Mia­łam już to zro­bić kilka razy, ale cią­gle zapo­mi­na­łam. Wrzu­cam dziś tele­dysk Lady Gagi “Papa­razzi”. Tak, wiem, stara pio­senka. Ma pew­nie rok, albo coś koło tego. Nie jestem fanem Lady Gagi, nie znam szcze­gó­łowo jej twór­czo­ści, czy­tam od czasu do czasu co piszą o niej na plotku, ale nie wzbu­dza we mnie emo­cji. Jedni ją lubią i uwa­żają za mega­gwiazdę, doszu­kują się god­nej następ­czyni Madonny (w kwe­stii kostiu­mów i show ma na to spore szanse), inni mówią, że jest kiczo­wata i skan­da­liczna. Nie obcho­dzi mnie to. Obcho­dzi mnie ten jeden tele­dysk. Ta jedna pio­senka — maj­stersz­tyk popo­wej pope­liny. I rewe­la­cyj­nie zro­biony do niej film. Tylko tyle :)

Z innej beczki — tre­ning czy­sto­ści Miśka idzie dobrze, dziś zali­czył jedną wpadkę przed samym spa­niem, bo tak się zagłę­bił w zaba­wie na bal­ko­nie, że nie zdą­żył :) Dziś też dostał tylko jed­nego “żelka-motywatora” (kto czy­tał wczo­raj, ten wie) na koniec dnia jako nagrodę za wszyst­kie udane “posie­dze­nia”. Dalej przy­kle­jamy magne­siki, bo prze­cież kasa z tesco czeka w szafie :)

Do następ­nego!