W sumie to nie za wiele. Szykujemy się na długi weekend. A raczej do wyjazdu długoweekendowego do Szczecina. Mam nadzieję, że pogoda dopisze, bo liczymy, że uda się wyskoczyć któregoś dnia nad morze.

Poza tym od przyszłego poniedziałku czeka mnie druga część praktyk hospitacyjnych w szkole w Głuchowie. Cieszę się, że już będę miała to z głowy, bo to naprawdę bez sensu, że każą nam zrobić aż 50 godzin. Nie wiem, kto układa plan praktyk, ale chyba ktoś bez głowy. Po co 50 godzin (zegarowych, żeby było śmieszniej) hospitacji? Na dziennych chyba mają mniej. Zresztą, co tu dużo mówić, pomysły dziekańskie najczęściej pozostawiają wiele do życzenia. Ale walka z systemem rzadko przynosi jakieś rezultaty.

W niedzielę byliśmy w Gnieźnie. Rodzice Mariusza bardzo ucieszyli się z odwiedzin wnuka. Zabrali go nawet na długi spacer, dzięki czemu mieliśmy chwilę wytchnienia :)

Tydzień temu zaszczepiliśmy Miśka. Zostało nam jeszcze tylko jedno podanie prevenaru za miesiąc i potem chyba dopiero około 13-14 miesiąca. To dobrze, bo kupę forsy kosztowały już nas te szczepionki. Lepiej by było, gdyby zamiast dawać becikowe przeznaczyli tę kasę na lepsze szczepionki. I w ogóle gdyby poszerzyli listę obowiązkowych refundowanych szczepień. To, co oferuje służba zdrowia obecnie, jest po prostu śmieszne. Zresztą ostatnio znowu się odbiliśmy od okienka rejestracji, jeśli chodzi o świadczenia NFZ. Raz chciałam się zapisać do lekarza rodzinnego, to się dowiedziałam, że na najbliższe kilka dni nie ma wolnych miejsc. „No chyba, że ma pani gorączkę, to wtedy jutro w południe możemy panią przyjąć”. Wypas. Skończyło się na prywatnym Dolmedzie tego samego dnia, trzy godziny po telefonie do rejestracji. A drugi raz to była próba zapisania się do ginekologa. „Od piątku będziemy zapisywać na terminy w maju”. Jeszcze większy wypas. Gdyby się coś pilnego działo, to do maja człowiek mógłby zdechnąć przypadkiem. Ale co tam.
Dobrze, że przynajmniej z Miśkiem mamy na razie spokój z lekarzami. Aż dziwnie się z tym czuję ;)

Z Miśka coraz większa gaduła się robi. To dobrze :) W ogóle to w ubiegłym tygodniu dostał super prezent od Fingo (firma Mariusza) – krzesełko do karmienia. Bardzo fajne – z regulacją wysokości i oparcia, z pasami bezpieczeństwa, wyścielone ceratą, coby się tapicerka dała łatwo oczyścić… Naprawdę super! Teraz nasz Prezes ma swój prawdziwy własny fotel ;)

No i tyle na razie. Coś tam pewnie napiszę dopiero za dwa tygodnie, jak wrócę z praktyk, bo wcześniej nie będę miała dostępu do Internetu. Trzymajcie się się cieplutko i miłego weekendu! No i jak zawsze, zapraszamy do obejrzenia nowych zdjęć w galerii. A tu jeszcze najnowsze zdjęcia ze spacerku po wykopaliskach w centrum Wrocławia.