W ubie­głym tygo­dniu pisa­łam, że wynik rezo­nansu Miś­ko­wej mózgow­nicy był dobry. Do tego we wrze­śniu cie­szy­li­śmy się z poprawy, jaką w roz­woju rucho­wym i posta­wie zaob­ser­wo­wała dr Kwa­pisz. Potem psy­cho­log i logo­peda chwa­liły Micha, że idzie do przodu, a ostat­nio to nawet wyszło u psy­cho­log, że Misiek, o ile jesz­cze ma jakieś opóź­nie­nie, to jest ono na skraju normy.

No a dziś byłam z Michem u dr Dołyk, neu­ro­loga. Pani go oba­dała, obej­rzała, wypy­tała mnie o wszystko, prze­czy­tała wynik rezo­nansu, pooglą­dała wyniki krwi i powie­działa, że Misiek bar­dzo ładnie nad­ro­bił straty, że jest zado­wo­lona z postę­pów, że bar­dzo się roz­ga­dał i w ogóle poszedł do przodu. W zale­ce­niach zapi­sała nam: bez tera­pii. Oczy­wi­ście na tera­pię ruchową do Pro­myka cho­dzić będziemy jesz­cze przez jakiś czas. Do logo­pedy na gru­pową też, tak długo jak się da, bo tu bar­dziej o aspekt roz­woju spo­łecz­nego cho­dzi, o prze­by­wa­nie Micha z innymi dziećmi. Ale ogól­nie to jest ok :) Jak już dr Dołyk stwier­dziła, że jest znaczna poprawa i że jest dobrze, to zna­czy, że trzeba otwie­rać szampana :)

Z takich mniej­szych spraw, to dr Dołyk stwier­dziła, że dobrze by było poka­zać Micha laryn­go­lo­gowi, jako że na rezo­nan­sie wyszło, że miał zapa­le­nie zatok szczę­ko­wych. No i żeby przed następną wizytą powtó­rzyć bada­nia krwi, bo enzymy aspat i alat były tro­chę pod­wyż­szone. Mówi, że raczej nie ma wska­zań, żeby się tym mar­twić, bo to nor­malne u dzieci z obni­żo­nym napię­ciem mię­śnio­wym, ale kon­tro­lo­wać trzeba. A do kon­troli mamy się zgło­sić za 6–8 mie­sięcy dopiero! Ekstra!!!

Co do samego Micha to tro­chę sobie popła­kał na początku wizyty, ale ogól­nie dobrze się spi­sał. Poza tym pierw­szy raz Michu dziś jechał tak­sówką, co było dla niego wiel­kim prze­ży­ciem — pan tak­sów­karz miał tyle róż­nych świe­cą­cych gadże­tów na kok­pi­cie, że mło­demu się mózg lasował ;)

A tak­sówką jecha­li­śmy dla­tego, że mamy samo­chód u lakier­nika — w końcu trzeba było napra­wić to przy­tar­cie sprzed roku, które, nie chwa­ląc się, uczy­ni­łam :) Bo szkoda, żeby zaczął nam rdzewieć.

Poza tym dziś Mariusz dostał super zle­ce­nie — z samego rana poje­chał do Lidla, by zro­bić bar­dzo poważne zakupy. Od dzi­siaj w Lidlu można było kupić różne instru­menty muzyczne, takie małe, per­ku­syjne, w kom­ple­tach.
I tak mamy oto: cym­bałki, tam­bu­ryn, bębe­nek, dwa kom­plety grze­cho­tek zwa­nych mara­ka­sami, trój­kąt, dzwonki i jan­czary. Wszystko to za nie­całe 70 zł.
Do tego mi skap­nęły kalo­sze, bar­dzo ładne, fioletowo-wzorzyste; Michowi cztery bodziaki z dłu­gim ręka­wem (7 zł za sztukę, 100% bawełna, jakość naprawdę przy­zwo­ita) oraz kocyk z mikrow­łó­kien, taki błę­kitny z jakimś psia­kiem.
Uwiel­biam Lidla :) Mamy już stam­tąd tyle róż­nych rze­czy, że nawet ciężko zli­czyć. Począw­szy od namiotu z piłecz­kami, przez wigwam i tunel dla Miśka, lami­narkę i gilo­tynkę, różne książki i zabawki Michowe, aż po dzi­siej­sze instru­menty i inne dupe­rele :) Nie ma to jak Lidlowy newsletter ;)

Na koniec jesz­cze dwa fil­miki. Oby­dwa z naszego blo­ko­wego (albo raczej wspólnotowo-mieszkaniowego) pokoju zabaw. Mamy taki w bloku, w dodatku w naszej klatce scho­do­wej, pię­tro pod nami. Jest on dostępny dla loka­to­rów za zupełną dar­mo­chę (powiedzmy, bo wspól­nota miesz­ka­niowa sobie krzywdy nie zrobi, a ktoś to w końcu też sprząta, co jest piękne wli­czone w opłaty za miesz­ka­nie).
Mamy tam bar­dzo przy­jemny dla dzieci “małpi gaj”, zjeż­dżal­nię i basen z piłecz­kami. Ostat­nio, z powo­dów pogo­do­wych, coraz czę­ściej tam bywamy. Michowi coraz lepiej idzie poko­ny­wa­nie całego mał­piego gaju. Utyka w dwóch miej­scach na pię­trze, par­ter prze­cho­dzi bez pro­ble­mów. Pię­tro też prze­cho­dzi, ale trzeba mu przy­po­mnieć jak ma te feralne frag­menty przejść, bo są raczej dla tro­chę więk­szych dzieci. Ale koniec koń­ców radzi sobie z nimi i tak znakomicie :)

A oto kilka minut z owego pokoju:

To był Michu na zjeż­dżalni, jak widać. A tu mała lek­cja poka­zowa (czyt. co już umie nasze dziecię):