Wiem, wiem, pisa­łam dwa dni temu, ale cóż. Blo­go­wa­nie ma swój urok (a i pewne obo­wiązki kła­dzie na bar­kach), znów parę nowo­ści, to i opi­sać trzeba.

Przede wszyst­kim Grze­gorz Tur­nau… Tydzień temu mniej-więcej zna­la­złam na stro­nie mojego ulu­bio­nego Pana Grze­sia notkę, iż 3 lutego w skle­pie muzycz­nym M.Ostrowski odbę­dzie się reci­tal Grze­go­rza Tur­naua, zwią­zany z pre­zen­ta­cją pia­nin i for­te­pia­nów cyfro­wych Yamaha. Sklep znaj­duje się 10 minut od naszego domku, więc nie można było nie sko­rzy­stać. Eks­cy­ta­cja pełna przed reci­ta­lem, a w trak­cie… istna ekstaza! :)

Tur­nau jak zwy­kle cza­ru­jący, prze­za­bawny i… słów mi bra­kuje, by wygło­sić kolejne zachwyty. Tylko serce się na samą myśl roz­grzewa :) Słu­cha­nie muzyki pre­zen­to­wa­nej przez tego arty­stę jest zawsze dobrym pomy­słem, nato­miast słu­cha­nie go na żywo dostar­cza takich prze­żyć, że trudno opi­sać je w kilku sło­wach. Wczo­raj­szy reci­tal był o tyle dla mnie “kli­ma­tyczny” i nie­za­po­mniany, że odby­wał się w naprawdę kame­ral­nym gro­nie, a Tur­nau był na wycią­gnię­cie ręki — dosłownie!

Jacek Kró­lik po raz kolejny dowiódł, że potrafi na gita­rze wycza­ro­wać dźwięk nie­mal każ­dego instru­mentu, dosko­nale akom­pa­niu­jąc Grze­go­rzowi T. Swo­istego uroku całemu wyda­rze­niu doda­wały komen­ta­rze Tur­naua oraz mini-dialogi z Kró­li­kiem. Momen­tami czu­łam się jak w kaba­re­cie — w jak naj­bar­dziej pozy­tyw­nym tego słowa znaczeniu.

Reci­tal trwał około pół­to­rej godziny. Nie muszę pisać, że czas ten minął bar­dzo szybko. Po kon­cer­cie docze­ka­ły­śmy się (bo byłam na owym reci­talu z Romą) “auto­gra­fo­wa­nia”, czego też dowód przed­sta­wiam poniżej:

autograf

Oczy­wi­ście nie mogło być aż tak pięk­nie… Rze­czą, któ­rej nie mogę sobie daro­wać, jest to, że nie zabra­łam ze sobą apa­ratu foto­gra­ficz­nego! Na samą myśl o tym z żalu (i wście­kło­ści) na usta cisną mi się same prze­kleń­stwa… Jak można było być takim imbe­cy­lem i zapo­mnieć tak waż­nej rze­czy? I to na reci­tal, na któ­rym nie roiło się od ochrony, a Tur­nau był tak bli­sko, że spo­koj­nie obiek­tyw 50-tka dałby radę… Ech…
Jedyne zdję­cia jakie posia­dam z wczo­raj­szego wie­czoru to liche foty z ajfona… Pew­nie wstyd poka­zać, no ale co tam. Co mam, to dam… A dla poprawy este­tyki mogę Wam przy­po­mnieć, że w gale­rii są zdję­cia mojego autor­stwa z Tur­nau­owego kon­certu w Hali Stu­le­cia w listo­pa­dzie 2008 roku

scena

Auto­gra­fo­wa­nie:
autografowanie

Sam Grze­gorz T.:
turnau

I Jacek Kró­lik:
krolik

Tyle by było z westchnień.

Wczo­raj Miko­łaj prze­żył swój pierw­szy bal… Wró­cił trzeźwy ;) Poza tym objadł się jak bąk, aż mi było wstyd, bo pierw­szą rze­czą, jaką zro­bił po wej­ściu do przed­szkola było woła­nie: “Mniam, mniam!” Wyglą­dało, jak­by­śmy mu w domu jeść nie dawali… ;)
Sam balik podobno udał się wyśmie­ni­cie, cze­kamy na zdję­cia. Miko­łaj w czapce pirata (któ­rej na początku wcale nie chciał ubrać) bie­gał do samego końca — gdy przy­szłam po niego o trze­ciej, to cią­gle ją nosił na gło­wie :) A o tym, że wczo­raj­szy bal był cza­sem bar­dzo inten­syw­nym świad­czyć może to, że Miko­łaj zjadł trzy dokładki obiadku (racuchy!).

Dziś nato­miast obia­dek był zje­dzony w cało­ści, bo łyknięta została nawet zupa (ku zdzi­wie­niu mojemu jak i opie­ku­nek). Do tego Miko­łaj robił dziś grze­chotkę w przed­szkolu, którą potem pięk­nie sam poma­lo­wał farb­kami i bro­ka­tem. Grze­chotka wędruje oczy­wi­ście do naszego pudła z pamiąt­kami. A jaki Miś był dumny pre­zen­tu­jąc naj­pierw mnie, a potem Mariu­szowi swoje dzieło!

Dziś muszę też pochwa­lić się moim mał­żon­kiem :) Po raz pierw­szy oddał hono­rowo krew (dla mojego wuja). Mie­li­śmy oddać razem, ale oka­zało się, że w związku z biop­sją piersi, którą mia­łam 4 mie­siące temu, mogę być dawcą dopiero po 9 kwiet­nia (czyli po pół roku od biop­sji). Szcze­rze mówiąc zupeł­nie wyle­ciała mi z głowy ta biop­sja, myśla­łam, że nie będzie prze­ciw­wska­zań, tym bar­dziej, że wiem, jak wygląda odda­wa­nie krwi, bo w cza­sie stu­diów już odda­wa­łam hono­rowo (ale dłu­gie zda­nie mi wyszło). Mam nawet legi­ty­ma­cję. No ale cóż zro­bić. Pocze­kam do kwiet­nia i wtedy oddam, bo jakby na to nie spoj­rzeć dobra to sprawa.

Za dwa tygo­dnie, dzięki uprzej­mo­ści teściów, któ­rzy zajmą się Michem, jedziemy z Mariu­szem na dwie noce do Kar­pa­cza do Tara­sów Wang (byli­śmy tam rok temu). Zare­zer­wo­wa­li­śmy sobie pakiet “Week­end dla dwojga” :) Już nie mogę się doczekać.

Dziś byłam u leka­rza w związku z moimi ostat­nimi pro­ble­mami z nogami. Od mie­siąca bolą mnie wszyst­kie stawy, do tego nad stopą poja­wił się bolący guzek. Dosta­łam skie­ro­wa­nie na bada­nia krwi i na rtg sta­wów bio­dro­wych. Pójdę w ponie­dzia­łek, zoba­czymy co wyjdzie.

Tyle na dziś. Dobrej nocki!