Witek

Nareszcie wakacje :) Mikołaj czekał na nie już od dawna (jakoś tak od 1 września ;)), my mniej-więcej od maja, gdy po starszej latorośli widać już było „zmęczenie materiału” w postaci rosnącej liczby uwag ze strony wychowawczyni ;)

Ale dotrwaliśmy szczęśliwie do końca czerwca i w końcu można odpocząć: od lekcji, zajęć dodatkowych, porannego wstawania (w sumie to się w moim i Mariusza przypadku nie bardzo zmieniło) i innych związanych ze szkołą spraw.

Jesteśmy już po jednym wakacyjnym wyjeździe – w trójkę (Mariusz niestety chodził do pracy) odpoczywaliśmy w Głuchowie. Witek i ja wróciliśmy szybciej, Mikołaj o kilka dni wydłużył swój pobyt, zahaczając przy okazji o festyn rodzinny, na którym udało mu się wygrać pistolet na koperetki. I teraz wszyscy, którzy nie pochodzą z okolic Kościana jak ja i nie mają zielonego pojęcia o gwarze poznańskiej, zastanawiają się: co to, do licha, są te „koperetki”? Już wyjaśniam: to kapiszony. Nie mam pojęcia skąd nazwa „koperetki”, ale o pochodzeniu wielu słów z gwary nie mam pojęcia, a używam ich do dziś :). Znam ją od dzieciństwa, kiedy to w odpustowych „budach” można było pistolety na koperetki właśnie kupić. Mnie osobiście szokowała nazwa „kapiszony”. Była dla mnie tak samo abstrakcyjna, jak dla innych „koperetki”. ;)

Witek pobyt w Głuchowie przeżył znakomicie. Generalnie nie było dla niego różnicy, czy to dom we Wrocławiu, czy też jakiś inny. Nie było żadnych problemów ani ze spaniem, ani z karmieniem, ani z samym usypianiem. Ogólnie rzecz biorąc: zadowolony z życia mały człowiek zmienił otoczenie będąc nadal zadowolonym z życia :) A ja razem z nim, ponieważ miałam realną szansę odpoczynku – babcia Basia, zakochana w swych wnukach, zajmowała się chętnie obydwoma ;) Wózek Witka trzeba będzie chyba niedługo serwisować, bo opony aż się grzały, takie babcia z wnukiem robiła kilometry po osiedlu :)

Przy okazji Witkowego pierwszego wyjazdu z noclegiem zakupiliśmy łóżeczko turystyczne. Baby Design, model Dream, w kolorze szarym. Sprzęt sprawdził się znakomicie. Trochę się pozmieniało w kwestii łóżeczek turystycznych od czasu, kiedy to Mikołaj był mały. Wtedy dostaliśmy łóżeczko „spadkowe” po Tosi, które obecnie miałoby pewnie jakieś 13 lat. Łóżeczko Witka jest, przede wszystkim, lżejsze niż to Mikołajowe. Sposób składania i rozkładania jest taki sam, ale łóżeczko ma możliwość ustawienia dna na dwóch wysokościach, co obecnie jest wykorzystywane przez nas bardzo chętnie. Do zestawu jest dodawany składany przewijak, który bardzo ułatwia sprawę (nie mówiąc już o kręgosłupie, który nie cierpi tak bardzo jak przy przewijaniu np. na kanapie). Jest też gadżet – pałąk z zabawkami. Witkowi bardzo się podobał :) Do łóżeczka dokupiliśmy w Askocie składany materacyk Fiki-Miki, czarny. Jest to dobre rozwiązanie, bo materacyk dołączany do łóżeczka jest średnio wygodny.

Jutro Witek kończy 4 miesiące. To czas rozwijania kolejnych umiejętności. Zrobił się z niego niezły chichotek :) Śmieje się dużo, głośno i (na razie!) do wszystkich. Od niecałych trzech tygodni zaczyna chwytać. Zaczęło się od tego, że zauważył (trochę ponad miesiąc temu), że ma ręce, i że można te ręce wpakować sobie do buzi. Następnie zaczęło docierać do Witka, że ręce mają palce, a palcami można coś chwycić. Początkowo chwytał to, co pod te palce mu podeszło – swoje ubranie, moje ubranie, czasem zabawkę, która leżała obok niego, a najczęściej chwytał i ściskał moją pierś podczas karmienia. Wyglądało jakby ją pompował ;) Dwa tygodnie temu kupiliśmy mu zabawkę-przytulankę, taki kwadratowy szmaciak z głową lwa. Głowa lwa szeleści, umiała też piszczeć, ale piszczałka chyba się zepsuła, bo lew zamilkł nagle :). Szmaciak ma dwa rodzaje materiału i trochę tasiemek i sznureczków do chwytania. Zabawka trafiona w punkt, Witek ćwiczy na niej chwyt i ma z tego wielką radochę. My też :)
Obecnie zaczyna wyciągać dłonie do przedmiotu, który trzymam bezpośrednio przed nim. Nie zawsze sobie radzi z chwyceniem go, ale z dnia na dzień szlifuje nową umiejętność. Potem to wszystko oczywiście stara się upchać do buzi.
Udaje mu się też chwytanie grzechotek i gryzaków, a nawet piłki-jeżyka, ale po kilku sekundach upuszcza. Najdłużej w rękach trzymany jest szmaciak.

Podsumowując, oto obecne umiejętności i zainteresowania Witolda:

  • lubi się śmiać, być rozśmieszanym i łaskotanym
  • dopomina się naszej uwagi, gdy dłuższą chwilę nikt się nim nie zajmuje – nawołuje wówczas i wyczekuje, aż ktoś podejdzie i zagada
  • śledzi wzrokiem osoby z otoczenia – nawet oddalone od niego. Potrafi nawoływać nas, gdy pojawimy się w zasięgu jego wzroku
  • nadal uwielbia (i zakładam, że już się to nie zmieni), gdy mu się śpiewa. Lubi słuchać naszych głosów. Wsłuchuje się w wierszyki, które mówię. Żywiołowo reaguje na „Pszczółkę Maję”, którą śpiewam mu najczęściej – potrafi się też przy niej uspokoić, gdy jest na etapie marudzenia
  • przewraca się z pleców na boki. Tę umiejętność zaprezentował po raz pierwszy 1 lipca w Głuchowie na kanapie w dużym pokoju mojej mamy :) Nawet udało mi się to sfilmować, co potem okazało się kluczowe – gdy byliśmy tydzień później u fizjoterapeutki Witek oczywiście nie miał ochoty zademonstrować nowej umiejętności. Na szczęście miałam filmik i terapeutka mogła ocenić, że robi to znakomicie. No ba! A jakby inaczej miał to robić? ;) A tak na serio – ja widziałam tylko przewroty w lewą stronę. Dostaliśmy więc zalecenia jak stymulować w stronę prawą. Mariusz raz widział w prawą. Za dwa tygodnie idziemy do kontroli do naszej „pani od Bobathów”, więc do tego czasu zobaczymy ile nam się uda wyćwiczyć. Jedno wiem – rotacje przy okazji pielęgnacji dały radę :)
  • w pozycji na brzuchu potrafi nasz Witold wytrzymać bez marudzenia ładnych kilka minut (muszę zmierzyć ile dokładnie). Głowa unosi się poprawnie, potrafi nią kręcić równo w obydwie strony, opiera się na przedramionach. Czasem też próbuje się z tej pozycji przewrócić na plecy, ale póki co dochodzi w tych próbach do przewrócenia się na bok od pasa w górę. Bioderka leniwie czekają ;)
  • podczas głużenia obecne są głoski: a, e, i, y, u, h oraz gardłowe r. Powstają też pary samogłoskowe, najczęstsza jest u-e brzmiąca jak „łe” :)

23 czerwca byliśmy na kontroli u neurologa. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Asymetria ułożeniowa zniknęła (Terefere-zniknęła. Wyćwiczyłam dziecko, to „zniknęła”), potwierdziła to też później fizjoterapeutka. Ale na fizjo chodzić będziemy nadal co 2-3 tygodnie. Wolę, żeby ktoś wprawnym okiem zerknął czasem na Witka. Przyjemniej w tym wypadku zapobiegać, niż potem leczyć, jak Mikołaja, Vojtą na ten przykład.

20 czerwca mieliśmy też konsultację u hematologa w związku z tym, że po ostatniej kontroli poziom neutrocytów nadal był koszmarnie niski. Pediatra wolała dmuchać na zimne, jak się okazało, ponieważ specjalista powiedział, że nie ma powodów do obaw. Tak się niemowlętom zdarza, a skoro nie choruje, to znaczy, że nie ma się czym martwić. I kazał skontrolować krew za trzy miesiące najwcześniej. Generalnie kamień z serca.

Dziś po raz drugi w swym krótkim, bo czteromiesięcznym życiu, zdarzyło się Witkacowi zasnąć przy dźwiękach mojej gitary. I moim śpiewie. Mam nadzieję, że nie zasnął z nudów ;)

Cóż jeszcze…
1) Praca dyplomowa rodzi się w bólach bliskich porodowym, ale jest już coraz bliżej ukończenia.
2) W sobotę wybieramy się do Lwówka Śląskiego na Agatowe Lato.
3) W poniedziałek Mikołaj jedzie do Pałacu Witaszyce koło Jarocina na kolonie pt. Gwiezdna Akademia. Nie może się doczekać, a ja chętnie pojechałabym razem z nim, żeby się pobawić :))) (I generalnie stres mam już o niebo mniejszy niż w ubiegłym roku, gdy wysyłaliśmy go na kolonie po raz pierwszy. A o koloniach Quevertonu to polecam poczytać, może ktoś skorzysta, bo to bardzo ciekawa i świetnie zorganizowana alternatywa dla wszystkich, którzy lubią np. Gwiezdne Wojny, Harrego Pottera czy Tolkiena…).
4) Przy okazji pobytu w Głuchowie, po zasięgnięciu informacji od p. Wiesi O., nawiedziłam czempiński sklep z materiałami. Obkupiłam się zacnie, za pieniądze o wiele mniejsze niż we Wrocławiu. Niech no tylko skończę pracę pisać…

I tyle na dziś. Do następnego :)

Mikołaj