Powiem Wam, że zamó­wione na alle­gro sanki dotarły… Ale nie do Wro­cła­wia. Z wła­snego roz­trze­pa­nia, przy zama­wia­niu, nie zwró­ci­łam uwagi, że nie zmie­ni­łam w moich danych adresu z głu­chow­skiego na wro­cław­ski, no i się mama wczo­raj w Głu­cho­wie zdzi­wiła, gdy jej kurier przy­niósł do domu wielką pakę z sanecz­kami :) Dobrze, że była w domu, bo nie wiem, gdzie by ją potem kurier zna­lazł. Albo gdzie byśmy póź­niej szu­kali paczki. No, ale dobrze, że doszła, tak czy siak. W sobotę odbie­rzemy :) Może jesz­cze coś zosta­nie ze śniegu, żeby je wypró­bo­wać w nie­dzielę, tudzież w przy­szłym tygodniu.

Byłam wczo­raj z Miś­kiem u den­ty­sty. To jego pierw­sza wizyta w życiu u tego leka­rza. No i rosłam z dumy, tak nas pani chwa­liła. Że tak wspa­niale dbamy o zęby Miśka. I że podobno jeste­śmy nie­wiel­kim pro­cen­tem rodzi­ców, któ­rzy są tak uświa­do­mieni co do tego, że czy­ścić zęby (a wcze­śniej dzią­sełka) trzeba od samego początku i w ogóle. Kolejne zachwyty były nad tym, ze Miś sam używa szczo­teczki. Cho­ciaż to jego samo­dzielne uży­wa­nie to w nas tro­chę roz­te­rek budziło. Bo kie­dyś to było tak, że naj­pierw ja bra­łam szczotę z pastą, szo­ro­wa­łam Michowi zęby, po czym dawa­łam Miś­kowi i on tam sobie po swo­jemu grze­bał. Ale jak mu zaczęły wycho­dzić czwórki, to już nie pozwa­lał sobie czy­ścić. No więc zaczę­łam mu poda­wać po pro­stu szczotkę z pastą i sam sobie grze­bie (bo szczot­ko­wa­nie to, rzecz jasna, nie jest). I to wła­śnie budziło roz­terki — czy te zęby są nadal w miarę zadbane. No ale pani den­tystka powie­działa, że jak naj­bar­dziej. Że Miś przy oka­zji jak sobie masuje dzią­sła to też prze­leci po zębach szczotką, i że zawsze coś z tej pasty mu na zęby spad­nie. Więc mamy się nie mar­twić, bo ząbki zdrowe i ładne. I żeby­śmy tylko pil­no­wali, by w nocy nie pił nic słod­kiego. No i po myciu zębów, przed spa­niem, też nie. Na to wyja­śni­łam pani, że Miś po myciu zębów dostaje tylko wodę wie­czo­rem do picia, i w nocy, jak się obu­dzi (co się zda­rza rzadko), też wodę. No i tu pani den­tystka stała się moją wiel­bi­cielką :) Stwier­dziła więc, że koniec wizyty, że możemy się poka­zać za 4 mie­siące, to obej­rzy nowe zęby i tyle. A! A zębów Misiek ma obec­nie 12. Wszyst­kie jedynki, dwójki i czwórki. Teraz przyj­dzie czas na trójki :) Jesz­cze tylko 8 zębów i szczęka pełna :)

Tak więc od wczo­raj pękam z dumy :) W ogóle to stwier­dzi­li­śmy z Mariu­szem, że to chyba pierw­sza lekarka, która tak od początku do końca pochwa­liła Miśka. Nic u niego nie zna­la­zła. Chyba będę czę­ściej tam cho­dzić, by się pochwał nasłu­chać ;) W przy­szłym tygo­dniu idziemy z wizytą do dok­tor Kwa­pisz, więc pew­nie się nasłu­cham, że Misiek krzywy. Ech… A swoją drogą, cie­kawe, co powie, bo od kilku tygo­dni nie ćwiczymy już Vojty. Po pro­stu nie dawa­łam rady już utrzy­mać Miśka. Pani Dorota stwier­dziła, że w takim razie nie muszę, póki co, przy­cho­dzić do niej na zaję­cia, a jak dr Kwa­pisz stwier­dzi, że koniecz­nie trzeba dalej voj­to­wać, to znaj­dziemy jakiś spo­sób na unie­ru­cho­mie­nie Miśka. Zoba­czymy, co z tego wyjdzie.

W nie­dzielę byli­śmy na WOŚP. Główne imprezy odby­wały się przy aqu­aparku, więc prze­szli­śmy się tam spa­cer­kiem, bo to od nas żabi skok. Miś przy oka­zji nabrał rumień­ców, a my nie­źle zmar­z­li­śmy. Poro­bi­łam tro­chę zdjęć, ale na razie sie­dzą jesz­cze w kar­cie w apa­ra­cie, bo z powodu usterki kompa nie można ich zgrać. Ale jak zgramy, to wrzucę do galerii.

Wie­cie, teraz mamy tydzień dobroci dla Zosi :) W końcu zna­la­zło się kilka chwil czasu, żeby spo­żyt­ko­wać spłatę sty­pen­dium nauko­wego i wydać je na roz­ko­sze zaku­powe ;) Mał­żo­nek mój stwier­dził, że sobie w zupeł­no­ści zasłu­ży­łam na to, by kasę ową prze­pu­ścić, więc cóż było robić… Na zakupy!!! :) Wczo­raj­sza wizyta w Gale­rii Domi­ni­kań­skiej to jesz­cze nie koniec. W nie­dzielę ruszam jesz­cze po jeansy, a dziś wie­czo­rem do fry­zjera. A co!

Z grub­sza to by było na tyle. Do następnego :)