Naresz­cie mamy wio­snę! Nie tylko kalen­da­rzową. Wio­snę czuć w powie­trzu, a potwier­dzają to: dzi­siej­sze 18 stopni na ter­mo­me­trze i słońce na nie­bie :) Zimo, precz!

W związku z nasta­niem wio­sny, Miko­łaj zain­au­gu­ro­wał sezon tur­nieju czte­rech skoczni: zjeż­dżalni w parku Skow­ro­nim, zjeż­dżalni w parku Połu­dnio­wym, zjeż­dżalni na naszym dzie­dzińcu i zjeż­dżalni na osie­dlu SM Osada. Pre­mie­rowy skok został wyko­nany na tej ostat­niej. Oto dowód:

Ponadto dzi­siaj spę­dzi­li­śmy pra­wie dwie godziny na placu zabaw w parku Skow­ro­nim, a jutro, jeśli pogoda nadal dopi­sze, nala­tu­jemy na Połu­dniowy. Sama przy­jem­ność teraz w prze­sia­dy­wa­niu na dworze.

Miniony week­end mie­li­śmy wyjaz­dowy. W sobotę poje­cha­li­śmy do Gnie­zna, a w nie­dzielę, w dro­dze powrot­nej, wstą­pi­li­śmy do Głu­chowa. Z Głu­chowa przy­wieź­li­śmy piękny fil­mik :) Bab­cia Tere­ska — w sen­sie moja bab­cia, a Miko­łaja pra­bab­cia — docze­kała się wresz­cie pra­wnuka, który chęt­nie (jak na razie) podej­muje tra­dy­cję rodzinną i gra na har­mo­nijce ust­nej :) Oto wio­senny duet Miko­łaja z prababcią:

Dzi­siaj byłam na prak­ty­kach w PORT-cie na Koza­now­skiej. Bar­dzo przy­jemne przed­szkole. Cze­kają mnie jesz­cze dwa dni prak­tyki w kwietniu.

Wczo­raj i dzi­siaj poro­bi­łam tro­chę zdjęć Miko­ła­jowi na pla­cach zabaw. Ale jesz­cze ich nie obro­bi­łam, więc jak będą w gale­rii, to dam znać.

Michu znowu dorzu­cił sobie parę rze­czy do słow­nika. Mię­dzy innymi pięk­nie używa słowa “też”. Na maksa pra­wi­dłowo :) Mówi na przy­kład: to też, tam też, też nie, ja też, mama też itd. Sam wykom­bi­no­wał :)
Doszło też: “cie” czyli “chcę”, cza­sami sły­chać “jeście” czyli “jesz­cze”, “tato”, co ozna­cza “auto” (cho­ciaż na wła­sne uszy dziś sły­sza­łam, jak Michu powie­dział popraw­nie “auto”, więc leń po pro­stu z niego wyłazi), “fyfy” to są frytki, “dzi” — “drzwi”. Ponadto dziś pod­czas odbie­ra­nia go z przed­szkola wyar­ty­ku­ło­wał imiona opie­ku­nek: Agnieszka i Aneta. Nie było to ide­alne, ale każda z pań wie­działa dosko­nale, że padło jej imię. Aaa, i dzi­siaj usły­sza­łam jesz­cze nowe słowo: “tot” — “tort” :) Tak więc mowa gna do przodu. Może bez wiel­kich zry­wów, ale, co tydzień, coś nowego się pojawia.

Dosta­łam dziś maila z mer­lina, że kuchenka Tefal dla Micha (pre­zent od Zajączka) przy­je­dzie jutro. Co prawda ciężko będzie ukryć taki wielki kar­ton, ale jakoś może się uda. Rzecz jasna, jak tylko Miko­łaj wie­czo­rem pój­dzie spać, muszę ją wypró­bo­wać ;) W wypo­sa­że­niu ma mieć dodat­kowo toster i czaj­nik :) Jak już Zają­czek Michowi przy­nie­sie ów pre­zent, to wrzucę kilka zdjęć naszego kucha­rza. Bo że z pre­zentu będzie się cie­szył, to pewne jak słońce na nie­bie. Ma cią­goty do tej zabawki od dawna, a w nie­dzielę w Baby­Max prze­szedł samego sie­bie: cho­dzimy po skle­pie, wyszu­ka­li­śmy przy­jemny kom­plet garn­ków do zabawy, do tego Mariusz zna­lazł drew­niany zegar-puzzle z Autami. Poka­zuje to Michowi i mówi: “Patrz Miko­łaj, co zna­la­złem. Kupimy?” Na to Michu z roz­bra­ja­jącą szcze­ro­ścią, wska­zu­jąc na pla­sti­kową kuchenkę sto­jącą na wysta­wie: “Tak. I to też.” :)

Tyle na dziś. Pora koń­czyć, bo ledwo widzę na oczy­ska. Inten­sywny dzień dziś miałam :)