Upał, że aż boli. Ale mi to chyba ciężko dogo­dzić — to za dużo pada, to za zimno, to za cie­pło… W sumie to nie, tem­pe­ra­tura 22 stopni i słońce zała­twi­łyby sprawę. Ale to, co się obec­nie dzieje za oknem, to już jest prze­sada! Choć i tak dobrze, że burze ustały (cie­kawe na jak długo), bo przez ostat­nich kilka dni to nie było popo­łu­dnia, żeby nie trza­skały pio­runy. Jak jest tak gorąco to mi się mózg lasuje.

Wczo­raj bylim w kinie na Epoce Lodow­co­wej 3. Rewe­la­cja. Dobrze zro­biona ani­ma­cja. Świet­nie roz­bu­do­wana opo­wieść i wyśmie­ni­cie zbu­do­wane postaci. Sama przy­jem­ność! Mniej­sza przy­jem­ność cze­kała nas po wyj­ściu z kina, gdy oka­zało się, że Misiek zaczął bry­kać po naszym wyj­ściu z domu i Ola (opie­kunka) musiała wkro­czyć do akcji (to zna­czy do pokoju), wyjąć zapła­kańca z łóżeczka i poprzy­tu­lać. Michu tro­chę zagu­biony w tym wszyst­kim (“Gdzie jest mama?????????”), Ola dała sobie świet­nie radę, no a my cóż… Mariusz odwiózł Olę, a ja poprzy­tu­la­łam Miśka, pogła­ska­łam (gła­ska­nie to jest ostat­nio na żądanie nie­mal, jak Michu bie­rze moją rękę i kła­dzie ją sobie na gło­wie), posie­dzia­łam i zasnął. Było grubo po pół­nocy. Na szczę­ście już się wię­cej nie budził. Tro­chę jest Miś podzię­biony, więc mogło mu to prze­szka­dzać w zaśnię­ciu. No i też te upały! Dzi­siaj śpi na golasa, tylko w cien­kim śpiworku.
Co do wspo­mnia­nej Oli, to nie­stety, wczo­raj ostatni raz opie­ko­wała się Miś­kiem, bo wyjeż­dża na stałe do Fran­cji, no i kicha :( Teraz to do kina oddziel­nie będziemy cho­dzić :( Bo że cho­dzić będziemy to pewne — ja już szy­kuję się na Har­rego Pot­tera, bo wcho­dzi na ekrany niedługo :)

Tydzień temu skoń­czy­li­śmy oglą­dać piąty sezon dr House’a (nigdy o tym wcze­śniej nie wspo­mi­na­łam, ale jestem wie­eel­kim fanem tego serialu). No i gene­ral­nie masa­kra. House’a mi psy­chia­tryku zamknęli! Koszmar!

W środę bro­nię magi­stra. Swo­jego, rzecz jasna :) Pro­szę trzy­mać kciuki! Temat pracy brzmi: “Rola foto­gra­fii w pod­ręcz­ni­kach szkol­nych do przy­rody”. Pory­wa­jący, czyż nie? ;)

Zasta­na­wiam się nad rezy­gna­cją z reha­bi­li­ta­cji. Ogól­nie rzecz bio­rąc jest jesz­cze Michowi potrzebna, ale to, co się ostat­nio z Michem dzieje, spra­wia, że Boba­thy powoli prze­stają mieć sens. W ubie­gły wto­rek na zaję­ciach Miko­łaj po raz kolejny tak wył i się wyry­wał, że reha­bi­li­tantka nic nie była w sta­nie z nim zro­bić. Od ponie­działku wraca nasza pani Kasia, może Miko­łaj lepiej zare­aguje na nią niż na zastęp­czy­nię, choć szcze­rze mówiąc wąt­pię, czy to była tylko kwe­stia zmiany tera­peutki. Michu ostat­nio jest taki nie­prze­wi­dy­walny, dostaje jakichś napa­dów histe­rii i reaguje na nie wale­niem głową w to, co ma aku­rat pod… głową. Siniak na czole nie scho­dzi mu od kilku tygo­dni. No i na tera­pii wygląda to tak samo. Jak tak dalej pój­dzie to będziemy musieli się wyco­fać, bo bez sensu będzie cho­dzić i się tylko dener­wo­wać. Pro­blem może być tylko w powro­cie, bo wąt­pliwe jest, czy Michu w ogóle jesz­cze potem będzie chciał ćwiczyć. Może jak będzie tro­chę star­szy? Może jesz­cze jakąś inną metodą? Na razie trzeba pocze­kać na roz­wój wypadków.

Bar­dzo dobrze idzie nam współ­praca z panią psy­cho­log (Wie­li­sława Zwierz-Wasylew). Pani mniej-więcej wyczuła Miśka, wie, że trzeba go cza­sem tro­chę pooszu­ki­wać, bo ina­czej ona nie osią­gnie tego, co chce. I w ten spo­sób, dzięki temu, że pozwo­liła Michowi posie­dzieć przy swoim kom­pie i pokli­kać w kla­wia­turę, Michu pozwo­lił sobie wyma­so­wać całe nogi. Dodam, że tydzień wcze­śniej, logo­pe­dzie nie udało się to, bo Michu wył jak wyjec przez całe 40 minut. Gene­ral­nie pani psy­cho­log bar­dzo kon­kretna. Bar­dzo mi się podoba.

Jezu, wła­śnie po raz kolejny w tvn24 sły­szę coś na temat “króla popu” i tego, jak wspa­niale tań­czył i śpie­wał na fil­miku, który został opu­bli­ko­wany w Inter­ne­cie. Żenada. Gene­ral­nie cała ta szopka wokół Jack­sona strasz­nie mnie już zmę­czyła. Ludzie, daj­cie spo­kój! Koleś zmarł, ok, współ­czuć należy naj­bliż­szym i tyle. Być może fak­tycz­nie zazna­czył się jakoś w histo­rii muzyki współ­cze­snej, nie zaprze­czam, ja się na tym nie znam. Ale robie­nie z niego jakie­goś boha­tera, to już wielka prze­sada jest. Z tego, co sły­chać i co można prze­czy­tać, koleś wiecz­nie naćpany jaki­miś pro­chami, ledwo się kupy trzy­mał; jak na niego patrzę na tym fil­miku to cały czas mam stresa, że mu zaraz coś odpad­nie. Chory czło­wiek po pro­stu. Chory psy­chicz­nie, żeby było jasne. To, co z sobą zro­bił, naj­le­piej o tym świad­czy. Nie chcia­ła­bym, żeby był moim ido­lem. Bo co, mia­ła­bym sobie nos ode­rwać? Żenada… No i te tek­sty zewsząd, że na tym fil­miku z prób widać, że był w świet­nej for­mie. Ludzie, czy wy ślepi jeste­ście jesz­cze, czy tylko głupi? Po czym widać tę świetną formę? Po tym, że on się ledwo na nogach trzy­mał? Że cho­re­ogra­fia, którą tań­czył, była żenu­jąco uboga w figury (w porów­na­niu z tym, co ten koleś robił w cza­sach swo­jej świet­no­ści) i że patrząc na niego cały czas mia­łam wra­że­nie, że ten czło­wiek się masa­krycz­nie męczy i wręcz boi się ruszać, albo go coś boli? Jezu. Ja się naprawdę dzi­wię, że on się jesz­cze wcze­śniej nie roz­padł. Masa­kra. Ok, chory czło­wiek, żal go, i tyle. Prze­stań­cie robić z niego boga, bo nim nie jest. A jeśli ktoś uważa, że jest, to mu współ­czuję z całego serca.

Koń­czę. W gale­rii kilka nowych zdjęć. Pew­nie już nie­któ­rzy widzieli. Oczy­wi­ście Miśkowe :)