Szybki wpis, bo już późno i spać trzeba ;)

Po pierw­sze zaczy­namy drugi tydzień adap­ta­cji w przed­szkolu, a raczej w klu­bie malu­cha. Pierw­szy tydzień minął w miarę spo­koj­nie — pierw­sze dwa dni zupeł­nie bez pła­czu, Michu był tak zaafe­ro­wany nowym miej­scem i nowymi zabaw­kami, że w ogóle nie zwra­cał na mnie uwagi. Od środy było już tro­chę gorzej przy poże­gna­niach, dziś (po week­en­do­wej prze­rwie) była ogólna roz­pacz, ale od opie­ku­nek wiem, że Miś uspo­ka­jał się szybko (czyli ten płacz to tra­dy­cyjna próba wymu­sze­nia, by mama została) i potem bawił się ładnie sam lub z innymi dziećmi. Z jedze­niem na razie jest róż­nie. Codzien­nie zama­wiamy Michowi obia­dek, do tego ma w cze­snym wli­czone śnia­danko i owoce. Owoce je zazwy­czaj, ostat­nio zjadł na śnia­da­nie chleb z masłem i jogurt, ale z obia­dami to zależy od dnia i od tego, co jest. Liczę, że jak się dzie­cię napa­trzy, że inne dzieci jedzą, to w końcu też prze­sta­nie wybrzy­dzać i zje wszystko.

Jak przy­cho­dzę po Miśka do przed­szkola, to zawsze mnie roz­czula swoim wido­kiem. Taki poważny przed­szko­lak z niego. Dzi­siaj jak przy­szłam, to aku­rat jadł jogurt. Zoba­czył mnie, zawo­łał: “ooo, mama” po czym spo­koj­nie wró­cił do kon­sump­cji — tak ele­gancko, z innymi dziećmi przy sto­liczku, w bia­łym śliniaku ;)

Jedy­nie w nie­któ­rych zaję­ciach gru­po­wych Miko­łaj nie chce brać udziału — zwłasz­cza, gdy przy­cho­dzi je pro­wa­dzić ktoś z zewnątrz. Ale liczę, że się przy­zwy­czai. A jak się nie przy­zwy­czai, to cóż. Zmu­szać nie ma sensu, bo to nie o to cho­dzi. Za to zupeł­nie zasko­czył mnie w pią­tek — panie wyjęły chu­stę ani­ma­cyjną; Miko­łaj do tej pory bar­dzo się chu­sty bał, a tym cza­sem pierw­szy pobiegł, chwy­cił, a potem wszedł pod chu­stę z innymi dzie­cia­kami i dobrze się bawił. Zuch chłopak :)

Być może od środy Miko­łaj będzie zosta­wał na drzemkę. Na razie jest w przed­szkolu od 9 do 12. Doce­lowo ma być do 15. Jak nie będzie chciał spać, to nie jest to na szczę­ście pro­blem — jest kil­koro dzieci, które nie śpią i wtedy bawią się z opie­kun­kami albo wyko­nują jakieś prace pla­styczne. Zoba­czymy, jak będzie.

3 lutego w przed­szkolu jest balik. Trzeba jakiś strój wykom­bi­no­wać… A w przy­szły ponie­dzia­łek przy­je­dzie spe­cja­li­styczny ambu­lans i na koszt przed­szkola będą spraw­dzali poziom uwap­nie­nia kości dzie­cia­ków. Miło.

W week­end byli­śmy w Gnieź­nie. Miko­łaj tym razem obył się bez łóżeczka tury­stycz­nego i jak na dużego chłopa przy­stało spał na mate­racu. Miał zro­bione lego­wi­sko nie­da­leko naszego łóżka i cał­kiem ładnie się wyspał :) Poza tym dostał od dziad­ków trzy kar­tony Lego Duplo, więc teraz w wol­nych chwi­lach cały czas wszy­scy coś budujemy :)

Wra­ca­jąc do ubie­głego tygo­dnia… Laryn­go­log stwier­dził, że Micha zatoki, nos, gar­dło i mig­dałki są ok. Moje arty­ku­la­tory i reszta też, więc mogę być logopedą :)

Dr Kwa­pisz nato­miast tra­dy­cyj­nie dopa­trzyła się u Miśka kilku krzy­wizn, ale ogól­nie stwier­dziła, że reha­bi­li­ta­cja nie jest już tak konieczna. Wypi­sała nam jed­nakże skie­ro­wa­nie, byśmy mogli dalej cho­dzić na zaję­cia gru­powe do logo­pedy. Ale mamy doga­dać się z p.Kasią, czy chcemy cho­dzić na reha­bi­li­ta­cję co tydzień, czy może poka­zy­wać się raz w mie­siącu, by nam jakieś ćwicze­nia do robie­nia w domu poka­zy­wała. Myślę jed­nak, że skoro mamy to skie­ro­wa­nie i wolny czas w piątki, to będziemy dalej cho­dzić. Szkoda zmar­no­wać oka­zję, mimo wszystko. Ale gene­ral­nie dr Kwa­pisz z Micha zadowolona.

Miko­łaj roz­wija swoje talenty kon­struk­tor­skie. Ostat­nio zbu­do­wał garaż dla swo­jego mini coopera za pomocą cia­sto­liny i kilku stem­pel­ków. Sami obejrzyjcie:

Niby nic takiego, a jed­nak jedna z pierw­szych takich kon­struk­cji Miś­ko­wych nie-z-klocków :)

Dziś zro­bi­li­śmy w Lidlu spore zakupy. Rzu­cili towar “gim­na­styczny”, w związku z czym naby­łam trzy pary spodni dre­so­wych, jedną koszulkę, cztery pary skar­pe­tek, zestaw han­tel­ków oraz dużą piłkę gim­na­styczną (taka, jak do pila­tesa). Piłka szcze­gól­nie przy­pa­dła do gustu Michowi, który kazał się na niej bujać cały wieczór :)

Tyle na dziś. Idę oglą­dać poli­ty­kie­rów u Lisa.