Cały dzień mdły, od rana do wieczora. Że też żołądkowi się jeszcze nie znudziło to nudzenie… Mnie już się znudziło. Ale co zrobić…to się nazywa „cierpienie dla przyszłych pokoleń”. No może nie tak do końca, ale przynajmniej łatwiej jest znieść te perturbacje. Nawiasem mówiąc, ciekawe co też tam się dzieje w środku, że tak na tym układ pokarmowy cierpi… W każdym razie, nic przyjemnego. Ale podobno po 3 miesiącu przechodzi. Mam nadzieję. Ostatnio przeczytałam w jakiejś prasie dzidziusiowatej, że mdłości zdarzają się rano, a „co bardziej pechowym kobietom przez cały dzień”. Ech, jak to miło mieć świadomość, że jest się tą „pechową kobietą” z całodziennymi nudnościami. Przepraszam, że taka monotematyczna jestem, ale uwierzcie, że nie jestem w stanie skupić się na czymś innym. Cóż zrobić… Ale powiem Wam, że i tak jest wspaniale :)))