W niedzielę poszwędaliśmy się troszkę po mieście. Nie za wiele, ale Misiek narobił sporo ciekawych zdjęć. Wyszedł z tego taki lekki reportaż, bo akurat w tych dniach we Wrocławiu odbywał się Międzynarodowy Festiwal Sztuki Ulicznej BuskerBus. Z tej okazji można było posłuchać i pooglądać wielu bardziej i mniej ciekawych grup lub solistów. Mariusz wszystko starannie starał się uwiecznić na karcie pamięci ;)

bacik

Mnie osobiście najbardziej podobał się ten oto Człowiek-Orkiestra. Prawda, że miło się uśmiecha?

Ale nasze szwędactwo nie ograniczyło się tylko do Rynku. Zahaczyliśmy nawet o Świdnicką ;) A tak na serio, to udało nam się namierzyć kolejnych Krasnoludów Wrocławskich. Jeden – Słupnik – dał się nawet sfotografować.

slupnik

Nie obyło się też bez dobrego obiadku i kawki w Pożegnaniu z Afryką. Taki sobie leniwy dzień zrobiliśmy z okazji wejścia w związek małżeński :)
Za to poniedziałek i wtorek mieliśmy bardzo pracowite. Po pierwsze dlatego, że musieliśmy pojechać do Czempinia do Urzędu Miasta i Gminy, żeby mnie wymeldować z Głuchowa. Ta wyprawa zajęła nam cały dzień, bo po drodze udało nam się wstąpić na naszą ulubioną myjnię w Jasieniu i wypucować autko.
A we wtorek od samego rana zrobiliśmy najpierw nalot na Mediconcept (no bo rutynowo trzeba było dać sobie spuścić krew i zostawić pudełko z siuśkami), po czym, po odstaniu dłuższego czasu we wrocławskich korkach, dotarliśmy do Centrum Obsługi Mieszkańca. Bo Misiek postanowił swoją żonkę zameldować. No i poza tym dokumenty musiałam powymieniać – dowód i prawo jazdy. Małżonek czcigodny śmieje się, że teraz to już ma przegwizdane, bo kobietę w ciąży wymeldować to przegrana sprawa ;)

Przy okazji załatwiania spraw na mieście dotarliśmy do Pasażu Grunwaldzkiego na niewielkie zakupy. Zahaczyliśmy też o kino – film „Twarda sztuka”. Mnie się bardzo podobał, spłakałam się na końcu niczym bóbr (choć to żadna nowość, bo przez te durne hormony to ja teraz mogę pięć razy dziennie płakać, nawet na M jak Miłość ;)). Miśkowi się chyba trochę nudziło, ale jakoś dał radę. Za to w niedzielę byliśmy na „Na fali”. Szczerze mówiąc, po zajawkach, nie spodziewaliśmy się niczego szczególnego, ale naprawdę bajka warta obejrzenia. Też płakaliśmy, ale tym razem ze śmiechu. Obejrzyjcie przy okazji :)

No i tyle na dziś. Pooglądajcie sobie pozostałe zdjęcia z Festiwalu w Galerii.