoracyjny, z którym nosiłam się od dawien dawna – kupiliśmy w Leroy Merlin 3 ramki formatu a3 i oprawiłam w nie trzy malunki Miśka, takie kolorowe maziaje na czarnym papierze. Wyglądają czadowo :) A Mikołaj strasznie jest dumny z tego, że jego obrazki wiszą na ścianie.
I jeszcze jedną nowością są trzy żywe kwiatki w pokoju Miśka: żonkil, krokus i orchidea. Codziennie Mikołaj sam je podlewa i wącha :) Bardzo podoba mu się, że tak szybko widać efekt – zakwitły kilka dni po zakupie.

Przybyło nowe słowo: „sio”. Jest wypowiadane zazwyczaj po tym, gdy Mikołaj skończy pić. Nie wiemy jeszcze tak do końca co oznacza: dziękuję, już, skończyłem, wypiłem, wszystko…? Obserwacje będą kontynuowane, może do jakichś sensowniejszych wniosków dojdziemy.
Mikołaj zaczął też odmieniać słowa „mama” i „tata”. Mówi, że coś jest „mami/y” albo „tati/y” w sensie: krem, okulary, buty itd….

Z innej beczki, tydzień temu byłam u ginekologa. Dowiedziałam się, że guzek, który wyczuwam pod blizną po cesarce i który boli to tzw. endometrioza i trzeba to wyciąć. Niestety jest to na tyle poważny zabieg, że trzeba go zrobić pod narkozą. Jak nie urok, to sraczka, jednym słowem. Zawsze coś. Kiedy to zrobię, to jeszcze nie wiem. Jak się dowiem, to Wam powiem.

Dobra, tyle na dziś, bo spać pora. Do następnego :)

P.S. Na koniec jeszcze dwa filmy. Pierwszy to Misiek podczas jednego z ulubionych zajęć – przesypywanie kaszki manny i kamyczków. Drugi to nowy pomysł na jedzenie jogurtu…

Bilans dwulatka

Słowo się rzekło… i tak dalej :) Michu skończył ponad miesiąc temu dwa lata, chciałam zrobić mały własny bilansik – oto i on.

Wzrost: 94 cm (90 centyl)
Waga: 14,8 kg (90 centyl)

Jak wygląda – każdy widzi ;)

Poza tym parę indywidualnych preferencji:

Jedzenie

  • lubi: mięso (zwłaszcza w postaci kotletów bądź pierś kurczaka w kawałkach, czasem nawet mięso mielone), ryby (bardzo), frytki, pizzę, ketchup (z ketchupem praktycznie zje wszystko…), tosty (z żółtym serem, wędliną i ketchupem), wszelkie owoce, kiełki fasoli mung, czerwoną paprykę, oliwki, jogurty, zupy (będę tu nieskromna – przede wszystkim mojej roboty, na inne zapatruje się podejrzliwie), soki, wodę mineralną, mleko i kakao, płatki kukurydziane i inne typu nesquik, racuchy, gofry, wszelakie słodycze (nikt nie wie jak to wytłumaczyć, ale Michu, nawet jeśli jakiegoś łakocia widzi po raz pierwszy w życiu, do tego łakoć ów może być zapakowany szczelnie, to Michu i tak wie, że to coś dobrego i się tego domaga. Z żadnym innym jedzeniem tak się nie dzieje…)
  • nie lubi: tak naprawdę, to w każdej chwili każdego dnia każdy pokarm (oprócz słodyczy, pizzy i frytek) może spotkać się z potraktowaniem go jako „bleee”. Nie ma reguły. Wystarczy: ogólnie tzw. kiepski dzień, niewyspanie, dużo wrażeń, nieodpowiedni kolor jedzenia, nagłe odkrycie, że w jogurcie coś pływa (w sensie owoce, które pływają w nim zawsze, ale do tej chwili nie zauważane) itd. Z jedzeniem Mikołaja jest jak z loterią: albo się trafi, albo nie. Ale jak się trafi, to Michu szama cały dzień tak, że aż mu się uszy trzęsą.

Samodzielność:

  • je samodzielnie: łyżką zupę, jogurty i wszelkie pokarmy na łyżkę się nabierające. Posługiwanie się widelcem zostało opanowane o wiele wcześniej niż łyżka, jakieś 7 miesięcy temu. Trzeba tylko pokroić jedzenie (typu mięso) na mniejsze kawałki, to Mikołaj sobie pięknie radzi. Pije z kubka zwykłego, potrafi trzymać go tylko jedną ręką. W większości nie rozlewa. Lub pić przez słomkę.
  • pomaga przy ubieraniu i rozbieraniu, niektóre części garderoby potrafi zdjąć sam (czapka, niektóre luźniejsze bluzy, niektóre buty, skarpetki, niektóre spodnie)
  • sam myje ręce, buzię, zęby (choć jeszcze niedokładnie)
  • zasypia samodzielnie w swoim łóżku i swoim pokoju

Zainteresowania:

  • rzec by można: elektroniczne ;) Generalnie wszystko, co jest jakimkolwiek sprzętem podpinanym do prądu lub na baterie i nie wygląda jak zabawka jest atrakcyjne. A jak do tego świeci albo gra, albo ma choć jeden przycisk, to jest to dla Micha wstęp do ekstazy ;)
  • ulubione zabawki: teletubiś Laalaa i pluszak MakaPaka, samochodziki, telefony komórkowe, puzzle drewniane (przede wszystkim: alfabet, cyfry, pojazdy) i piankowe (alfabet i cyfry), klocki, wszelkiego rodzaju sortery kształtów, aparat fotograficzny (taki zabawkowy), budzik (też taka zabawka), wszystko, co jest lub może być garażem dla samochodzików
  • ulubione zabawy: wjeżdżanie samochodami do garażu lub na zjeżdżalnię zrobioną z przewijaka, zabawa w „uciekanie przed mamą lub tatą”, zabawa w chowanego (Michu zawsze chowa się za drzwiami z szybą), układanie wieży lub garażu z klocków, malowanie farbkami, przelewanie wody (podczas kąpieli) z różnych butelek, kubeczków itp., wycinanie kształtów foremkami z ciastoliny, zabawa w biuro (tak to nazywam – Michu siedzi przy swoim biureczku, gada przez jedną z licznych starych komórek, w drugiej ręce trzyma długopis i pisze coś w moim starym kalendarzu), zabawy w przesypywanie (mąka, kaszka manna albo inny sypki produkt imitujący piasek – ważna różnorodność ;), do tego różne łyżki, łyżeczki, słoiki, pojemniczki – zabawa na całego), wrzucanie szklanych kamyków do różnych pojemników, zwłaszcza do butelek, pisanie (długopisami, kredkami, pisakami, kredą po tablicy), przyczepianie literek do tablicy, oglądanie literek, liczenie, zabawy na placu zabaw (szczególnie zjeżdżalnię) oraz ogólnie spacery
  • ulubione książki: jak na razie jedna – o zgubionym kocyku Igipigla z Dobranocnego Ogrodu. Czasem obejrzy też kawałek książki o Teletubisiach, ale bez większych szaleństw
  • ulubione bajki: rzec by można, że wszystkie z CBeebies, ale byłaby to nieprawda. Mikołaj nie lubi Fimbusiów :) A tak serio to te preferencje mu się zmieniają. Ciągle lubi Niedźwiedzia w dużym niebieskim domu, Dobranocny Ogród i Teletubisie. Do tego ostatnio doszły: Finley – wóz strażacki, Kieszonkowy dziadek, Supercyfry, Smyki, czasem Bracia Koala (jak trafią na lepszy dzień) oraz Waybaloo (całkiem ciekawa… bajka). No i wszystkie reklamy (ze szczególnym uwzględnieniem reklam jogurtów, samochodów oraz reklamy Aviva, która zawiera szereg atrakcyjnych elementów: na początku jest chomik, następnie bańki mydlane, a na końcu Pan Pikuś. Pełnia szczęścia.) Uwielbia też oglądać w komputerze lub telefonie filmiki ze sobą w roli głównej
  • ponadto Mikołaj interesuje się: wszelkimi bramami garażowymi (i zawsze trzeba mu potwierdzić, że jest otwarta lub zamknięta), sygnalizacją świetlną, szlabanami, torami kolejowymi, pociągami, tramwajami, autobusami komunikacji miejskiej, klamkami, dziurkami od klucza, kluczami, pstryczkami od lampy oraz przedmiotami, które świecą
  • Mikołaj lubi muzykę – słucha Arki Noego, klasyki, Eski Rock (poza Porannym WFem ;)) oraz wszystkiego, czego słuchamy my (choć niektórzy wykonawcy nie wzbudzają entuzjazmu). Ostatnio spodobała się Mikołajowi puszczana często w Esce Rock nowa piosenka Strachów na lachy „Żyję w kraju”. Lubi też, gdy Mariusz albo ja brzdąkamy na gitarze
  • jest jeszcze jedna miłość Mikołaja… a w sumie dwie… tvn24 i tvn cnbc biznes. Lubi paski informacji, bezbłędnie rozpoznaje logo, a w cnbc uwielbia patrzeć na zegar. Nie pytajcie…

Mowa (co prawda było o tym ostatnio, ale jak bilans, to bilans):

  • mama – mama
  • tata – tata
  • koko – kura
  • łałałał – hau hau (w sensie, że pies, albo, że szczeka)
  • miau – miau, kot (jw)
  • mmm – muuu, krowa (jw)
  • a co to/co to – tłumaczyć nie trzeba
  • mniam – jedzenie/picie
  • ci – cyfra trzy lub liczenie
  • śeś – cyfra sześć
  • O, A, Fłał – literki O, A, V
  • ne na – nie ma lub że coś jest zamknięte bądź zgaszono światło
  • sici/sieci – podwójne znaczenie: 1.świeci światło, 2.nazywanie koloru – jak na razie wszystkie kolory to „sici”, ale oszukać się Miśka nie da – nakrzyczy na Was, jak mu na czerwony samochód powiecie, że jest zielony
  • tak, nie – sens znany
  • baba – znaczy, że coś boli
  • zawołania i wtrącenia: ojej, o-o, oj
  • blee – jak coś nie smakuje
  • bam – jak coś się przewróci
  • buuum – samochód
  • jojojojo – karetka pogotowia, straż pożarna, policja – wszystko, co ma koguta na dachu i wyje
  • tatatatatata… – cała reszta. Z tatatatatata… układane są całe ciągi zdań, którymi Misiu nas zalewa, ale nic z tego nie idzie zrozumieć zazwyczaj :)

Chyba na tyle z bilansu. Chciałam wrzucić tu jeszcze kilka ogólników, ale stwierdziłam, że można je wyczytać z innych, bieżących wpisów. To, jaki Mikołaj jest, jaki ma charakter czy też jego zaczątki, widać tam doskonale.

Słówka na dobranoc

Krótkie zdanko na koniec dnia. Mikołaj od jakiegoś czasu nazywa swojego Teletubisia Laaleę. Ostatnio (kilka dni temu) doszły też próby nazywania Teletubisia Po (czymś pośrednim między nieśmiałym Puu a Tuu), a od wczoraj mamy nową literkę w alfabecie – Łał. Co prawda dziś już szło lepiej, co zresztą będzie słychać w filmiku, aczkolwiek i tak nadal literka „v” przez większość czasu określana jest jako „łał”, a rzadziej „fłał” :) Podziwiajcie:

Nowy blog – www.dzieciowisko.pl

Kochani, nie pisałam o tym wcześniej, bo jeszcze nie miałam pewności, kiedy uda się wystartować. W każdym bądź razie zapraszam Was do zaglądania do mojego nowego bloga: www.dzieciowisko.pl. Blog Zosi oczywiście nie przestanie istnieć, nadal zamierzam tu pisać, mam nadzieję, że równie często i gęsto jak dotychczas. Dzieciowisko i Blog Zosi to dwie odmienne sprawy, więc żal byłoby zrezygnować z jednego na rzecz drugiego.

Nowy blog dotyczyć będzie spraw ogólnie dzieciowych. Doświadczenie rodzicielskie jakieś tam zdobywam, sporo o tym czytam, słucham, rozmawiam… szkoda byłoby nie wykorzystać tego i nie podzielić się z innymi. Nie zamierzam się tam mądrzyć. W końcu staż macierzyński jak na razie mam niewielki. Ale myślę, że w połączeniu w wykształceniem pedagogicznym coś tam jednak wiem. I te moje spostrzeżenia różniste na temat dzieci, wychowania i wszystkiego innego z nimi związanego zamierzam tam od dziś spisywać.

Blog Zosi ma charakter bardziej osobisty i takim pozostanie.

Zapraszam Was serdecznie do czytania obydwu moich blogów (to w kwestii zapewnienia Wam materiału do czytania). Oczywiście liczę, że wieść pójdzie w świat i polecicie Dzieciowisko swoim dzieciatym znajomym. Serdecznie Was o to proszę i z góry dzięki.

Pozdrawiam!