Miko­łaj skoń­czył dzi­siaj 15 mie­sięcy. Taka ze mnie wyrodna matka, że zapo­mnia­ła­bym o tym zupeł­nie, gdyby nie Mariusz, który mi przy­po­mniał. Stary byk z niego. Z Miśka, oczy­wi­ście, bo mał­żo­nek mój jesz­cze cał­kiem młody, buha­haha ;) W każ­dym razie dobrze się trzyma, jak na swoje lata ;)

Byli­śmy dziś rano w aqu­aparku. Misiek prze­szczę­śliwy. Ostat­nio prze­pro­sił się z wodą i znowu zaczął pły­wać. Zarówno tydzień temu jak i przed­wczo­raj na zaję­ciach z pły­wa­nia w Pul­san­ti­sie dawał czadu. Kwi­czał z rado­ści i cał­kiem spraw­nie wyko­ny­wał pole­ce­nia. Mimo że był śpiący, bo ostat­nio mamy w piątki tak, że po Boba­thach nie ma czasu poło­żyć Misia spać, tylko od razu jedziemy na pły­wal­nię. Ale tak mu się spodo­bało na nowo pły­wa­nie, że aż miło patrzeć. Zresztą postępy też są — już go cza­sem można puścić, gdy jest w rękaw­kach i kółku, albo na maka­ro­nie. W ogóle to w aqu­aparku bar­dzo mu się podoba. Punkt obo­wiąz­kowy to zjeż­dżal­nia. Biedny tylko mój kręgosłup ;)

Po połu­dniu ruszy­li­śmy na spa­ce­rek do Parku Połu­dnio­wego. Mamy z tej wyprawy kilka zdjęć w gale­rii. W sumie to mamy ich o wiele wię­cej, ale nie chcie­li­śmy Was zanu­dzać. W parku jest plac zabaw, a na nim huś­tawka. Pisa­łam o niej ostat­nio. Dziś była do huś­tawki kolejka, ale udało się dopchać. I pozjeż­dżać na zjeż­dżalni też trzeba było, bo by Michu chyba nam nie wybaczył.

Co do nowo­ści Miko­ła­jo­wych, to Miś potrafi poka­zać włosy :) Kolejny suk­ces :) Dziś wypa­trzony. No i Mariusz stwier­dził po prze­czy­ta­niu ostat­niego posta, że nie napi­sa­łam, że Michu coraz lepiej i pew­niej stoi przy meblach i że się coraz spraw­niej przy nich poru­sza. No to piszę: Miko­łaj coraz lepiej i pew­niej stoi przy meblach i coraz spraw­niej się przy nich poru­sza. Fakt to nie­za­prze­czalny :) I dziś zaczął jesz­cze mówić coś w stylu “ne-ne”, ale tro­chę bar­dziej miękko. W sumie tro­chę jak “ńe-ńe”. Bo “nie-nie” to jesz­cze nie jest. Ale się zasta­na­wiam, czy nie ma jakie­goś prze­kazu w tym. Ale muszę jesz­cze poob­ser­wo­wać. Bo może to tylko zwy­kłe powta­rza­nie. A może to już cał­kiem świa­dome: “nie”? Dziś w ogóle Michu był świetny. Gdy weszli­śmy na teren aqu­aparku to cze­ka­łam z nim na Mariu­sza. Sie­dzie­li­śmy sobie na murku i poka­zuję Misiowi, że idzie Mariusz. A na to Miś: “Tata!” No roz­wa­lił mnie tym kom­plet­nie. Mariu­sza zresztą też. Ale nie ma się w umie co dzi­wić. Gdy wczo­raj byłam na zaję­ciach to Mariusz cały dzień ćwiczył z Michem mówie­nie “tata” ;)

We wto­rek jedziemy do Szcze­cina. Mama Szwa­gra zała­twiła nam kon­sul­ta­cję neu­ro­lo­giczną. Bar­dzo się cie­szę. Z dwóch powo­dów: Po pierw­sze, że Miśka obej­rzy jesz­cze ktoś poza dok­tor Dołyk, a po dru­gie, że się w końcu spo­tkam z naszymi ulu­bio­nymi Szcze­ci­nia­kami. Bo bar­dzo się za nimi stę­sk­ni­łam! I spo­tkam się też z mamą, bo aku­rat jest w Szcze­ci­nie. Super :)

Tyle na dziś. Reszta pew­nie po powro­cie ze Szczecina!