miki_i_witek

Oby nikogo nie zwiódł tytuł – 35 lat skończyłam niedawno ja (dzięki za wszelkie życzenia przekazywane za pomocą różnych mediów), a pół roku należy do Witolda. Oczywiście z lekkim poślizgiem, jak to ostatnio – dokładnie to pół roku i 18 dni.

Co u nas? Przede wszystkim panoszy się u nas jakiś wirus obrzydliwy, przyniesiony prawdopodobnie przez Mikołaja ze szkoły. Najpierw zmogło Micha, potem Witka, obecnie zwalczamy go my – starszyzna. U Mikołaja poszło w zapalenie krtani. Na kilka dni zamilkł był zupełnie, co sprawiło z kolei, że nasze uszy trochę odetchnęły ;) Witek przechodził znacznie gorzej – z gorączką i silnym katarem, do tego nałożyło mu się ząbkowanie. Jednak, dzięki Bogu i firmom farmaceutycznym, na rynku są dostępne krople do nosa dla dzieci od 3 miesiąca życia. W połączeniu z inhalacjami uratowały nam życie. Witek zdrowieje w oczach (i gardle).

Dwa tygodnie temu, po ostatecznych poprawkach, oddałam wreszcie do dziekanatu pracę dyplomową. Teraz czekam na termin obrony – prawdopodobnie na początku listopada. Nareszcie będzie z głowy.

Niedawno kupiliśmy dla Witkaca nosidło. Takie o: Lenny Lamb. Wypróbowaliśmy je już kilkukrotnie i sprawdza się znakomicie – i z mojego punktu widzenia (bardzo wygodne) i z punktu widzenia Witka – ewidentnie lubi w nim siedzieć. Przy tej okazji znaleźliśmy bardzo fajny sklep z artykułami dla dzieci: BikeOvo. A tutaj drugi: 3kiwi, na Popowickiej, w którym oglądaliśmy krzesełka do karmienia. Ciekawe w tych sklepach jest to, że mają sporo asortymentu wykraczającego poza standardowe sieciówki typu Smyk lub wrocławski Askot. Czasem tylko ceny dobijają ;)

Nosidło wypróbowaliśmy po raz pierwszy w Częstochowie. Wybraliśmy się tam w pewną upalną wrześniową niedzielę. Z wielu powodów nie był to dobry pomysł: i za gorąco, i niedziela (=tłumy), i jeść nie było gdzie (bo tłumy pielgrzymów z ZUS (!) zarezerwowały miejsca we wszystkich chyba barach w promieniu kilku kilometrów). W dodatku z miejsc, które potencjalnie dla Mikołaja mogłyby być atrakcją (czyli Sala Rycerska i Arsenał) zrobiono kolejne miejsca pamiątek po Janie Pawle II. Dobrze, że choć Skarbiec przetrwał w swej okazałości. Udało mi się zabrać Mikołaja na wieżę. Podobało mu się.
A tu chwila na karmienie Witka w samym centrum Jasnej Góry:

jasnagora

Od początku września Witold uczęszcza na zajęcia pływania dla niemowląt. Byliśmy już 3 razy (ubiegły tydzień nam odpadł w związku z choróbskiem). Witek radzi sobie fajnie, w wodzie bawić się lubi, zdarzyło mu się nawet zanurkować. Pierwsze dwie próby z nurkiem były spokojniejsze, tydzień temu jednak nurek Witka przestraszył mocno, bo skończyło się na ogromnym płaczu. Ale przyzwyczai się :) Na drugich zajęciach Mariusz porobił nam trochę zdjęć. Można je zobaczyć tutaj: Klik

nurek

Przy okazji nowego roku szkolnego i rozpoczęcia przez Mikołaja trzeciej klasy zaczęły się przygotowania do Pierwszej Komunii w naszej parafii. Kombinujemy z Mariuszem, za podpowiedzią Moniki, żeby udało się to połączyć z Chrztem Witka. Trzeba tylko do proboszcza zagadać. Komunia jest 4 czerwca, więc Chrzest mógłby być dzień wcześniej. Przy okazji udało nam się – cudem! – zarezerwować lokal na przyjęcie komunijne w Agawie przy Parku Południowym. Podjechałam tam zaraz następnego dnia, gdy proboszcz ogłosił nam termin uroczystości, ale manager sali i tak była zaskoczona, że rezerwujemy bardzo późno – u nich rezerwacje na Komunię w 2017 robiono już na wiosnę tego roku. Nam się udało dlatego, że dzień wcześniej ktoś odwołał swoją rezerwację.

Od kilku tygodni poszukuję krzesełko do karmienia dla Witka. Konkretne – Stokke, Tripp Trapp. Mamy jedno dla Mikołaja (ale wersję podstawową, bez baby set i reszty) i jesteśmy z niego zadowoleni od ponad 4 lat nieustannie każdego dnia :). Nic się z nim nie dzieje, bardzo solidnie wykonane, drewniane, rośnie z dzieckiem. Niestety – nowe krzesełko z doposażeniem dla niemowlaka kosztuje prawie 1500 zł. Rozglądam się na allegro i na olx. Na tym pierwszym pojawia się od czasu do czasu coś, co możnaby kupić. Jedyny problem, że zazwyczaj są to stare wersje tych krzesełek – tzn. wyprodukowane przed majem 2003r.,co sprawia, że obecnie dostępne doposażenie nie pasuje. Inaczej ma się sprawa z olx. Tutaj pojawiają się nawet nowe, nieodpakowane jeszcze krzesełka i baby set, w bardzo preferencyjnych cenach, jednak… zdecydowana większość z nich śmierdzi przekrętem. Zwłaszcza, gdy ciągle ta sama para osób wystawia niemal codziennie jedno krzesełko, a płatność jest tylko z góry (oczywiście, w opisie nie jest to zaznaczone – niby można odebrać osobiście, ale po próbie kontaktu z mojej strony, by się umówić na odbiór okazuje się, że z drugiej strony jest sto przeszkód i najlepiej, by było, gdybym się zgodziła na wysyłkę pocztą). Ech. Ale liczę, że w końcu się uda coś upolować. Witkowi coraz bliżej do stabilnego siedzenia i fajnie by było, gdyby miał na czym.

Dwa tygodnie temu poszliśmy rodzinnie do fotografa strzelić foty na paszport. Następnie złożyliśmy wnioski i obecnie czekamy na znak-sygnał do odbioru. Najlepsze zdjęcie ma Witek – banan od ucha do ucha :)

Muszę się pochwalić. Zrobiłam dziś coś, co zasługuje przynajmniej na gratulacje, jeśli nie na tabliczkę dobrej mlecznej czekolady z orzechami. Otóż… Kupiłam Witkowi kombinezon zimowy! Tak, wiem, wydaje się, że to jest żaden sukces. Ale uwierzcie – to JEST sukces. Bo ja nie potrafię kupować ciucha, który jest bardziej puchaty niż dziecko, które następnie trzeba umieć w niego wbić. Wbić i jednocześnie nie zgubić go w tym kombinezonie (co mogłoby się zdarzyć, gdyby był jednak za duży). Dodatkowym problemem jest fakt, że nijak nie da się tego przymierzać w sklepie. Spróbowałam jeden raz – w Smyku na stoliczku z klockami. Witek wił się i darł wniebogłosy (nie, powodem nie był klocek wbijający się w plecy). Więcej nie spróbowałam. A obejrzałam tych kombinezonów z piętnaście… Za rok – gdy dziecię moje upodobni się już do Homo Sapiens i stanie na dwóch nogach, to będzie luksus. Ale teraz po prostu nie da się ucelować w dobry rozmiar. Albo będzie za duży, albo za mały. Taki sam problem był przy Mikołaju. Jestem niewydolna pod tym względem. Chętnie bym na kogoś ten obowiązek scedowała…

Moje wnioski po kilku godzinach chodzenia po sklepach: 1. większość producentów zakłada, że dziecko o rozmiarze ubrania 80 chodzi (a przynajmniej samodzielnie stoi) i ma prawdziwe zimowe buty na nogach (dlatego nogawki są zwykłe jak w spodniach, ewentualnie z gumką na but, bez „kombinezonowych” papuci). Niewielu zakłada, że dziecko może być wyrośnięte, potrzebować ciuch rozmiar 80 i nie umieć stać. 2. Kombinezony niemowlęce ważą niemal tyle, co niemowlęta w nie pakowane. No dobra, przesadzam, ale zdecydowana większość z tych, które dziś widziałam była nieprawdopodobnie ciężka. 3. Poliester rządzi. Wiem, że zewnętrzna warstwa, by była nieprzemakalna, pewnie musi być z poli (musi?). Ale czy w środku nie może być jakaś miła bawełna?

Koniec końców kupiłam. W Factory Outlet, w Coccodrillo, rozmiar 80, z doczepianymi papuciami, z rękawiczkami i bawełną w środku. Czyli jednak się da. Alleluja!

I na koniec Witkowe umiejętności na wiek 6 miesięcy i 2 tygodnie:

  • w pozycji na brzuchu potrafi się opierać na dłoniach, unosi się na nich wysoko
  • nadal obraca się z pleców na brzuch tylko przez lewe ramię. Prawa strona jest wyraźnie nielubiana ;)
  • bardzo chce siedzieć, ale jeszcze nie potrafi ;)
  • ładuje sobie do ust obie zarówno prawą jak i lewą stopę. Łapie je naprzemiennie
  • bardzo powoli rozszerzamy dietę wg BLW (czekam jednak aż stabilnie usiądzie). Zjada chętnie, ale ma jeszcze problem z trafianiem jedzeniem do ust
  • w pozycji na brzuchu podciąga nogi pod brzuch i próbuje pełzać. Robi to obydwoma nogami jednocześnie lub naprzemiennie. Nie wiem, od czego to zależy. I pełza tylko na łóżku w sypialni – na narzucie ma łatwo, bo jest śliska. Na dywanie w salonie od razu dostaje furii i płacze. Ewidentnie z Witka też nie będzie typ „po trupach do celu” (patrz: starszy brat ;))
  • uwielbia być łaskotany. Śmieje się wtedy tak głośno i szczerze, że radość udziela się wszystkim
  • cały czas domaga się towarzystwa. Owszem, poleży na łóżku bądź na dywanie, ale po chwili woła (czytaj: wrzeszczy) i nie daj Boże, by nikt nie zareagował…
  • rozpoznaje swój śpiworek do spania – uspokaja się i uśmiecha, gdy po kąpieli jest w niego ubierany. Wie, że za chwilę pójdzie spać
  • drzemki w ciągu dnia trwają po ok. 30 minut. Czasem zdarzy się jakaś jedna dłuższa. Wieczorem zasypia około 20.00, zazwyczaj budzi się ok. 23.00, potem 2-3.00 i standardowo o 6.00 jest wyspany (nawet tego nie komentuję…)
  • całkiem dobrze znosi jazdę samochodem. Okres czuwania potrafi spędzić na zabawie, niekoniecznie na płakaniu ;)
  • jest ciekawy wszystkiego. Chce wszystko złapać i zjeść. Od razu.
  • cały czas nie ma zęba! Ząbkowanie trwa i trwa, prawa jedynka jest już niemal na wierzchu, ale chyba postanowiła nas dręczyć, skubana, bo przebić się nie może

I jeszcze na koniec końca film. Z półrocza. Tutaj: Klik