35 lat. I pół roku.

miki_i_witek

Oby nikogo nie zwiódł tytuł – 35 lat skończyłam niedawno ja (dzięki za wszelkie życzenia przekazywane za pomocą różnych mediów), a pół roku należy do Witolda. Oczywiście z lekkim poślizgiem, jak to ostatnio – dokładnie to pół roku i 18 dni. Read more

Pięć miesięcy

witek na brzuchu

Ostatni miesiąc minął mi tak szybko, że nawet nie zdążyłam wstawić wpisu na pięciomiesięcznicę Witka. Bo dziś ma już 5 miesięcy i 14 dni ;)

Z bólem serca żegnam kończące się wakacje. Przed nami trzecia klasa Mikołaja. Mam nadzieję, że podołamy wyzwaniu ;) Wyprawka zrobiona już na początku sierpnia – poprzez zmasowany atak na Lidla i Biedronkę. Ilość papierniczych gadżetów, które tam zakupiliśmy jest tak kolosalna, że chyba wystarczy jeszcze dla Witka ;) Z niezbędnych rzeczy zostały do kupienia buty wizytowe, na w-f i zmienne obuwie do szkoły.

Lato spędziliśmy głównie w mieście. Oprócz Mikołaja, który szczęśliwie przez tydzień lenił się w Kołobrzegu z dziadkami, a później był na wsi u drugiej babci. (Mogłam w tym czasie odgruzować jego jaskinię. Porządku powinno wystarczyć na jakiś jeden dzień po powrocie Mikołaja do domu ;)). Podczas dwóch tygodni Mariuszowego urlopu na nowo postanowiliśmy odkryć Wrocław. Dziwiliśmy się całej masie remontów i modernizacji, jakie dokonały się w mieście w ostatnich latach. Dawno już nie wypuszczaliśmy się spacerowo poza Rynek (i trasę Rynek-Galeria Dominikańska), więc dziwić się było czemu. Przede wszystkim nabrzeże Odry. Spacerowaliśmy od Urzędu Wojewódzkiego do Uniwersytetu, potem na drugą stronę Odry, przez Ostrów Tumski. Szok! Zniknęły żulerskie krzaki, zniknęły płoty i ukazał się przepiękny spacerniak z ławeczkami, krzesełkami, fontanną do pluskania. Bardzo przyjemne miejsce.

nadodrze

Podobnie sprawa wygląda z okolicami fosy staromiejskiej. Ruszyliśmy z okolic Renomy w lewo – w stronę Narodowego Forum Muzyki (przy okazji oglądając z bliska budynek NFM, bo do tej pory nie mieliśmy okazji, oraz krasnoludzką orkiestrę symfoniczną) – pełny zachwyt. Zadbany deptak, zielony, przyjemny, czysty, z mnóstwem ławeczek. I Pokemonów ;)

orkiestra krasnoludków

Udało nam się też odwiedzić zoo. Dotarliśmy tam około 11.00 – nie staliśmy w żadnej kolejce! Ani do kasy, ani do Afrykarium. Nie wiem, czy mieliśmy takie szczęście, czy po prostu była to kwestia zwykłego dnia tygodnia i przedpołudniowych godzin. W każdym razie: Afrykarium zrobiło na nas duże wrażenie. Spędziliśmy w nim ponad godzinę (a można i dłużej), a w sklepie z pamiątkami przy wyjściu straciliśmy Mikołaja posag ;) Na Witku Afrykarium również zrobiło spore wrażenie – zwłaszcza akwaria z pływającymi kolorowymi rybkami :)

rybki

Mikołaj i żyrafa

Przy okazji wycieczek po Wrocławiu odkryliśmy kilka lodziarni z pysznymi rzemieślniczymi lodami oraz mój hit – pączkarnię na Świdnickiej. Za 2,5 zł można zakupić tam świeżego ciepłego jeszcze pączka z jedną z naprawdę wielu konfitur lub bez niczego (co było ważne w przypadku Mikołaja ;)).

Reasumując – wypiękniało nam miasto (może z wyjątkiem ogromnego betonowego placu przy Forum Muzyki – w upał robi się tam nie do zniesienia. Rozumiem, że pod spodem jest parking podziemny, ale czy nie można było tam postawić chociaż jakichś donic z czymś zielonym, albo nawet kolejnej fontanny? ;P).

24 lipca Witek zaliczył swoją pierwszą wizytę na basenie. Poradził sobie dobrze :) Nie bał się, ale był bardzo poważny – cienia uśmiechu nie udało nam się z niego wydobyć kiedy był w wodzie. Na leżaku to już co innego – śmiał się do rozpuku ;) W wodzie Witold spędził około 40 minut, następnie zasnął ekspresowo jeszcze na przewijaku. Przespał kolejne 40 minut i później miał drugą turę moczenia – jakieś 30 minut. Od tego czasu byliśmy w aquaparku w sumie 3 razy. I Witek zaczął się uśmiechać również w wodzie :) Od września zapisaliśmy się na zajęcia z pływania dla niemowląt. Będziemy chodzić całą rodziną, bo na karnet może wejść 2 opiekunów z dzieckiem na 2,5 h. Będziemy dopłacać tylko za Mikołaja. Ciekawe, czy Witkacowi spodobają się takie zabawy w wodzie. Mikołaj w jego wieku również chodził na pływalnię i bardzo mu się podobało (oprócz chwil, gdy się wychodziło z wody – w Pulsantisie było zawsze strasznie zimno, co najczęściej kończyło się katarem).

basen

Wczoraj oficjalnie pożegnaliśmy się z kołyską Witka. Korzystaliśmy jeszcze z niej doraźnie, ale bardzo rzadko – Witek zrobił się ogromny i ciekawski – nie bardzo już chciał w niej leżeć, nawet na chwilę. Nie ma więc sensu trzymać mebla po to tylko, żeby był. Z nutką nostalgii, ale trzeba było rozkręcić. Będzie czekać w piwnicy na wnuczęta. Chyba, że ktoś będzie chciał pożyczyć :)

W lipcu wyremontowaliśmy balkon. W sumie słowo „remont” nie do końca jest trafne. Balkon został po prostu wykończony – na posadzce pojawiły się kafle, a na kaflach meble. I dwa kwiaty – ikeowskie bonsai i wrzos. Obie rośliny dzielnie walczą o przeżycie pod moją opieką. Na razie o nich pamiętam :) A balkonem nieustannie się zachwycamy. Włącznie z Witkiem, który poleguje na nim na macie.

balkon

Witek rośnie w siłę i umiejętności. Waży około 9 kg. Śmieje się do wszystkich, zaczepia i ogólnie jest milusiński i do schrupania. Tylko spanie „zeszło na psy”. Budzi się w nocy dwa razy, a nie raz ;) Pierwszy wieczorny sen trwa zazwyczaj około 5-6 godzin, potem budzi się po 3 godzinach po raz drugi. No i po kolejnych trzech godzinach budzi się już na dobre, czyli na około 1,5 h. W dzień nie jest już tak różowo ze snem – Witkowi zazwyczaj wystarcza pół godziny na regenerację. Musi się zdarzyć jakiś cięższy dzień (tak jak na przykład wczoraj, po całodziennej wyprawie do Gniezna i Głuchowa, która go ewidentnie wykończyła), by w ciągu dnia przespał ciągiem prawie trzy godziny. Najczęściej dzień upływa pod znakiem około trzech półgodzinnych drzemek. Przy czym najwyraźniej Witkowi to służy – rozwija się dobrze i jest pogodny. Tylko ja po cichu wzdycham, bo długotrwałe drzemki się przydają – wie to każda mama niemowlaka. Oczywiście przydają się mamie :) Liczę, że może się to jeszcze odmieni. W każdym razie Witek jest najwyraźniej ciekawski świata i szkoda mu czasu na spanie.

Mikołaj coraz bardziej przywiązuje się do brata. A i po Witku widać, że lubi towarzystwo Mikołaja. Nawet przez telefon – kilka dni temu Witek marudził przed spaniem i akurat zadzwonił Mikołaj. Przyłożyłam Witkowi słuchawkę do ucha, Mikołaj zaczął mówić, a Witek natychmiast się uspokoił i zaczął wsłuchiwać się w Mikołaja głos.

W ubiegłą sobotę byliśmy w Bolesławcu na Święcie Ceramiki. Straganów z piękną ceramiką mnóstwo, podobnie jak ludzi. Zeszliśmy też targ staroci, który odbywał się równolegle. Mariusz złowił na nim stary numer „Przekroju” z 1953 r., wydany w związku ze śmiercią Stalina. Z ceramiki natomiast zakupiona została maselniczka, dwa anioły, krzyżyk do Witkowego pokoju oraz kogut. Witek poradził sobie z całą podróżą doskonale, część przespał, część obserwował. Tylko nam nogi wieczorem odpadały.

Na koniec Witkowe umiejętności na dziś, to jest 5 miesięcy i 8 dni:

  • utrzymuje się na brzuchu ponad 10 minut
  • z pozycji na plecach obraca się na obydwa boki
  • z pozycji na plecach obraca się na brzuch – na razie tylko przez lewy bok
  • w pozycji na brzuchu zaczyna podpierać się na samych dłoniach
  • chwyta dłońmi za stopy, bawi się stopami (od 29.07)
  • chwyta dłońmi za stopy i przyciąga je do ust (od 27.08) – częściej lewą niż prawą, póki co
  • chwyta wszystko, co ma pod ręką (dobrze wiedzą to Mariusza porozciągane przy szyi koszulki ;) I baldachim, który wczoraj musiałam już zdjąć, ponieważ Witek ciągnął za niego i się nim przykrywał)
  • skrobie paluszkami we wszystko
  • chwyta przedmiot, który ktoś przed nim trzyma
  • próbuje (i coraz częściej mu się udaje) chwycić przedmiot leżący obok
  • przekłada przedmiot z ręki do ręki
  • obraca w dłoniach trzymany przedmiot
  • wszystko, co uda mu się chwycić wkłada do ust
  • rozpoznaje nas z odległości kilku metrów – zauważa i uśmiecha się na nasz widok
  • rozpoznaje nasze głosy. Gdy przebudza się w nocy na karmienie i kwili, potrafi uspokoić się, gdy do niego mówię jeszcze zanim dojdę do łóżeczka
  • lubi bawić się w „akuku” w wersji z przykrywaniem twarzy apaszką/tetrową pieluszką. Tak się wyuczył tej zabawy, że wystarczy machnąć nad nim apaszką i już się cały trzepocze z radości
  • interesują go wszelkie dźwięki
  • uspokaja się, gdy śpiewam mu „Pszczółkę Maję”
  • coraz lepiej znosi jazdę samochodem
  • głuży dużo i głośno. Czasami w głużeniu pojawia się głoska /m/ w połączeniu z /e/ – „me”, „em”. Wnikliwie obserwuje twarz i usta osoby, która do niego mówi
  • nadyma policzki, wypuszcza powietrze przez zwarte wargi wydając zabawne dźwięki – /b/, połączenie: „bwwwwww” oraz parska (to wszystko od 25.08)
  • ma kilka ulubionych zabawek: piłeczkę Oball, szmaciaki (lew, kot, zając), kostkę materiałową (zakupioną w Bolesławcu), gryzaki z Canpola – takie na ząbkowanie, wypełnione wodą. Uwielbia też piłkę-jeżyka, ale trzeba mu ją ostrożnie dawkować – piłka jest standardowej wielkości, coś jak do nogi, nie da się włożyć do buzi – gdy Witek się dorwie do tej piłki, to po kilku minutach niebiańskiego wręcz zachwytu i trzęsienia się z wrażenia zaczyna przeraźliwie i rozpaczliwie płakać. Prawdopodobnie dlatego, że piłki nie da się skonsumować w żaden sposób.
  • coraz więcej czasu spędza na macie. Dokupiłam niedawno w sieci osiem puzzli piankowych pasujących do takich, które lata temu kupiliśmy w Pradze Mikołajowi. Takie z Krecikiem. Udało mi się namierzyć tego samego producenta i teraz Witek ma złożone dwa komplety do kupy – 1,2 m wszerz i 1,2 m wzdłuż. Sporo miejsca na turlanie i leżenie

nogi

Przy okazji rozrastania się Witka wzdłuż i wszerz uszyłam kilka dni temu nową partię spodni. Może do zimy wystarczą ;)

spodnie

Wczorajszy wieczór spędziliśmy pierwszy raz – Mariusz i ja – bez dzieci, od czasu, kiedy urodził się Witek. Wszystko to za sprawą biletów na Capital of Rock i dzięki nieocenionej pomocy babci Basi, która zgodziła się przyjechać i zaopiekować swoimi wnukami. Nie powiem – było mi nieswojo zostawiać Witka na tyle godzin bez cycka (postuluję do Najwyższego, by jednak przemyślał kwestię odczepianego biustu w dalszych etapach ewolucji. Dla większego spokoju matek i mniejszych wyrzutów sumienia). Ale okazało się, że niesłusznie – płaczu nie było, dzieci grzecznie się zachowywały, Witek nadal czarował babcię słodkością i nie miał problemów z zaśnięciem. A przyjemnie było wyczyścić głowę przez kilka godzin nie mając pod opieką żadnego nieletniego ;)

Co do samego koncertu, to nie jestem fanem żadnego z występujących zespołów, w związku z czym repertuar był mi (poza w sumie czterema piosenkami) zupełnie nieznany. Sprawiedliwie muszę przyznać, że technicznie i widowiskowo Rammstein zrobił niezłe wrażenie. Muzycznie… cóż. Nie mój klimat. Ale byłam, widziałam, słyszałam, wystarczy :) Za to Mariuszowi bardzo się podobało i to się liczy :)

Tyle na dziś. Było długo. Tym, którzy dotarli do końca – gratuluję :)

Witek uśmiechnięty

Wakacje!

Witek

Nareszcie wakacje :) Mikołaj czekał na nie już od dawna (jakoś tak od 1 września ;)), my mniej-więcej od maja, gdy po starszej latorośli widać już było „zmęczenie materiału” w postaci rosnącej liczby uwag ze strony wychowawczyni ;) Read more

Kwartalnik

witek łowicki

Od kiedy Witek zagościł w naszym życiu czas biegnie mi tak szybko, że zdziwiłam się dziś niezmiernie, iż ostatni wpis jest prawie sprzed miesiąca! Czas nadrobić zaległości. Read more

Dwa miesiące!

Witek

Od ostatniego wpisu minęły prawie 3 tygodnie. Pora nadrobić zaległości :) Zwłaszcza, że Witkowi „stuknęły” wczoraj równe 2 miesiące życia z nami. Read more

Rośniemy w siłę

W piątek byłam z Witkiem u neurologa dziecięcego, by ocenić napięcie mięśniowe. Read more

6 tygodni Witka

Witkac

Wczoraj minęło 6 tygodni, od kiedy Witek jest z nami. Nawet nie wiem, kiedy to zleciało. Nie nadążam o nim pisać :) Read more

Witaj, Witku! cz. 2

„Odpoczywanie” na sali pooperacyjnej trwało do wieczora. Na jakiś czas dwukrotnie przyniesiono Witka, bym mogła go przystawić do piersi i poprzytulać. Read more

Wracamy w powiększonym składzie

Powroty często są trudne. Zwłaszcza te po kilku latach „niebytności”. Tak jak ten. Od miesięcy chodziła mi po głowie myśl, że to już czas, by kontynuować tego bloga, ale ciągle coś stawało na drodze. Zazwyczaj lenistwo ;) No i zapomniane hasło (ale to przy mężu programiście wcale nie był aż taki wielki problem, jak mi się zdawało). Read more

Powrót – 28.10.2011

Stary wpis, znaleziony w „Szkicach”, ale – o dziwo – dokończony. Więc publikuję dziś, na poczet nadziei na kontynuację bloga :)

28.10.2011:

Tak, staram się wrócić, choć nie jest to proste. Czasu coraz mniej, a jak jest wolna chwila, to przyznaję bez bicia, że zlegam przed telewizorem i się odmóżdżam. Obecnie czas mam o tyle, że leżę od dwóch dni plackiem, bo wysiadł mi kręgosłup. Tak naprawdę nie wiem, co to. Byłam na pogotowiu, tam stwierdzono, że kręgosłup mam krzywy, zrotowany i przez to zaczął boleć. Tak samo bolało mnie ze trzy lata temu, gdy dźwigałam Micha. Chociaż aż takiej masakry nie było. Mam zwolnienie, mam lekarstwa, liczę, że dojdę do siebie szybko.

Kilka wydarzeń z ostatnich… 7 miesięcy

Pierwsza rzecz – Mikołaj dostał się do przedszkola publicznego. Do końca sierpnia chodził jeszcze do Zaczarowanej Krainy, a od 1 września poszedł już do masówki. Początki były trudne (chyba bardziej dla nas niż dla niego), bo nie byliśmy do końca pewni, czy dobrze zrobiliśmy. Przedszkole jest nowe, Michu trafił do niego w dniu otwarcia – wszyscy byli spanikowani. I panie w grupie, i dzieci (Michu przeszedł to spokojnie, miał już doświadczenie po Zaczarowanej, inne dzieci przeżywały tego dnia swój pierwszy raz w przedszkolu) i rodzice. Na początku panował tam totalny burdel, ale póki co myślę, że Michu szczęśliwie trafił na sensowne nauczycielki, więc nie powinno być źle. Brakuje mi tylko takiego przepływu informacji na temat zachowania dziecka, jak to było w poprzednim przedszkolu. Jedna pani + pomoc nie zawsze na wszystko zwrócą uwagę… Ale póki co, Michu daje radę, lubi tam chodzić i to jest najważniejsze. Zapisaliśmy go na zajęcia dodatkowe, póki co też mu się podobają, więc chyba będzie ok.

Kolejna rzecz – w lipcu obroniłam pracę dyplomową z logopedii. Z wynikiem bardzo dobrym. Z tego powodu zmieniło się wiele rzeczy. Po pierwsze zmieniłam pracę – z gimnazjum na podstawówkę. Mam tam 6h jako nauczyciel informatyki oraz 5h jako logopeda. W rezultacie trochę więcej tych godzin logopedycznych, bo prowadzę też dodatkowe zajęcia logopedyczne ze środków unijnych. Do tego otworzyłam własną działalność gospodarczą i przyznać muszę, że całkiem dobrze się to kręci. Mam kilkoro dzieci „na mieście”, dojeżdżam też do przedszkola prywatnego, gdzie prowadzę zajęcia logorytmiczne oraz indywidualne z dziećmi. Pracy mam dużo, ale nie narzekam, bo nie spodziewałam się, że tak szybko się to wszystko ruszy od samego początku.

Wakacje. Baaardzo sympatyczne. Mimo że przez kawałek Michu był chory tak, że skończyło się antybiotykiem. Ale będę pisać tylko o pozytywach. Przede wszystkim, to miejsce – Nowa Morawa koło Stronia Śląskiego. Spędziliśmy tam dwa tygodnie i trzeba przyznać, że wypoczęliśmy rewelacyjnie. Wynajęliśmy domek (za sąsiadów mieliśmy Monikę, Bartka, Tosię i Indianę). Objechaliśmy kawał ziemi kłodzkiej oraz zaliczyliśmy dwa wypady do Czech. Udało nam się dotrzeć z Michem na Igliczną – jego pierwsza góra zdobyta samodzielnie. Przy okazji niepogody Mikołaj brał udział w warsztatach czerpania papieru w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju. Baaardzo mu się podobało :)

Latem udało nam się jeszcze na dwie góry dotrzeć – na Ślężę oraz na Szczeliniec. Wszędzie Michu dotarł o własnych siłach. Dumni byliśmy z niego bardzo.

Co do samego Mikołaja, to rośnie tak szybko, że co chwilę trzeba dokupować mu nowe ciuchy lub buty. Średnio 1 cm na miesiąc, jeśli chodzi o wzrost. Do tego rosną mu blond włosy, których nie pozwala sobie obciąć. Zaliczyliśmy już jedną wizytę u fryzjera, gdzie wszyscy oczekiwali (i fryzjerka, i my, i klienci) na rychły koniec, bo Michu darł się tak, jakby mu skalp zdzierali. A golić go już nie chcę, bo jakoś mi się już taki duży Mikołaj z jeżem na 3mm nie podoba.

Poza tym Michu rozwija się też w innych zakresach – nie tylko tych fizycznych ;) Mówi nieco lepiej, choć i tak uważam go za moją logopedyczną porażkę ;))) Nie chce ze mną ćwiczyć, piernik jeden. Raczej jest zrozumiały dla otoczenia, ale mogłoby być lepiej. Generalnie, jak nie uda mi się go zachęcić teraz, to za kilka lat nie będzie miał wyjścia – będzie starszy, teoretycznie mądrzejszy i liczę, że wtedy coś wskóramy.

Michu potrafi świetnie liczyć. Sprawnie liczy do 10, potrafi dodawać i odejmować do 5 mniej-więcej. Robi się też bardziej spostrzegawczy (a były z tym kłopoty). Trochę gorzej jest ze skupieniem uwagi. Czasami trafia mnie, gdy widzę, jak Michu się ubiera (sytuacja z dzisiejszego ranka) i zamiast patrzeć na to, co robi, rozgląda się wokół czego efektem są dwie nogi w jednej nogawce spodni. Ech… Ale przyznać muszę, że i tak świetnie sobie radzi. W czasie wakacji nabrał trochę krzepy, podciągnął się fizycznie. Z zachowaniem bywa różnie – w pierwszych tygodniach nowego przedszkola był tak zmęczony (siedzi tam niestety po 8h), że chwilami można było zwariować od różnych histerii i fochów. Ale wychodzimy na prostą. Pewnie do czasu – widzę, że to powraca cyklicznie co jakiś czas. Ale teraz Mikołaj ma dużą motywację. Stara się dobrze zachowywać, bo zapracowuje sobie na chomika, którego obiecaliśmy mu na urodziny. I przyznam, że efekty są.

Mikołaj zabija nas różnymi pytaniami i swoimi spostrzeżeniami. Niestety, nie notuję ich ostatnio, a szkoda. Chyba czas zacząć, bo potem te teksty ulatują z głowy, a są świetne. Np. „Co to jest asfalt?” „To taka substancja, którą się kładzie na drogę, by mogły nią jeździć samochody. Jak się ją kładzie to jest bardzo gorąca” „Aha… To jak ją kładą ludzie, to muszą stać na chodniku, żeby się nie poparzyć”. Logika w czystej postaci :) Albo wczoraj: „Były dzisiaj zajęcia plastyczne?” „Tak”. „I co robiliście?” „Lepiliśmy pieski z gliny.” „I ty też ulepiłeś pieska?!” (pytam z zachwytem, bo gdy ostatnio lepili kotka, to Mikołaj ulepił… sygnalizator świetlny). „Nieee… Ja ulepiłem drogę…” „Drogę?” (pytam z rozczarowaniem). „Taaak… Dla piesków!” Ech :)

Ostatnie zabawy Micha skupiają się przede wszystkim na zabawie w przedszkole. On jest panią ze swojej grupy, w pokoiku siedzą dzieci i Mikołaj nimi „rządzi” ;) Fajnie to wygląda – prowadzi dla nich zabawy, sprawdza obecność z listą i wypuszcza do domu, gdy przychodzą wyimaginowani rodzice. Poza tym ciągle na tapecie są znaki, światła oraz budowanie drogi. Mariusz kiedyś mu powiedział, że taki pan od ustalania gdzie stoi jaki znak, albo jak działają światła to inżynier ruchu drogowego. I od tego czasu Michu opowiada wszystkim, że będzie „insyniejem juchu djogowego”. Coś w tym może być… Na znakach zna się lepiej niż my, do tego jest pierońsko spostrzegawczy – wypatrzy najmniejszą zmianę na ulicy ;) Ogólnie to zabawny ten nasz Misiek.

Tyle na dziś. Kolejne streszczenie za pół roku ;)