Wczo­raj byłam z Michem u dok­tor Dołyk, neu­ro­loga. Gene­ral­nie znowu mnie zdo­ło­wała, powie­działa, że nadal trudno kon­krety podać, ale oba­wia się, że owo opóź­nie­nie u Miśka może prze­ro­dzić się w upo­śle­dze­nie lek­kiego stop­nia. Mam nadzieję, że się myli, i że jed­nak Misiek wyrówna wszyst­kie straty.

Zale­ciła zro­bić ponowne bada­nia na hor­mony tar­czycy, spró­bo­wać jesz­cze pocho­dzić z Miś­kiem na zaję­cia do psy­cho­loga (żeby ktoś mu indy­wi­du­alny pro­gram uło­żył), no i poło­żyć Miśka na oddziale neu­ro­lo­gii dzie­cię­cej w celu głęb­szej dia­gno­styki pro­blemu. Bo cią­gle nie wiemy, co tak Micha opóź­nia. Co do tego oddziału, to nie jest to konieczne, ale zale­cone, więc na razie z Mariu­szem posta­no­wi­li­śmy pocze­kać do czerw­co­wej wizyty w Szcze­ci­nie u dr Hna­ty­szyn. Chcemy zoba­czyć, co ona zaleci i wtedy zade­cy­du­jemy. Pew­nie koniec koń­ców Michu i tak wylą­duje na oddziale. Póki co to muszę się bar­dzo spiąć z pracą magi­ster­ską, napi­sać to badzie­wie jak naj­szyb­ciej, żeby w razie czego, nie mieć już na gło­wie pisa­nia, tylko samego Miśka.

Dr Dołyk radzi też powoli rozej­rzeć się za odpo­wied­nim przed­szko­lem dla Miśka. Mówi, żeby­śmy dobrze je wybrali, z nasta­wie­niem na przed­szkole z dużym wybo­rem zajęć roz­wi­ja­ją­cych poznaw­czo, z opieką psy­cho­loga i logo­pedy. Na moje oko to opty­malne byłoby jakieś przed­szkole mon­tes­so­riań­skie, ale nie wiem, czy jest takie we Wro­cła­wiu. Muszę poszu­kać. Wiem, że jest jedno — Klub Kra­sno­ludka, które opiera się na peda­go­gice Mon­tes­sori i Wygot­skiego. Myślę, że i to byłoby ok. Trzeba będzie się rozejrzeć.

Misiek ma ostat­nio pęd na robie­nie “papa” :) Zro­zu­miał sytu­ację, w któ­rej “papa” zro­bić należy i ostat­nio macha łapskami wszyst­kim i wszę­dzie :) Nawet już mu cza­sem nie trzeba mówić, żeby zro­bił, tylko tak sam z sie­bie macha :)

Michu dostał w pre­zen­cie od dziad­ków z Gnie­zna tablicę. Wypa­trzy­li­śmy ją nie­dawno w Smyku i pomy­śle­li­śmy, że mogłaby się Michowi przy­dać. Z jed­nej strony jest czarna, do pisa­nia kredą, z dru­giej strony biała — sucho­ście­ralna, na pisaki. Do tego na tej bia­łej stro­nie są klipsy do zawie­sza­nia papieru, no i jest nama­gne­so­wana. W pakie­cie było chyba z pięć kom­ple­tów z liter­kami i cyfer­kami, które można na magnes przy­cze­piać. Na razie Michu rysuje kredą (rysuje, kru­szy, łamie, zjada i co jesz­cze tylko można z kredą robić) i frajdę ma z tego nie­sa­mo­witą :) Przy oka­zji ćwiczy też sta­wa­nie, może w końcu zaczai, że można stać nie opie­ra­jąc się o nic.

Za tydzień w sobotę mam abso­lu­to­rium w Pozna­niu. W końcu koniec!

No i tyle chyba na dziś. A nie, jesz­cze jedno. Wczo­raj byli­śmy z Mariu­szem w kinie na “Star Trek”. Jestem w szoku, bo mi się ten film auten­tycz­nie spodo­bał! Mnie — Zosi, która za fan­ta­styką z kosmosu nie prze­pada za bar­dzo! Tak więc pole­cam, bo warto obej­rzeć. Co prawda ist­nieje ryzyko, że obej­rzany w domu na tv nie zrobi już takiego wra­że­nia, ale do kina na pewno warto się na niego pofatygować :)