Nowy blog – www.dzieciowisko.pl

Kochani, nie pisałam o tym wcześniej, bo jeszcze nie miałam pewności, kiedy uda się wystartować. W każdym bądź razie zapraszam Was do zaglądania do mojego nowego bloga: www.dzieciowisko.pl. Blog Zosi oczywiście nie przestanie istnieć, nadal zamierzam tu pisać, mam nadzieję, że równie często i gęsto jak dotychczas. Dzieciowisko i Blog Zosi to dwie odmienne sprawy, więc żal byłoby zrezygnować z jednego na rzecz drugiego.

Nowy blog dotyczyć będzie spraw ogólnie dzieciowych. Doświadczenie rodzicielskie jakieś tam zdobywam, sporo o tym czytam, słucham, rozmawiam… szkoda byłoby nie wykorzystać tego i nie podzielić się z innymi. Nie zamierzam się tam mądrzyć. W końcu staż macierzyński jak na razie mam niewielki. Ale myślę, że w połączeniu w wykształceniem pedagogicznym coś tam jednak wiem. I te moje spostrzeżenia różniste na temat dzieci, wychowania i wszystkiego innego z nimi związanego zamierzam tam od dziś spisywać.

Blog Zosi ma charakter bardziej osobisty i takim pozostanie.

Zapraszam Was serdecznie do czytania obydwu moich blogów (to w kwestii zapewnienia Wam materiału do czytania). Oczywiście liczę, że wieść pójdzie w świat i polecicie Dzieciowisko swoim dzieciatym znajomym. Serdecznie Was o to proszę i z góry dzięki.

Pozdrawiam!

Rodzinnie

Od czwartku do niedzieli gościliśmy naszych Szczeciniaków. W sumie to powinnam pisać „Przecławian” tudzież „Przecławiaków”, ale tak już jakoś nawyk pozostał. W związku z wizytą mieliśmy zapewniony szereg atrakcji :) Udało nam się odwiedzić zoo, ogród japoński, aquapark, zobaczyć fontannę multimedialną wieczorem no i ogólnie pochodzić po mieście. Mikołaj w zoo mógł wreszcie podreptać sam wśród owiec i kóz na dziedzińcu. Oczywiście wyżerały mu wszystkie suchary. Tosia też dokarmiała zwierzaki ku ogólnej uciesze.

Największą atrakcję dla Micha stanowił jednak pies, który u nas przez tych kilka dni mieszkał. Radość była ogromna, gdy Michu się budził i pies wbiegał do niego do pokoju i go zaczepiał. Od razu zaczynał się śmiać (Michu, nie pies) i zły humor związany z przebudzeniem pryskał jak bańka mydlana.

Michu wczoraj „szpanował” na placu zabaw przed pewną młodszą dziewczynką. Masakra :) Tak się przed nią popisywał, że aż nam się głupio robiło. Oczywiście pokazywał, jak to on potrafi świetnie samodzielnie zjeżdżać. Ech… Wcześnie zaczyna to nasze dziecię. Głowę traci dla kobiet w wieku 20,5 miesięcy. A co to będzie dalej??? :)

Misiek w ogóle ostatnio wyprawia nowe rzeczy ze swoim ciałem. Nauczył się kręcić w kółko, chodzić na palcach i czołgać. Wygląda to momentami na wpływ teletubisiów, które robiły ostatnio podobne rzeczy. Śmiesznie wygląda taki Misiek, jak odkrywa, że można kręcić się w kółko, a nie tylko chodzić czy stać. :)

Dzisiaj na rehabilitacji Michu miał swój pomysł na ćwiczenia. Pani Kasia poćwiczyła go na kolanach może z 20-30 minut, a resztę Misiek zaplanował sobie sam – chodził po bieżni, po fakturach, po równoważni i drabinkach. Cieszyłyśmy się nawet z tej pomysłowości, bo przynajmniej trochę sobie integrację sensoryczną poćwiczył :) Nie wspominając też o równowadze na bieżni :)

Przedwczoraj wieczorem byliśmy na pokazie fontanny multimedialnej przy Hali Stulecia. I wyobraźcie sobie, że mi się podobało. Trochę boli, że tyle kasy w to poszło (aż tyle), ale przyznać trzeba, że robi ogromne wrażenie. Co prawda można by trochę poprawić infrastrukturę – brak porządnego oświetlenia podczas dojścia do pergoli, no i oczywiście brak miejsc parkingowych. Tłum był ogromny, zaparkowanie w pobliżu Hali i parku graniczyło z cudem. No ale cóż. W każdym bądź razie podobało mi się, popstrykałam trochę zdjęć, które obejrzeć można tutaj. Nie oddają oczywiście klimatu, bo to trzeba na żywo zobaczyć. Ale przynajmniej kolorystyka jest uchwycona :)

Wczoraj oglądałam pokątnie festiwal tvn w Sopocie. Koncert ku czci Niemena. Żenada. Masakra. I w ogóle strasznie to brzmiało. Jak akademia szkolna. A dzisiaj pokazali Marylę Rodowicz, która stwierdziła po koncercie, że piosenki były trudne, ale poruszały i wzruszały publiczność. No nie wiem. Mnie nie wzruszyły. Bardziej by mnie wzruszyły, gdyby puścili jakiś stary koncert Niemena, bo to wczorajsze wykonanie co najwyżej wzmagało ogólne „podkurwienie” (małoletnich i wrażliwych przepraszam za słownictwo). No ale ważne, że tvn miał swój koncert, teraz będą mieli o czym mówić w porankach przez najbliższe miesiące :)

A, zapomniałam napisać, że przy okazji rodzinnej wizyty w aquaparku w ubiegły piątek po raz pierwszy razem z Michem zjechaliśmy z tzw. zjeżdżalni rodzinnej. Michu miał uciechę nie z tej ziemi, a moja mina pt. „Wielka panika” i okrzyk: „Łap go!!!!!!!” („go” czyli Micha, okrzyk skierowany do szwagra) podobno bezcenne :) Michowi tak się spodobało, że z nadmiaru emocji i natychmiastowej chęci, by zjechać jeszcze użarł mnie w ramię tak, że siniec mam do dziś. No cóż, bywa i tak :)

Na koniec oczywiście kino bambino. Filmik z zoo i karmienia zwierząt :)

A zdjęcia z wizyty Szczeciniaków są tutaj i tutaj. W dwóch miejscach, a co, pomęczcie się trochę :)

Logopedia wita

No, to się udało. Zaniosłam dziś papiery na Uniwersytet i przyjęli mnie na podyplomówkę z logopedii. Jest około 160 osób na moim roku. Generalnie myślałam, że będzie jakaś rozmowa kwalifikacyjna jeszcze, ale pani powiedziała, że jestem już przyjęta. Nie wiem, czy w tym roku z tego zrezygnowano, czy dlatego, że się zgłosiłam po zakończeniu rekrutacji, w każdym razie rozmowa mnie ominęła. A w poprzednich latach była. I git. Mam nadzieję, że te studia będą sensowniejsze niż te, które skończyłam w tym roku. Jakby na to jednak nie spojrzeć, cieszę się bardzo, że się udało :)

Wczoraj byliśmy w Książu na zamku w ramach spacerku. Bardzo się rozczarowaliśmy, bo liczyliśmy na spacer w dół górki, jest takie przejście z tarasów zamkowych. Niestety, trwa tam obecnie remont i nie da się przejść :( Buuu… A po to głównie tam pojechaliśmy. No cóż. Ale i tak był fajnie. Misiek nachodził się jak zwykle czyli bardzo. Tylko dwa razy miał atak histerii, więc to naprawdę nieźle :)

W sobotę pod wieczór natomiast bryknęliśmy na Stary Rynek. Misiek szalał przy fontannie i na schodach ratusza. Na koniec poszedł posiedzieć w ogródku piwnym Piwnicy Świdnickiej. Co sobie będzie żałował :) Co do samego rynku, to oczywiście tłum ludzi, bo to weekend i do tego święto, i wakacje, i w ogóle. Ale jakoś nas nie zadeptali :)

Idę prasować, bo mi się przez weekend stos prania nazbierał. A! Zdjęcia z soboty i niedzieli oczywiście są tutaj. No i na koniec jeszcze dwa filmiki. Jeden z wczoraj z Książa – jak Michu rozbrajał aparaty z kulkami. A drugi stary z saneczek – pasjonujące kino drogi ;) Mariusz sugeruje, że powinnam zacząć obrabiać te filmiki i trochę je czasem ciąć, ale na razie nie mam czasu i chęci, by się tego nauczyć, więc wybaczcie, ale póki co będą żywcem takie, jakie je robię.

Piątkowo-wieczorne pisanie

Generalnie to spać mi się chce straszliwie, ale głupio tak przed 22 kłaść się do łóżka, więc słów kilka postanowiłam napisać. Z nowości (za dużo ich nie ma w tym tygodniu) to Misiek nauczył się wczoraj odkręcać i zakręcać butelki :) Jest to z pewnością cenna umiejętność. Zwłaszcza, że teraz dużo butelek z piwem ma tego rodzaju zamykanie zamiast standardowego kapsla ;) Poza tym wczoraj też debiutował nasz Miś w chodzeniu do tyłu. W sumie widzieliśmy to wczoraj raz i dzisiaj ze trzy razy. Śmiesznie to wygląda, zwłaszcza, że Michu ma wtedy minę, jakby przeszedł do kolejnego levela. Hm, no bo w sumie to chyba przeszedł. W ogóle to Michu śmiga jak najęty. Wymusza wychodzenie na spacery – przynosi najpierw swoje buty i rzuca mi pod nogi, następnie przynosi mi moje buty i ciągnie za rękę, żebym wstała. Masakra :) Tak nam się dziecię rozspacerowało!

We wtorek byłam z Michem na zajęciach grupowych u logopedy. Z całej grupy przyszedł tylko Misiek i jeszcze jeden chłopiec. Ale nie narzekaliśmy, bo widać, że Michu się przez ten miesiąc przerwy odzwyczaił. Nie chciał w ogóle ćwiczyć i był jakiś taki nerwowy. A punkt kulminacyjny był wtedy, jak pani Asia wyjęła kredki pastelowe i zaczęła je rozcierać na papierze Miśka ręką. Michu wpadł w szał. Generalnie on nie lubi się brudzić tego typu rzeczami. Zauważyliśmy to już kiedyś. Ciężko mu idzie przekonanie się do pomazania się kremem, farbkami, kredkami do malowania po ciele, do miętolenia ciastoliny. Logopeda doradziła ugotowanie różnych kolorów kisielu, żeby Michu się w tym babrał w domu. Ugotowałam mu trzy, ale jak tylko to zobaczył stwierdził „bleee” i w żaden sposób nie dał się namówić na zabawę. Pogadałam o tym w środę z psychologiem i pani powiedziała, że to wskazuje, że Misiek ma zaburzenia integracji sensorycznej. Brzmi mądrze, ale nie za wiele mówi. Poszukaliśmy trochę informacji, dowiedzieliśmy się czegoś więcej. Można pod tym kątem dziecko zdiagnozować u specjalisty, ale na razie jeszcze poczekamy. Zobaczymy, co pokaże rezonans. A jak się nic nie zmieni to pewnie poszukamy jakiegoś terapeuty od integracji. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba, że jakoś się uda nad tym popracować w domu i z panią psycholog. Pani mu co tydzień robi taki specjalny masaż z czuciem głębokim na nogach. Mam nadzieję, że pomoże.

Postanowiliśmy z Mariuszem wysłać mnie na studia podyplomowe. Konkretnie to na logopedię. Co prawda, na Uniwerku we Wrocławiu rekrutacja jest już zakończona, ale dzwoniłam w środę do dziekanatu i pani powiedziała, że jeśli szybko dostarczę papiery, to ona może jeszcze kilka osób wciągnąć na listę. No to zadzwoniłam do dziekanatu w Poznaniu z pytaniem, czy mój dyplom jest już przygotowany. Usłyszałam, że rektor nie podpisał jeszcze żadnego dyplomu z lipca. Uroczo. Ale pani wypisała mi zaświadczenie i w czwartek po nie pojechałam. Byliśmy dzisiaj przed południem w tym studium logopedii, ale było zamknięte. Uderzę tam w poniedziałek zaraz po 10, mam nadzieję, że mi się uda dostać. Byłoby super. W razie czego pozostaje jeszcze logopedia na DSW i chyba na Uniwersytecie Śląskim. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało :)

Nie mam żadnych nowych zdjęć Miśka, ale za to wrzucę nowe filmiki. No, może nie takie nowe, ale na pewno z Michem w roli głównej :) Cóż, musicie się z tym pogodzić – od kiedy nauczyłam się obsługiwać youtube’a macie przegwizdane ;)

Pierwszy filmik jest „świeży” – z ubiegłej niedzieli w Kudowie, jak Misiek pcha wózek. Niesamowicie pasjonujące kino ;)))

Drugi jest baaardzo stary. Ma prawie 20 miesięcy. Nakręcił go tata Mariusza. Mikołaj miał wtedy 2 tygodnie :) Ogólnie rzecz biorąc Michu próbuje tu zasnąć, ale chyba widok aparatu mu nie pozwala ;) Uważajcie jednak, byście sami nie posnęli ;)

No i jeszcze trzeci filmik (a co!). Nie wiem dokładnie z kiedy, bo nie pamiętam. Ogólnie rzecz biorąc Michu w wannie :) Z 6-7 miesięcy może tu mieć. Oczywiście, jak dwa poprzednie, dynamika akcji może przytłoczyć niewprawnego widza ;)

No, skoro doszliście do tego momentu, to znak, że obejrzeliście wszystkie trzy perły kina światowego. No chyba, że oszukiwaliście ;) W każdym razie gratuluję!

Na koniec jeszcze informacja. Założyłam sobie konto na Blipie. Co to jest Blip tłumaczyć nie będę, jak ktoś nie wie a chce się dowiedzieć, to niech poczyta. W każdym razie pisuję tam na razie testowo, nie wiem, czy mnie to wciągnie, czy nie, czy będzie mi się chciało kilka razy dziennie pamiętać, by coś wpisać. Ale jeśli chcecie pozerkać sobie na moje krótkie notki to zapraszam serdecznie tutaj.

Dwadzieścia miesięcy i jeden dzień

Starym zwyczajem informuję, że Michu wczoraj skończył dwadzieścia miesięcy. I starym zwyczajem mówię: stary byk z niego ;) Jakieś podsumowanie może by się zdało. Generalnie dziecię śmiga na dwóch nogach od 1,5 miesiąca. Z dnia na dzień idzie mu to coraz szybciej, jeśli chodzi o jakość, to nie powala, ale należy liczyć, że się poprawi po rehabilitacjach i wraz z rozwojem. Trochę niepokojąco jednym bioderkiem „zaciąga”, ale głównie wtedy, gdy chodzi niedbale, albo/czyli jest bardzo zmęczony. Co do mówienia, to od ostatniego razu nie zauważyłam żadnych większych zmian. Generalnie widać, że sprawdza się zasada, że jak dziecko nabywa nowej umiejętności, to inne stają w miejscu – od kiedy Michu zaczął chodzić (a teraz nawet biegać) to mowa stoi. Choć od wczoraj zauważamy z Mariuszem jakoby dziecię nasze dorzuciło sobie nowe sylaby do języka. Nie jestem ich jeszcze w stanie wymienić, ale generalnie coś tam próbuje od wczoraj kombinować więcej niż dotychczas. Może wtrąci coś nowego :) Aczkolwiek muszę przyznać, że naprawdę z Michem można już się całkiem przyzwoicie porozumieć i dogadać. Wypas :)

Ponadto Miś coraz bardziej robi się urwisowaty. Potrafi specjalnie napsocić coś tak, żeby nas rozśmieszyć. I ma z tego wielką radochę.

No i jeszcze o Teletubisiach. Michu zapałał nagle gorącą miłością do tych BBC-owskich stworków. Niebywałe to jest dla mnie i zupełnie niezrozumiałe, w czym tkwi fenomen tego programu. Nie przypuszczałam, że Misiek kiedykolwiek stanie się ich fanem. No ale stało się. Mamy CBeebies, a tam Teletubisie chyba trzy razy dziennie lecą, no bo to kanał BBC jest. I kiedyś Michowi włączyłam na Tubisie ciekawa reakcji. Hipnoza. Nawet Niedźwiedzia w dużym niebieskim domu z takim zainteresowaniem nie ogląda. Teletubisie potrafi obejrzeć od początku do końca, co nigdy mu się nie zdarzyło z inną bajką (i dobrze). Ciągle myślę, o co chodzi… Czy o to, że one takie kolorowe i sympatyczne? Czy że takie dziecięce i nieporadne? Czy że tyle jest powtórzeń w ciągu programu i dzięki temu dziecko czuje się bezpieczniej oglądając drugi i trzeci raz jak Dipsy coś liczy? Ech, nie wiem. Sama nie mam nic przeciwko Teletubisiom, co nie zmienia faktu, że namiętność Miśka do tej „bajki” jest zastanawiająca. Nie wspominając, jak emocjonalnie reaguje na różne sytuacje w programie. Jak dzisiaj zobaczył Tubisie zjeżdżające ze zjeżdżalni, to myślałam, że zje telewizor ze śmiechu :)

Kilka dni ubiegłego tygodnia spędziliśmy w Głuchowie. Michu się wybiegał za wszystkie czasy, ja się wymęczyłam, ale grunt, że rodzinka była zadowolona z naszej obecności :) Z Głuchowa przywiozłam dwa filmiki (bardzo króciutkie, więc bez obaw ;)). Pierwszy to Misiek z psem i nieudany buziak, a drugi to jak nasze dziecię robi porządki w piaskownicy.

Dzisiaj, zwyczajowo, bo to przecież niedziela, pojechaliśmy rodzinnie do Kudowy na tradycyjne lody i spacer. Misiek się nachodził, my za nim też, generalnie ubaw po pachy. Kupiliśmy mu rano na Bielanach taką kaczkę na kiju do pchania. Śmiesznie z nią wyglądał, bo jeszcze nie czaił do końca, że ma ją pchać, więc nią stukał w podłoże i wyglądało to trochę, jak nordic walking po Miśkowemu. Może zamiast kaczki trzeba było mu kijki kupić? ;) Oczywiście filmik też mamy z tego:

A zdjęcia z Kudowy to są tutaj, jakby kto pytał, szukał i chciał obejrzeć.

Mikołaj na gigancie ;)

Wpis ten co prawda będzie głównie o naszym wyjeździe do Gierałtowa, ale zacznę od wyjaśnienia tytułu. Michu wczoraj pierwszy raz zwiał z chaty. Zaczęło się. Dziecko dopiero 20-miesięczne, żaden tam nastolatek, a jak widać już wizja wolności miesza mu w głowie! ;) A tak serio, to historia wyglądała mniej-więcej tak:
Leżymy sobie wczoraj z Mariuszem na tapczanie w pokoju. Niedzielne popołudnie, my zmęczeni po wypoczynku w Orliku, Michu lekko zregenerowany, bryka po chacie. Oglądamy tv. Tak sobie leżymy, Michu sobie bryka (tak nam się wydawało przynajmniej), aż tu nagle słyszę, że jakieś dziecko gada na klatce schodowej. Tak sobie słucham tego dzieciaka i myślę, że jakoś go wyraźnie słychać, jakby drzwi były otwarte… W tym momencie mój proces myślowy (trwający tym razem, o dziwo, ułamki sekund) wyglądał tak: dziecko gada-głośno gada-wyraźnie słychać-dziecko brzmi jak Misiek-drzwi na klatkę otwarte-gdzie jest Misiek???? Lecę w dół po schodach, zaglądając po drodze w boczne korytarze i próbuję namierzyć Miśka. Słyszę bardzo zadowolone gadanie gdzieś tam na dole, o, widzę jak mignęła mi za zakrętem czupryna Micha. Ostatni zakręt – jest. Dziecię nasze zeszło samodzielnie (bez wypadku!!! ufff) z drugiego piętra prawie na parter. Całe szczęście, że go usłyszałam, bo pewnie zauważylibyśmy go na placu zabaw przez okno dopiero. Jezu. Generalnie to teraz mamy polew i cała ta sytuacja jest dla nas zabawna, ale wolę nie myśleć, co by się mogło stać. Taki to Misiek. Wychodzi z domu, a nawet się nie spyta, czy może ;) Ale mamy nauczkę, że musimy pamiętać o zamykaniu drzwi na klucz. Bo Michu urósł i sięga do klamki.

Weekend spędziliśmy w Gierałtowie Starym, koło Lądka Zdroju, w Górach Bialskich. Mariusz był tam kiedyś w pensjonacie Orlik na sfruwie integracyjnym z firmy. A że jechali też znajomi, to postanowiliśmy również pojechać i wypróbować w tamtejszych górkach nowe nosidło Miśkowe. No bo kupiliśmy je w zeszłym tygodniu, w Decathlonie. Deuter Kid Comfort czy jakoś tak.

Co do samego Orlika, to miejsce fantastyczne – hektar ogrodu do leżenia nad strumykiem, tudzież siedzenia na kocyku, ławce, huśtawce, czy na czym się chce. Michu miał bezpieczny teren do chodzenia, do tego cisza i spokój, bo ruch tam jest bardzo mały. Pełnia szczęścia była w momencie wejścia do pokoju, gdy okazało się, że widok za oknem mamy na maksa odprężający – wielka zielona góra. Wypas!

Co do nosidła, to my jesteśmy z niego zadowoleni, Misiek mniej. Ryczy zazwyczaj, jak ma do niego wsiąść. Sprawdzaliśmy wszystko, czy przypadkiem nie uwiera, obciera i tak dalej. Ale doszliśmy w końcu do wniosku, że Michu się po prostu w nosidle nudzi. Jak tylko nie jest zbytnio zmęczony, to chce iść sam. Jakoś nie bardzo można mu tego zabraniać, bo w końcu to świetnie, że chce być samodzielny, ale czasem fajnie by było pójść gdzieś dalej niż 100m od domu ;) Swoją drogą, jak Michu się wczoraj zmęczył, to pół godziny siedział w nosidle w drodze do pensjonatu i nawet nie kwęknął, że chce zejść. Ot, taki Misiek samobieżnik :) Liczymy, że się przyzwyczai do nosidła. Na to, że będzie w nim wolał siedzieć niż iść to nie liczymy (zresztą lepiej, żeby się tak nie rozleniwiał), ale może jak mu coś zainstalujemy ciekawego w nosidle, w co by mógł podusić, co by grało i świeciło, to może kiedyś uda nam się wejść na jakąś górkę :) Można by próbować, by Michu szedł na górkę pieszo, ale jak na razie to nasze dziecko ma swoją koncepcję spacerów, nieodgadnioną przez nikogo, i zazwyczaj prowadzi ona w inną stronę niż ta, w którą zmierzamy my – Mariusz i ja. Cóż, można się przyzwyczaić :)

Ponadto Misiek przywiózł sobie z Gierałtowa nowego siniaka na czole, bo rąbnął się głową w asfalt. Oczywiście nie przypadkiem – ze złości na nas. Ale przyznać trzeba, że to tłuczenie głową w co popadnie i tak już jest rzadsze niż wcześniej. Poza tym od dawna nie zdarzyło się, żeby Michu mnie ze złości ugryzł. Progres. Zostało jeszcze szczypanie i bicie, ale już też jakby trochę osłabło. Oby udało się Miśka z tego wyprowadzić. Po prostu nie umie sobie Mikołaj radzić z nadmiarem negatywnych emocji. Gdy mu się czegoś zabrania albo coś go zdenerwuje to tak właśnie się zachowuje. Wczoraj jednakże doszliśmy z Mariuszem do pocieszającego wniosku, że Michu, chociaż się tłucze głową i wkurza na nas, że czegoś mu nie pozwalamy, to jednak, jak słyszy, że czegoś nie wolno, to tego nie robi (zaznaczę, że jak słyszy w porę, bo gdy już się do czegoś dorwie i wtedy mu się mówi, że nie wolno, to już jest „po ptokach”). Czyli nasza konsekwencja daje jednak jakieś rezultaty. Powoli Misiek uczy się też, że są rzeczy, których nie można dotykać, tudzież miejsca, w które nie można chodzić. Zdarza się nawet, że potrafi to zaakceptować bez żadnej reakcji negatywnej. Co prawda jest to jeszcze rzadkie, ale i tak duży sukces :)

Misiu w ostatnim tygodniu zrobił się długodystansowym spacerowiczem. Gdy jest ładna pogoda to chodzimy na spacer dwa razy dziennie – raz przed południem, drugi raz po wieczór, przed spaniem – i kilka ostatnich wypraw osiągało już czas około 2 godzin. Misiek ma swoją stałą trasę. Od naszej klatki schodowej, po schodach w dół, przez ulicę, na plac zabaw do Osady, dalej takim tunelem w bloku na schody przy sklepie i albo znów na plac zabaw albo znów pod naszą klatkę i dalej. Coraz mniej woła na ręce – pamięta zazwyczaj, że jak jest zmęczony, to trzeba sobie usiąść i odpocząć. Siada więc na przykład na schodach, albo na środku chodnika :) I uczy się, że jak pije wodę, to też powinien siedzieć. Czasem o tym zapomina, ale widzę, że się stara :)

Tyle na dziś. Jutro wybieram się z Michem na 3 noce do Głuchowa. Mam nadzieję, że ta burzliwa pogoda się uspokoi, bo szkoda by było być w Głuchowie i siedzieć w domu.

W galerii oczywiście nowe zdjęcia z Gierałtowa. No i są jeszcze trochę mniej nowe – z ubiegłego tygodnia. Kto nie widział, niech zagląda. Link jest tutaj.

W sumie jeszcze nie koniec. Jeszcze kino :) Zgodnie z obietnicą, zamieszczam kolejny filmik z Miśkiem w roli głównej. Tym razem będzie to kino historyczne, z czasów, gdy Miś jeszcze pełzał :) Przedstawiamy talent muzyczny naszego syna: