Zale­gło­ści już pra­wie nad­ro­bione :) Jesz­cze tylko kilka słów “ogól­nych” i można iść spać.

Zacznę od tego, że zaczę­li­śmy się z Mariu­szem ruszać wię­cej niż dotych­czas. Brzmi zabaw­nie :) Ale na serio — ja sta­ram się bie­gać w miarę moż­li­wo­ści codzien­nie wie­czo­rem, a Mariusz jeź­dzi na rowe­rze. W ramach spo­łecz­nego eks­hi­bi­cjo­ni­zmu umiesz­czamy nasze trasy na face­bo­oku przez apli­ka­cję endo­mondo. Cał­kiem sprytna rzecz — odczy­tuje z gpsa trasę, obli­cza odle­głość, spa­lone kalo­rie itd.

Michu coraz wię­cej mówi. Zaska­kuje nas róż­nymi śmiesz­nymi tek­stami, czę­sto gdzieś zasły­sza­nymi, ale czę­ściowo two­rzy je sam. Można pro­wa­dzić już z nim cał­kiem cie­kawe dia­logi “na pozio­mie” ;) Z dzi­siaj na przy­kład:
M(ikołaj): Gdzie tata?
J(a): W pracy.
M: Dla­czego?
J: Bo ktoś musi zara­biać pie­nią­dze.
M: Z ban­ko­matu?
J: Nieee, żeby pie­nią­dze były w ban­ko­ma­cie trzeba je naj­pierw zaro­bić w pracy.
M: Dla­czego zaro­bić?
J: Żeby można było za nie kupić jedze­nie i picie.
M: Dla­czego?
J: Bo ktoś kie­dyś tak usta­lił, że za jedze­nie i picie płaci się pie­niędzmi.
M: Ja lubię bankomat!

Przy­zna­cie, że takiej puenty się nie spodziewaliście ;)

Jed­nym z ulu­bio­nych słów stało się też “naprawdę”. Jak tylko się coś Michowi mówi, to on na to: “Naprawdę???”. I szcze­rzy zęby na całego :)

Poza tym jest mnó­stwo innych tek­stów traf­nie pasu­ją­cych do danej sytu­acji. Pięk­nie opa­no­wał wszyst­kie “pro­szę”, “dzię­kuję”, “prze­pra­szam”, “dzień dobry” itd. I “nie ma za co” ;) Ostat­nio, gdy za coś Michowi dzię­ku­jemy to on na to jed­nym cią­giem: “pro­szę, nie ma za co” :) Śmieszny ten nasz Misiek kochany :)

W ostat­nim cza­sie Misiek zaczął nam opo­wia­dać o zaba­wach z kolegą o imie­niu Oli. Pierw­szy raz w sumie użył jakie­goś imie­nia odno­śnie dzieci. Bo zawsze opo­wia­dał, że w przed­szkolu były “dzieci”, ale nigdy kon­kretne. A teraz bawi się z Olim. Podobno bawią się “super­cy­frami” (jedna z ulu­bio­nych bajek Miśka ostat­nio), choć czy to prawda na razie jesz­cze nie jestem w sta­nie zwe­ry­fi­ko­wać. Ale że bawi się z Olim to już zweryfikowane :)

Ponadto okre­śla­nie jasnych zasad daje rezul­taty. Misiek coraz ładniej zjada posiłki — i w domu, i w przed­szkolu. Przed­wczo­raj na przy­kład sam zamel­do­wał mi, że zjadł dru­gie danie w przed­szkolu. Pytam się go co było, a Misiek na to, że nale­śniki. Yyyy — tu był mój pierw­szy szok (Michu nigdy nie chciał tknąć nale­śni­ków). Kolejne moje pyta­nie: z czym nale­śniki? Z dże­mem — odpo­wiada dzie­cię. I tu w ogóle musia­łam szczęki na pod­ło­dze szu­kać, bo dżem do tej pory koja­rzył się Michowi z tym, co naj­bar­dziej obrzy­dliwe. Oczy­wi­ście, jako zły rodzic, nie uwie­rzy­łam od razu (choć nie poka­za­łam tego Michowi). Mariusz też zwięk­szył moje wąt­pli­wo­ści stwier­dza­jąc, że to musi być ściema. Więc dzi­siaj pytam w przed­szkolu opie­ku­nek, a one potwier­dziły, że tak, Michu pożarł nale­śniki z dże­mem w cało­ści, a co wię­cej, dzi­siaj zjadł też placki ziem­nia­czane :) Wczo­raj nato­miast zjadł jajecz­nicę przeze mnie przy­go­to­waną. Uwa­żam więc, że ostat­nio w dzie­dzi­nie jedze­nia idzie nam zupeł­nie dobrze.

Od soboty zdej­mu­jemy Michowi pie­lu­chę. Jutro i w pią­tek robimy przy­go­to­wa­nie — razem z przed­szko­lem, które się włą­cza w akcję, a w sobotę zdej­mu­jemy na dobre na dzień. Trzy­maj­cie kciuki, żeby dobrze i spraw­nie poszło :)

Michu się ostat­nio roz­śpie­wał. Naj­pierw zaczął od pro­stego “Tata, sia­lala”, po czym zaczął przy­no­sić frag­menty pio­se­nek z przed­szkola i tych, które słu­chamy w domu. Wyśpie­wuje więc sobie różne frazy, prak­tycz­nie wszyst­kie na jedną melo­dię (bo melo­dia jakaś tam jest, ale nie jego wina, że słuch po tacie odzie­dzi­czył ;)) i ma z tego nie­złą rado­chę, a my razem z nim :)

I to chyba na tyle dzi­siaj. Wystar­czy, bo już późno. I tak opu­bli­kuję jutro, bo mi się już nawet spraw­dzać nie chce… Do następ­nego, zatem! :)

Na koniec tra­dy­cyjne już filmiki.

Pierw­szy na dowód, że Michu śpiewa ;) To pierw­sze próby, bo póź­niej­sze mogli­ście widzieć już we wpi­sie o Koło­brzegu:

Tutaj Michu w butach Mariu­sza. Taki tam prze­ryw­nik artystyczno-kinowy ;)

I na koniec zupełny hit. Zabawa tema­tyczna w sklep. Albo raczej w kasę w super­mar­ke­cie — pod­pa­trzona i przed­sta­wiona po powro­cie z Auchan któ­re­goś dnia ;)