Mokry grudzień

No kto to widział, żeby w grudniu padał deszcz?! Żeby chociaż śnieg… Ale nie, deszcz. W południe dzisiaj było już tak ciemno, że trzeba było lampy pozapalać. Jak bardzo śnieżna zima nie byłaby ładna, to taki mokry jej przedsmak mnie po prostu dobija.

Ostatnio jakoś ciężko ze znalezieniem czasu na pisanie. Ani tutaj, ani w dzieciowisku nic nowego nie przybyło. Może jutro uda mi się coś tam skrobnąć. Powodów zaniedbań jest kilka, ale jednym to się wręcz pochwalę. Jakiś miesiąc temu otrzymałam propozycję pisania płatnych artykułów dla serwisu naszemaluchy.pl. Skontaktował się ze mną jeden z właścicieli pisząc, że trafił na dzieciowisko i bardzo mu się spodobały moje wpisy i czy w związku z tym nie zechciałabym pisać też dla nich. Między Bogiem a prawdą pieniędzy z tego dużych, ani nawet średnich nie ma, ale myślę, że jest to świetna okazja do zaistnienia w sieci na szerszym polu, no i do cv się kiedyś może przydać :) Generalnie same plusy – pisać lubię, do tego jest okazja trochę na tym zarobić, no i zdobyć kawałek nowego doświadczenia. I chyba nie muszę dodawać, że mile połechtało to moją dumę – ktoś czyta te moje blogi… :)

Za tydzień będziemy świętować Michowe dwa lata. W sumie to Michu już zaczął zgarniać profity z tej okazji w ubiegły weekend. Otrzymał między innymi bardzo pomysłową i oryginalną rzecz od Mariusza siostry – ikonę św. Mikołaja, wykonaną specjalnie na zamówienie w pracowni poznańskiego ikonopisarza. Niestety, nie napiszę Wam teraz, jak się ów artysta nazywa, bo nie pamiętam, a że jest noc późna i dziecię już śpi, to nie mogę sprawdzić na odwrocie ikony (wisi u Mikołaja w pokoju). W każdym razie patron zawisł w kąciku z innymi świątkami dla Micha i ma za zadanie chronić, bronić i pilnować :) A sama ikona przepiękna. Jak nie zapomnę, to kiedyś umieszczę jej zdjęcie.

W najbliższą sobotę jedziemy do Głuchowa, świętować w kolejnym gronie urodziny Miśka. Będą też Szczeciniacy :)

Postanowiliśmy z Mariuszem nie czekać do nowego roku z kupnem łóżka dla Mikołaja. Doszliśmy do wniosku, że Michu już bardzo ładnie się przestawił do spania „na wolności” w otwartym łóżeczku, więc nie ma go co na siłę w nim dalej trzymać. Myślę, że da sobie świetnie radę w łóżku. Oglądaliśmy dziś kilka w Ikei, za bardzo rozsądne pieniądze. Mnie się podobały bardzo, Mariusz nie był przekonany, ale jak nic innego nie znajdzie, to pewnie któreś z nich kupimy. Jak na razie, to do nowego łóżka Mikołaj ma narzutę – taką z ikei, z żabą :)

Dziś od piątej rano przyszło mi stać w kolejce w Promyku Słońca celem rejestracji Miśka do dr Kwapisz na styczeń. Udało się na 14 stycznia. Do rejestracji dopchałam się o wpół dziewiątej. I tu po raz kolejny pieśń pochwalna w stronę iPhone’a – trzy godziny ogonkowania minęły całkiem znośnie dzięki ściągniętym nań gierkom :)

Odnośnie lekarzy, to dziś miałam dzień „rejestracyjny” :) Zapisałam Micha do dentysty, siebie do dentysty, Micha do laryngologa (żeby sprawdził mu te zatoki, co to na rezonansie wyszło, że miał stan zapalny) oraz siebie do laryngologa (celem sprawdzenia całego otworu gębowego i wypisania zaświadczenia, że nie ma przeciwwskazań do pracy w zawodzie logopedy – innej wersji nie przyjmuję do wiadomości). Dentyści są na grudzień, a laryngolog na styczeń (idziemy z Michem do tego samego – dr Gawron w Medicusie). Zostało mi jeszcze tylko umówienie się z fryzjerem :)

Jeśli chodzi o zdrówko, to ja prawie zdrowa, Mariusz jeszcze kaszle, a Michu… Michu niby też już był zdrowy, a dziś znowu zaczął kichać, kaszleć i cieknie mu z nosa. Brak słów.

Tyle na dziś. Kończę, bo spać mi się chce straszliwie. A, nie, muszę jeszcze coś dopisać na koniec – pani psycholog w ubiegłą środę powiedziała, że Mikołaj już nie potrzebuje terapii i może go w związku z tym z niej wypisać :) Dodała też, że zawsze, gdy będę chciała się poradzić, czy coś mnie zaniepokoi, to możemy się umówić na jakąś pojedyncza wizytę, ale ogólnie to terapia skończona :) Postanowiłyśmy tylko, że spotkamy się w styczniu, żeby po skończeniu dwóch lat przebadała Miśka jakąś skalą. Tak więc mamy kolejny dzień wolny! Coraz lepiej. Marzę jeszcze tylko o tym, że dr Kwapisz wypisze nas z rehabilitacji w końcu. To już będzie szczyt radości! Jakby nie patrzeć, w grudniu właśnie mija półtora roku rehabilitowania Micha w Promyku. Szmat czasu…

No, to teraz już naprawdę koniec. Pozdrawiam Was, ciule… czule znaczy się ;)

Mamy wynik rezonansu :)

We wtorek moja siostra odebrała wynik rezonansu głowy Micha. Poza stanem zapalnym zatok szczękowych (Michu był wtedy świeżo po infekcji, jak widać jeszcze nie zaleczonej) reszta głowy jest ok!!!!!! Kamień z serca, choć ja i tak nie dopuszczałam jakichkolwiek złych myśli. No, ale upewnić się trzeba było. Za tydzień idziemy do dr Dołyk, więc obejrzy wynik i powie też, co myśli o Michu na tym etapie.

Więcej informacji o tym, jak przygotować dziecko do rezonansu magnetycznego mózgu możecie przeczytać w Dzieciowisku.

Wczoraj, podczas wizyty, pani psycholog stwierdziła, że jeszcze 2-3 miesiące i wypisze Micha z terapii, bo już nie ma wskazań. Na razie jeszcze będziemy chodzić, by mogła go poobserwować trochę, ale sama stwierdziła wczoraj, że zrobiliśmy z Michem duży krok do przodu, i że bardzo ładnie Miś nadrabia straty. Jest szansa, że dogoni rówieśników.

Na obecną chwilę, przy sprawdzaniu norm dla dwulatków (Michu ma 22 miesiące obecnie) Misiek jest na granicy normy w niektórych sferach, natomiast w niektórych jest w normie zupełnie (na przykład motoryka duża, co jest dla mnie szokiem, bo przecież to bardzo kulało. Ale widać, że szybko tu daje się nadrobić straty).

Najbardziej do tyłu jest Misiek w sferze mowy, ale to nas akurat nie bardzo dziwi. Rozwój mowy idzie w parze w rozwojem ruchowym. Jeśli ruchowy był opóźniony, to mowa też będzie. Póki co, nie ma jednak wielkich powodów do zmartwień, Michu mowę bierną ma opanowaną – rozumie dobrze. Porozumieć się z nami potrafi, dużo mówi po swojemu (w zasadzie to nieustannie), mówi kilka zrozumiałych słów, więc teraz teoretycznie wystarczy czekać na dalszy rozwój wypadków. Bo że zacznie mówić, to rzecz pewna. Zresztą od kilku dni znowu zaczyna mocniej kombinować ze słowotwórstwem, tworzy nowe zlepki, układa usta w nowy sposób… Coś się zaczyna dziać w tym kierunku :)

Pani psycholog kładzie nacisk na zajęcia grupowe, zresztą sami widzimy, że jak Michu ma więcej kontaktu z innymi dzieciakami, to jest to dla niego korzystne. Co prawda jest to nadal czas zabaw równoległych, a nie konkretnych interakcji z rówieśnikami, ale Misiek wiele podpatruje, co pozwala mu przełamywać niektóre bariery. Taką barierą było na przykład malowanie paluszkami. Za żadne skarby Michu nie chciał dotykać farb ręką. A tydzień temu, gdy w Urwisku wszystkie dzieci zaczęły babrać się w farbach, Michu też spróbował i nawet obyło się bez standardowego „bleee” :) Progres :)

No więc chodzimy i na grupowe do logopedy raz w tygodniu, i na grupę do Urwiska (Zabawy Fundamentalne), i na grupę na basenie. No a od września zacznie się na dobre, bo liczę, że uda się Micha zapisać do jakiegoś przedszkola. Obyśmy tylko znaleźli coś sensownego.

W poniedziałek skończyłam dziergać Makkę Pakkę. Na dzieciowisku wrzuciłam zdjęcie, tutaj też wrzucę, nie będę taka ;) Z dzieła jestem jak najbardziej dumna :) Można gratulować ;)

No i jeszcze zdanko dla lansu… ;) Kończy mi się umowa w Orange, więc standardowa pani z BOKu zadzwoniła w sprawie przedłużenia i takich tam… No i po konsultacji z małżonkiem (który przytaknął mojemu pomysłowi) zamówiłam sobie iPhone’a 3GS 16GB. Nie ma to jak lans ;)

A tak serio, to cóż. Zwyczajnie mi się ten telefon podoba, nigdy czegoś podobnego nie miałam, więc raz chciałabym spróbować z czym to się je. Jak się będzie psuć, to wiem, że już więcej nie kupię. A jak będę zadowolona, to zostanę wierna i tyle. No i swoją drogą przyznać muszę, że kuszą mnie też różne dostępne gadżety. A Mariusz się cieszy, że będzie miał konsolę do gier w ten sposób :) Czyli wszyscy zadowoleni :) Telefon jest prezentem gwiazdkowym, więc w Święta na nic innego już (no, może poza czekoladą i pomarańczami) nie liczę :)
Cudo ma przyjść na początku listopada. Czekam na nie niczym nastolatka na koncert Backstreet Boys ;)))

Koniec i kropka. Tyle na dziś.

Nowy wpis na dzieciowisku

Jak ktoś chce poczytać o tym, jak dobrać odpowiednie obuwie dla swojego dziecięcia, to w dzieciowisku można znaleźć.

Mam nadzieję, że podoba Wam się nowa grafika bloga Zosi. Stwierdziłam, że trzeba trochę „świeżości” tu wrzucić, bo mi się stary temat już opatrzył.

Z ostatniej chwili, to chorzy jesteśmy ciągle – Misiek i ja. Co prawda jest lepiej niż tydzień temu, ale do zupełnego wyzdrowienia jeszcze chyba daleko. Michu bierze antybiotyk, ja się leczę „domowo”. Oby do przyszłego tygodnia przeszło zupełnie.

Coś więcej napiszę może jutro albo wieczorem, a teraz wybaczcie, ale położę się spać. Michu zasnął „okołopołudniowo”, a mnie tak w nocy kaszel męczył, że ledwo na oczy widzę. Do przeczytania niebawem!

Kolejny miesiąc życia z Miśkiem za nami

Wczoraj Michowi stuknęło oczko – 21 miesięcy. Za trzy miesiące drugie urodziny. Ale ten czas leci…

W poniedziałek byłam z Michem u endokrynologa – dr Barg w Onkomedzie. Pani doktor bardzo, bardzo sympatyczna i miła. Udało jej się odwieść Micha od rozpłakania się podczas badania – szacun :) Ogólnie dr Barg stwierdziła, że wyniki hormonalne są ok, ale w związku z opóźnieniem rozwoju włączyła Miśkowi 1/4 tabletki hormonów tarczycy na dzień – by trochę popchnąć jego rozwój. Mamy dawać mu tabsy przez 2 miesiące, potem kontrola.

Wczoraj opuściliśmy zajęcia logopedyczne, bośmy się zakatarzyli – Michu bardziej niż ja. Ale dziś poszliśmy do pani psycholog, bo już jest troszkę lepiej. Na szczęście obeszło się bez gorączki.

Misiek ostatnio rozwala wszystkich układaniem puzzli z alfabetem. Dostał w spadku po Tosi takie drewniane literki i bardzo mu się to spodobało. Zaskakuje najbardziej tym, że tak dobrze zapamiętuje miejsce ułożenia poszczególnych liter. Nie kojarzy jeszcze wszystkich, ale te, które częściej układa (takie ulubione) ma w małym palcu :) Zachęcam go też do innych układanek, ale na razie te są dla Miśka najciekawsze i chyba najprostsze do wkładania, bo wyraźne kształty mają. Te ze zwierzątkami, które mamy, są trudniejsze, bo kształt mają bardziej „rozmazany”. Spróbuję któregoś dnia nagrać filmik puzzlowy i wrzucić go na stronę, to sami zobaczycie :)
Zabawa układanką cieszy nas bardzo z dwóch powodów – po pierwsze Michu świetnie ćwiczy tu motorykę małą, a z tym ma spore problemy jeszcze; po drugie pokazuje nam, że potrafi się skupić na czymś naprawdę długo. Jak mu pierwszy raz pokazałam te puzzle, to siedzieliśmy nad nimi około 40 minut. Teraz czas się trochę skrócił (bo szybciej Misiek je układa), ale i tak zajmuje to około 20 minut. Mikołaj ćwiczy też dzięki temu cierpliwość i przyznać trzeba, że całkiem nieźle mu idzie.

Najbliższy weekend spędzamy w domu – nareszcie! Ostatnie dwa weekendy mieliśmy wyjazdowe i trochę czujemy się przemęczeni. Mieliśmy co prawda plan, by przejechać się któregoś dnia pospacerować po Ślęży, ale w związku z naszym przeziębieniem nie wiem, co z tego wyjdzie. Zamierzamy jednak wykorzystać weekend twórczo – chcemy pobawić się z Michem w pieczenie ciastek, by dalej przełamywać go do „brudzenia” rąk. Pomyśleliśmy z Mariuszem, że jeśli Mikołaj będzie uczestniczył od samego początku w przygotowaniu ciasta, i jeśli zobaczy, że my to ciasto ugniatamy rękami, to może się trochę przełamie i też spróbuje? Mamy foremki do ciasta, mamy wałek, więc powinien chociaż tym się zainteresować. No i kupiłam pisaki z lukrem do zdobienia ciastek. No, ale wszystko „wyjdzie w praniu”. Może się przypadkiem okazać, że Michu nawet nie będzie chciał wejść do kuchni. Nie do ogarnięcia jest taki prawie dwulatek.

W Dzieciowisku nowy wpis. Odnośnie karmienia piersią, zainspirowany dyskusją na forum edziecko. Jak ktoś dzieciaty i zainteresowany, to posta można przeczytać tutaj.

Tyle na dziś. Pozdrowienia i do miłego!

P.S. Oldze i Mateuszowi jeszcze raz gratulujemy i życzymy wszystkiego dobrego z okazji ślubu. :)
P.S.2 Na koniec jeszcze filmik z domowych harców Miśka :) Świeżynka z minionego poniedziałku:

Nowy blog – www.dzieciowisko.pl

Kochani, nie pisałam o tym wcześniej, bo jeszcze nie miałam pewności, kiedy uda się wystartować. W każdym bądź razie zapraszam Was do zaglądania do mojego nowego bloga: www.dzieciowisko.pl. Blog Zosi oczywiście nie przestanie istnieć, nadal zamierzam tu pisać, mam nadzieję, że równie często i gęsto jak dotychczas. Dzieciowisko i Blog Zosi to dwie odmienne sprawy, więc żal byłoby zrezygnować z jednego na rzecz drugiego.

Nowy blog dotyczyć będzie spraw ogólnie dzieciowych. Doświadczenie rodzicielskie jakieś tam zdobywam, sporo o tym czytam, słucham, rozmawiam… szkoda byłoby nie wykorzystać tego i nie podzielić się z innymi. Nie zamierzam się tam mądrzyć. W końcu staż macierzyński jak na razie mam niewielki. Ale myślę, że w połączeniu w wykształceniem pedagogicznym coś tam jednak wiem. I te moje spostrzeżenia różniste na temat dzieci, wychowania i wszystkiego innego z nimi związanego zamierzam tam od dziś spisywać.

Blog Zosi ma charakter bardziej osobisty i takim pozostanie.

Zapraszam Was serdecznie do czytania obydwu moich blogów (to w kwestii zapewnienia Wam materiału do czytania). Oczywiście liczę, że wieść pójdzie w świat i polecicie Dzieciowisko swoim dzieciatym znajomym. Serdecznie Was o to proszę i z góry dzięki.

Pozdrawiam!