Słów kilka na koniec dnia.

Po pierw­sze — wielka i rado­sna wia­do­mość: Olgucha-Klucha uro­dziła dziś o 7.55 rano zdro­wego ślicz­nego synka — Macieja Anto­niego :) Poza tym, że dumni jeste­śmy nie­sły­cha­nie, że tak sobie wspa­niale pora­dzili i że gra­tu­lu­jemy z całego serca, to nic wię­cej napi­sać się nie da, bo za bar­dzo się wzru­szam od razu :)

Po dru­gie — obej­rze­li­śmy wła­śnie ostatni odci­nek 6 sezonu dra House’a. Zaje*** po pro­stu. Zdra­dzać nikomu nie będę, jak się koń­czy, ale powiem tylko, że na takie zakoń­cze­nie cze­ka­łam, kurde, kilka sezo­nów i wresz­cie ktoś się nade mną zli­to­wał. No, to teraz mogę ze spo­koj­nym sumie­niem cze­kać na sezon 7. Bo już się tro­chę oba­wia­łam, że pomy­sły się na House’a skoń­czyły sce­na­rzy­stom. Mam nadzieję, że zacie­ka­wią na nowo jesienią :)

Po trze­cie — idę jutro z Romą na kon­cert Tur­naua i Siko­row­skiego do Impartu. Zna­czy się, wyj­ście kul­tu­ralne mamy :)

Po czwarte — dzię­kuję wszyst­kim za życze­nia z oka­zji Imienin :)

Po piąte — byli­śmy dziś na testach aler­gicz­nych z Michem i wyszło, że aler­gi­kiem nie jest. Hura!

Po szó­ste — egza­miny z ubie­głego week­endu mam już za sobą. Z metody psy­cho­sty­mu­la­cyj­nej chyba zda­łam na 5, a z lin­gwi­styki to, ogól­nie rzecz bio­rąc, mam nadzieję, że zdałam :)

Po siódme i ostat­nie — idę spać.

P.S. Nowe zdję­cia w gale­rii: krótki spa­cer po parku zam­ko­wym w Mosz­nej oraz kilka ujęć z pobytu w Głu­cho­wie.