Cały dzień jakiś taki śpiący. Dość mam już zimy. Zimo, precz!

Co do Miś­ko­wych eks­ce­sów z noc­ni­kiem i siu­siu­aniem, to na razie bez więk­szych efek­tów. Sia­dać siada, wołać woła (po fak­cie), ale póki co to mało sku­tecz­nie. Nawet przed kąpa­niem, jak pusz­czam wodę do wanny. Ale się nie pod­da­jemy. Koniec koń­ców kie­dyś zasko­czyć musi. W razie czego mamy już 22 pary majtek :)

Misiek się roz­ga­duje. Coraz wię­cej stara się po nas powta­rzać, cza­sem nawet dość podobne do naszych słowa mu wycho­dzą. Z nowo­ści to na przy­kład słowo “ciuci”, które ozna­cza “ciuch­cia”. Cza­sem wycho­dzi też Michowi “cia­cio”, co z kolei zna­czy “ciastko”. Poza tym od kilku dni Michu noto­rycz­nie mówi “no” na widok znaku dro­go­wego infor­mu­ją­cego o przej­ściu dla pie­szych. Nie jestem w sta­nie zgad­nąć, dla­czego to ma być “no”. Myślę, że z tą tajem­nicą Michu pój­dzie do grobu, bo przy­pusz­czam, że jak już będzie na tyle duży, żeby umieć nam wytłu­ma­czyć owo enig­ma­tyczne “no”, zapo­mni co to zna­czyło… Jedyne, jakieś nikłe sko­ja­rze­nie, to takie, że ten znak jest nie­bie­ski z czar­nym ludzi­kiem i być może koja­rzy się Michowi z “NooNoo” — tym nie­bie­skim odku­rza­czem z Tele­tu­bi­siów. Ale głowy za to nie dam. Zresztą, wtedy to raczej Michu mówiłby zwy­czaj­nie “Noonoo”, bo jak widzi ten odku­rzacz, to tak wła­śnie woła.
No i jesz­cze doszło słowo “jajo”, z rado­ścią uży­wane na widok jajka z niespodzianką.

W przed­szkolu coraz lepiej. W tym tygo­dniu obyło się w ogóle bez pła­czu. Do tego Michu zjadł wszyst­kie trzy obiadki (w tym pie­rogi ruskie!!!! — pierw­szy raz w życiu), w dodatku włącz­nie z zupą. Pięk­nie też zaczyna inte­gro­wać się z grupą. W środę to nawet usiadł razem z dziećmi na podusz­kach pod­czas czy­ta­nia ksią­żeczki. To w ogóle suk­ces, bo Miko­łaj z reguły był na “nie”, jeśli cho­dzi o czy­ta­nie i oglą­da­nie książek.

No i poza tym Miko­łaj roz­wija się pla­stycz­nie. We wto­rek malo­wał znowu palusz­kami na zaję­ciach logo­pe­dycz­nych — bez opo­rów. Poza tym widać po jego rysun­kach przed­szkol­nych, jak się roz­kręca — coraz wię­cej zama­lo­wuje, kre­ski są coraz moc­niej­sze. W tym tygo­dniu dosta­li­śmy od Misia piękne walen­tyn­kowe ser­duszko, które dum­nie zawi­sło u niego w pokoju pod zega­rem. Miko­łaj jest bar­dzo dumny ze swo­ich prac. I widać, jak bar­dzo cie­szy się, że nam się podo­bają. Kochany Miś :)

Miko­łaj roz­róż­nia litery: A, M, V, O oraz cyfry: 0, 2, 3. Z jedynką jest jesz­cze kło­pot. Trójka też cza­sem mu się pomyli, ale sto­sun­kowo rzadko. Nato­miast dwójkę roz­po­znaje wszę­dzie. Poza tym nauczył się w końcu poka­zy­wać dwa na pal­cach (co wał­kuję od dru­gich uro­dzin). Oto dowód:

Cóż, jedni poka­zują “pięć piw”, a Michu “dwa faworki” ;)

Miko­łaj ostat­nio prze­żywa fascy­na­cję wszel­kimi mik­stu­rami kosme­tycz­nymi, do jakich tylko uda mu się dotrzeć. Z półek w łazience musiały więc pozni­kać co droż­sze kremy, per­fumy czy pasta do zębów, bo nie można było być pew­nym ich spo­koj­nej przy­szło­ści. Któ­re­goś dnia dałam Michowi jego krem bam­bino i oto, co z tego wyszło:

Przy­znać trzeba, że to też kolejny powód do rado­ści. Przy­po­mi­nam sobie bowiem, gdy rok temu zaczę­li­śmy cho­dzić na zaję­cia logo­pe­dyczne i któ­re­goś razu p.Asia dała dzie­cia­kom różne pach­nące kremy, by sobie ręce nimi tro­chę pobru­dziły. I pamię­tam ryk Miśka, który za Chiny nie chciał zanu­rzyć choćby paluszka. A teraz… Teraz to Ameryka! :)

W ubie­głą nie­dzielę udało nam się dotrzeć do aqu­aparku. Misiek się nabie­gał, w związku z czym, jak potem pod­je­cha­li­śmy jesz­cze do mał­piego gaju w Arka­dach, pra­wie nie miał siły się tam bawić. Ale w domu jakimś cudem wiel­kim się zre­ge­ne­ro­wał i nie chciał spać w połu­dnie. W sumie, to nie pamię­tam już chyba, kiedy Misiek ostat­nio zasnął w ciągu dnia. Dzięki temu wie­czo­rem jest gotów do spa­nia po 19.00, co daje nam godzinę wię­cej czasu :)

Dzi­siaj, z oka­zji jutrzej­szych walen­ty­nek, mał­żo­nek zapro­sił nas rodzin­nie na lody do Gry­cana. Michu, który ostat­nimi czasy bar­dzo polu­bił lodziar­nię, wybrał sobie deser pt. Moty­lek. Za każ­dym razem wybiera inny i, o dziwo, zjada pra­wie wszystko. Żarłok się z niego zrobił :)

Mamy zdję­cia z pierw­szego balu Miśka. Dziś p.Agata z Zacza­ro­wa­nej Kra­iny przy­słała je mailem. Widać, że Miś bar­dzo dobrze się bawił :)

pirat

To chyba na tyle. Nie wiem, czy wspo­mnia­łam o wszyst­kim, o czym chcia­łam. Naj­wy­żej dopi­szę, jeśli mi się coś przy­po­mni. Miłej nie­dzieli Wam życzę!