Stary wpis, znaleziony w „Szkicach”, ale – o dziwo – dokończony. Więc publikuję dziś, na poczet nadziei na kontynuację bloga :)

28.10.2011:

Tak, staram się wrócić, choć nie jest to proste. Czasu coraz mniej, a jak jest wolna chwila, to przyznaję bez bicia, że zlegam przed telewizorem i się odmóżdżam. Obecnie czas mam o tyle, że leżę od dwóch dni plackiem, bo wysiadł mi kręgosłup. Tak naprawdę nie wiem, co to. Byłam na pogotowiu, tam stwierdzono, że kręgosłup mam krzywy, zrotowany i przez to zaczął boleć. Tak samo bolało mnie ze trzy lata temu, gdy dźwigałam Micha. Chociaż aż takiej masakry nie było. Mam zwolnienie, mam lekarstwa, liczę, że dojdę do siebie szybko.

Kilka wydarzeń z ostatnich… 7 miesięcy

Pierwsza rzecz – Mikołaj dostał się do przedszkola publicznego. Do końca sierpnia chodził jeszcze do Zaczarowanej Krainy, a od 1 września poszedł już do masówki. Początki były trudne (chyba bardziej dla nas niż dla niego), bo nie byliśmy do końca pewni, czy dobrze zrobiliśmy. Przedszkole jest nowe, Michu trafił do niego w dniu otwarcia – wszyscy byli spanikowani. I panie w grupie, i dzieci (Michu przeszedł to spokojnie, miał już doświadczenie po Zaczarowanej, inne dzieci przeżywały tego dnia swój pierwszy raz w przedszkolu) i rodzice. Na początku panował tam totalny burdel, ale póki co myślę, że Michu szczęśliwie trafił na sensowne nauczycielki, więc nie powinno być źle. Brakuje mi tylko takiego przepływu informacji na temat zachowania dziecka, jak to było w poprzednim przedszkolu. Jedna pani + pomoc nie zawsze na wszystko zwrócą uwagę… Ale póki co, Michu daje radę, lubi tam chodzić i to jest najważniejsze. Zapisaliśmy go na zajęcia dodatkowe, póki co też mu się podobają, więc chyba będzie ok.

Kolejna rzecz – w lipcu obroniłam pracę dyplomową z logopedii. Z wynikiem bardzo dobrym. Z tego powodu zmieniło się wiele rzeczy. Po pierwsze zmieniłam pracę – z gimnazjum na podstawówkę. Mam tam 6h jako nauczyciel informatyki oraz 5h jako logopeda. W rezultacie trochę więcej tych godzin logopedycznych, bo prowadzę też dodatkowe zajęcia logopedyczne ze środków unijnych. Do tego otworzyłam własną działalność gospodarczą i przyznać muszę, że całkiem dobrze się to kręci. Mam kilkoro dzieci „na mieście”, dojeżdżam też do przedszkola prywatnego, gdzie prowadzę zajęcia logorytmiczne oraz indywidualne z dziećmi. Pracy mam dużo, ale nie narzekam, bo nie spodziewałam się, że tak szybko się to wszystko ruszy od samego początku.

Wakacje. Baaardzo sympatyczne. Mimo że przez kawałek Michu był chory tak, że skończyło się antybiotykiem. Ale będę pisać tylko o pozytywach. Przede wszystkim, to miejsce – Nowa Morawa koło Stronia Śląskiego. Spędziliśmy tam dwa tygodnie i trzeba przyznać, że wypoczęliśmy rewelacyjnie. Wynajęliśmy domek (za sąsiadów mieliśmy Monikę, Bartka, Tosię i Indianę). Objechaliśmy kawał ziemi kłodzkiej oraz zaliczyliśmy dwa wypady do Czech. Udało nam się dotrzeć z Michem na Igliczną – jego pierwsza góra zdobyta samodzielnie. Przy okazji niepogody Mikołaj brał udział w warsztatach czerpania papieru w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju. Baaardzo mu się podobało :)

Latem udało nam się jeszcze na dwie góry dotrzeć – na Ślężę oraz na Szczeliniec. Wszędzie Michu dotarł o własnych siłach. Dumni byliśmy z niego bardzo.

Co do samego Mikołaja, to rośnie tak szybko, że co chwilę trzeba dokupować mu nowe ciuchy lub buty. Średnio 1 cm na miesiąc, jeśli chodzi o wzrost. Do tego rosną mu blond włosy, których nie pozwala sobie obciąć. Zaliczyliśmy już jedną wizytę u fryzjera, gdzie wszyscy oczekiwali (i fryzjerka, i my, i klienci) na rychły koniec, bo Michu darł się tak, jakby mu skalp zdzierali. A golić go już nie chcę, bo jakoś mi się już taki duży Mikołaj z jeżem na 3mm nie podoba.

Poza tym Michu rozwija się też w innych zakresach – nie tylko tych fizycznych ;) Mówi nieco lepiej, choć i tak uważam go za moją logopedyczną porażkę ;))) Nie chce ze mną ćwiczyć, piernik jeden. Raczej jest zrozumiały dla otoczenia, ale mogłoby być lepiej. Generalnie, jak nie uda mi się go zachęcić teraz, to za kilka lat nie będzie miał wyjścia – będzie starszy, teoretycznie mądrzejszy i liczę, że wtedy coś wskóramy.

Michu potrafi świetnie liczyć. Sprawnie liczy do 10, potrafi dodawać i odejmować do 5 mniej-więcej. Robi się też bardziej spostrzegawczy (a były z tym kłopoty). Trochę gorzej jest ze skupieniem uwagi. Czasami trafia mnie, gdy widzę, jak Michu się ubiera (sytuacja z dzisiejszego ranka) i zamiast patrzeć na to, co robi, rozgląda się wokół czego efektem są dwie nogi w jednej nogawce spodni. Ech… Ale przyznać muszę, że i tak świetnie sobie radzi. W czasie wakacji nabrał trochę krzepy, podciągnął się fizycznie. Z zachowaniem bywa różnie – w pierwszych tygodniach nowego przedszkola był tak zmęczony (siedzi tam niestety po 8h), że chwilami można było zwariować od różnych histerii i fochów. Ale wychodzimy na prostą. Pewnie do czasu – widzę, że to powraca cyklicznie co jakiś czas. Ale teraz Mikołaj ma dużą motywację. Stara się dobrze zachowywać, bo zapracowuje sobie na chomika, którego obiecaliśmy mu na urodziny. I przyznam, że efekty są.

Mikołaj zabija nas różnymi pytaniami i swoimi spostrzeżeniami. Niestety, nie notuję ich ostatnio, a szkoda. Chyba czas zacząć, bo potem te teksty ulatują z głowy, a są świetne. Np. „Co to jest asfalt?” „To taka substancja, którą się kładzie na drogę, by mogły nią jeździć samochody. Jak się ją kładzie to jest bardzo gorąca” „Aha… To jak ją kładą ludzie, to muszą stać na chodniku, żeby się nie poparzyć”. Logika w czystej postaci :) Albo wczoraj: „Były dzisiaj zajęcia plastyczne?” „Tak”. „I co robiliście?” „Lepiliśmy pieski z gliny.” „I ty też ulepiłeś pieska?!” (pytam z zachwytem, bo gdy ostatnio lepili kotka, to Mikołaj ulepił… sygnalizator świetlny). „Nieee… Ja ulepiłem drogę…” „Drogę?” (pytam z rozczarowaniem). „Taaak… Dla piesków!” Ech :)

Ostatnie zabawy Micha skupiają się przede wszystkim na zabawie w przedszkole. On jest panią ze swojej grupy, w pokoiku siedzą dzieci i Mikołaj nimi „rządzi” ;) Fajnie to wygląda – prowadzi dla nich zabawy, sprawdza obecność z listą i wypuszcza do domu, gdy przychodzą wyimaginowani rodzice. Poza tym ciągle na tapecie są znaki, światła oraz budowanie drogi. Mariusz kiedyś mu powiedział, że taki pan od ustalania gdzie stoi jaki znak, albo jak działają światła to inżynier ruchu drogowego. I od tego czasu Michu opowiada wszystkim, że będzie „insyniejem juchu djogowego”. Coś w tym może być… Na znakach zna się lepiej niż my, do tego jest pierońsko spostrzegawczy – wypatrzy najmniejszą zmianę na ulicy ;) Ogólnie to zabawny ten nasz Misiek.

Tyle na dziś. Kolejne streszczenie za pół roku ;)