Tak skwi­to­wał dziś Miko­łaja Mariusz, gdy Miś w końcu powie­dział: “tata”. Bo ostat­nimi czasy dzie­cię nasze jakoś zaprze­stało gadul­stwa. Kie­dyś było ma-ma-ma, ta-ta-ta, ba-ba-ba, ga-ga-ga i ich różne kom­bi­na­cje. Potem zostało tylko bu i mama (cał­kiem już świa­dome :)). No i przez kilka ostat­nich tygo­dni ćwiczymy cią­gle ta-ta, coby się dzie­cię­ciu przy­po­mniało. Cóż… Coś tam się przy­po­mi­nało, ale mar­nie — nie bójmy się tego powie­dzieć. Co prawda Mariusz cały czas mówił, że mu się bar­dzo “at-at” podoba, ale jakoś mu nie wie­rzy­łam ;) No i się dziś docze­kał. W końcu Michu zasko­czył i Mariusz już nie jest “at-at” ale peł­no­war­to­ściowy “tata” :))) Wypas!

W ogóle to nam się dzi­siaj tak Michu roz­ga­dał, że wręcz nie pozna­jemy faceta. Wszystko musiał sko­men­to­wać po swo­jemu. Zresztą, on się dziś tak zacho­wuje, jakby jechał na jakichś pro­chach. Spał zale­d­wie dwie godziny w ciągu dnia, a przez cały dzień miał tyle ener­gii, że szok. Może wio­snę czuje? W końcu niedź­wie­dzie budzą się ze snu zimo­wego. Więc Michu, jak na peł­no­war­to­ścio­wego micha przy­stało, też się obu­dzić powinien :)

W końcu mia­łam dziś czas, żeby zabrać Misia na dłuż­szy spa­cer do parku. Ostat­nio nam się bar­dzo nie skła­dało. Albo pogoda brzydka, albo Miś chory, albo po pro­stu (i to prze­waż­nie) Pro­myk Słońca. A dziś w Pro­myku byli­śmy na 8, potem drzemka, obia­dek i na spa­cer! Po dro­dze Michu dostał nową czapkę wio­senną, bo w zimo­wej było za gorąco (dwa­na­ście stopni na plus!). Przy oka­zji kupi­li­śmy tez w Coc­co­drillo pierw­sze Miś­kowe trampki! I to nie byle jakie, bo w moro! Tro­chę są za duże (mniej-więcej o jeden numer), ale przy­naj­mniej pocho­dzi w nich, jak się w końcu nauczy, na wio­snę. Kupi­łam je bowiem z myślą o tym, żeby je zabie­rać do Pro­myka. Bo gdy cze­kamy na kory­ta­rzu na reha­bi­li­ta­cję, to Miś zazwy­czaj nie chce już sie­dzieć, tylko woli stać. No i wtedy ma do wyboru albo stać w skar­pet­kach na brud­nej i zim­nej pod­ło­dze, albo w swo­ich butach zimo­wych, w któ­rych się “kole­boce”. No to teraz ma trampki :)

Przy oka­zji spa­cerku Miko­łaj zali­czył huś­tawkę na placu zabaw w parku. Już raz się huś­tał na placu przy Parku Połu­dnio­wym. W nie­dzielę. Tamta huś­tawka była dobra, bo Miś sie­dział w niej sam — taka dosto­so­wana do małego dzie­ciaczka. Ta w naszym parku na razie nadaje się do huś­ta­nia na kola­nach u mamy, co nie zmie­nia faktu, że frajda jest nadal wielka!
No i wia­domo — jak plac zabaw, to i pia­sek! I próba jedze­nia kamieni, rzecz jasna :)

Miko­łaj roz­wija się arty­stycz­nie :) Zacię­cie muzyczne to już fakt. Od kilku dni nato­miast Miś zafa­scy­no­wany jest rysow­nic­twem! Zaczęło się od zwy­kłego trzy­ma­nia dłu­go­pisu. Mimo zachęt nie chciał nim wcze­śniej ryso­wać, już sam dłu­go­pis był wystar­cza­jąco cie­kawy. Za to kilka dni temu Miko­łaj odkrył, że jed­nak można wię­cej! Zaczął bar­dzo deli­kat­nie mazać dłu­go­pi­sem po papie­rze. Na początku nic nie było widać, bo Miś pra­wie wcale nie doci­skał. Włą­czy­li­śmy do nauki kredki (pyszne są, mniam, mniam) i na dzień dzi­siej­szy mamy już efekty na około dwóch kart­kach oraz na kocyku i śpiworku. Efekty z kartki zeska­nuję i wrzucę tu któ­re­goś dnia, bo to pamiątka wielka! Pierw­sze pla­styczne dzieło wiel­kiego Czło­wieka! :)
Ryso­wa­nie pochła­nia Misia bez reszty. Gdy dostaje kartkę i kredki to jest w sta­nie zaba­wiać się nimi kil­ka­na­ście minut. To naprawdę bar­dzo długo :)

Ponadto Miko­łaj znowu nauczył się kilku rze­czy: Że kredki są w kubeczku. A jak nie są, to trzeba je do niego wło­żyć. Nawet, jeśli jest to kube­czek po świeżo wypi­tej kawie :) Wie też, gdzie ma paluszki :) Potrafi poka­zać Kubu­sia Puchatka — już nie tylko maskotkę, ale rów­nież na kred­kach, w ksią­żeczce oraz pasku na ścia­nie. Wie, do czego służy grze­bień i spinka do wło­sów (czyżby miał być “z metra cięty”? ;)). Potrafi nani­zać drew­niane kółeczka ze swo­jej zabawki na patyk. I potrafi poka­zać kurę w ksią­żeczce, mimo że wcze­śniej poka­zy­wa­łam mu ją tylko dwa razy :) W ogóle zaczął wska­zy­wać palusz­kiem. W końcu. Czę­sto jesz­cze jakieś więk­sze rze­czy poka­zuje całą ręką, ale jak ma poka­zać coś w ksią­żeczce, to już potrafi palusz­kiem :) Brawo Miko­łaj! Jeste­śmy z Cie­bie bar­dzo dumni!

Tyle na dziś. Idę się uczyć, bo poju­trze mam egzamin.