W piątek byłam z Witkiem u neurologa dziecięcego, by ocenić napięcie mięśniowe. Trochę dlatego, że jest po cesarskim cięciu (podwyższone ryzyko obniżonego napięcia), a trochę dlatego, że po problemach z napięciem u Mikołaja jestem przewrażliwiona i wolę dmuchać na zimne.

Neurolog obejrzała Witkaca i poza tym, że zauważyła tendencję do obracania głowy bardziej w lewą stronę niż w prawą (ale w prawo też potrafi i zakres obrotu jest pełny, wykluczyła kręcz), to nie zauważyła nic niepokojącego. Jej zdaniem napięcie jest ok, asymetrii i kręczu nie ma, odruchy ma prawidłowe, brzuszek mięśniowo też pracuje dobrze. Przy okazji Witkac został zważony – 5800 g… :) Witek rośnie w siłę, a mim rosną bicepsy ;)
W związku z tym, że „nam się należy w ramach pakietu w Medicover”, dostaliśmy skierowanie na 5 spotkań z fizjoterapeutką dziecięcą. Szczęśliwie okazało się, że zwolniło się na ten sam dzień miejsce, więc godzinę później oglądała już Witkaca pani od Bobathów. Ona na szczęście też nie zauważyła nic niepokojącego, poza tym, co ja – że podczas obracania Witka (np. przy przewijaniu i ubieraniu) na boki za biodro mięśniówka jest trochę bardziej leniwa przy obrocie w prawo. I że podczas leżenia na brzuchu ucieka mu trochę prawy łokieć. Dała kilka ćwiczeń do wykonywania w domu i za kilka tygodni kazała się pokazać ponownie. Neurolog chce Witkaca obejrzeć za 6 tygodni.

Witkacowi ciągle sączy się ropa z lewego oka. Raz mniej, raz tak, że nie może oka otworzyć. Trzeci raz lecimy na antybiotyku, do tego okulista zleciła masowanie wzdłuż kanalika łzowego, bo podejrzewa przytkanie. Oby pomogło.

Dzisiaj Witkac po raz pierwszy rusza w dłuższą niż 20 minut podróż samochodem. Wybieramy się na Majówkę Rycerską do Zamku Kliczków. Byliśmy już tam w sumie dwukrotnie, ostatni raz trzy lata temu. Na ten wyjazd czeka Mikołaj, który poprzednich razów nie pamięta w ogóle, a nastawia się na zakupienie sobie na straganie łuku… :)

Wracam do picia kawy, bo coś czuję, że mój wolny czas (od 5.30…) powoli dobiega końca i trzeba będzie zaraz otwierać bar mleczny ;)

P.S. Wspomnieniowo – rok temu weekend majowy spędzaliśmy tak:
italia1

italia2

italia3

Szkoda tylko, że bez Mikołaja, który pod opieką babci Basi dzielnie przechodził ospę…