Michu od jakie­goś już czasu naśla­duje (a przy­naj­mniej się stara) róż­nego rodzaju odgłosy z natury i oto­cze­nia. Ostat­nio wspo­mnia­łam o “jo-jo-jo”, mamy też w reper­tu­arze kurkę “ko-ko”, krowę “mmmm”, kaczkę “ta-ta-ta”, różne war­cze­nia i wycia naśla­du­jące np. samo­chody czy też inne mniej spre­cy­zo­wane przedmioty.

Wczo­raj nato­miast pod­czas spa­ceru z Mariu­szem Miko­łaj poprze­drzeź­niał psa (też “ta-ta-ta”) i pró­bo­wał wytłu­ma­czyć Mariu­szowi jak robi kot… Mał­żo­nek mój przez całe popo­łu­dnie potem sta­rał się utrwa­lać to, co w jego uszach brzmiało jak “mia­aaau”. Mały sku­ba­niec jed­nakże nie chciał mi tego zapre­zen­to­wać. No i dziś, nie­stety, wyszło szy­dło z worka… Rano, pod­czas zabawy puz­zlami ze zwie­rza­kami Miko­łaj poka­zuje na kota i mówi: “mnia­aaam”. Na to ja: “Nie mniam, ale miau”. Więc Miko­łaj: “Mnia­aam”. Potem poka­zuje mi innego kota na zdję­ciu i też sły­szę: “Mnia­aam”. Tak sobie to “mniam” prze­ciąga, że rze­czy­wi­ście, w pierw­szym momen­cie brzmi jak “miau”.

Tak więc, mimo że wszyst­kie koty w Pol­sce miau­czą “miau”, koty w naszej oko­licy miau­czą “mniam”. Ot, sku­bany, sobie wykom­bi­no­wał. Posłu­gi­wał się już od dawna sło­wem “mniam”, więc co się będzie wysi­lał i nowych słów uczył… Można dosto­so­wać rze­czy­wi­stość do wła­snych umie­jęt­no­ści. Sprytnie… ;)

Z innych nowo­ści to nam się Michu pocho­ro­wał wczo­raj. Po połu­dniu dostał wyso­kiej gorączki — 38,7. Udało mu się ją szybko zbić, ale dziś od rana znowu naszła, na szczę­ście już nie tak wysoka, ale 38 kre­sek prze­szła. Zapi­sa­łam nas na jutro do leka­rza. Niech obada i osłu­cha, bo w sumie to żadnych innych obja­wów nie ma. Tro­chę dzi­siaj kichał, ale żeby jakiś katar miał wielki to nie widać. Wczo­raj tro­chę na główkę się skar­żył. I nic poza tym. Może to trzyd­niówka, a może początki grypy… Mam nadzieję, że się jutro dowiemy.

W związku z zacho­ro­wa­niem Micha sie­dzimy teraz w domu (a za oknem piękna pogoda :( ). Dobrze, że mam Zabawy Fun­da­men­talne pod ręką, bo już mi się momen­tami inwen­cja twór­cza koń­czy ;) Cho­ciaż trzeba przy­znać, że Michu ostat­nio się coraz bar­dziej kre­atywny robi. Oto, co sobie dziś wymyślił:

Wysła­łam podobny fil­mik Mariu­szowi na tele­fon. Stwier­dził, że scena rodem z Klą­twy. Stąd też ten tytuł właśnie :)

Wczo­raj mia­łam pierw­sze w tym roku zaję­cia z medycz­nych pod­staw logo­pe­dii. Super zaję­cia, świetna pro­wa­dząca, nic dodać, nic ująć :)