To już nie są żarty, pro­szę Pań­stwa! Miko­łaj wczo­raj obcho­dził swoje pierw­sze uro­dziny! Jak ten czas zle­ciał, aż czło­wieka dziw bierze.

Obchody tego święta zaczę­li­śmy w sobotę w Gnieź­nie. Oczy­wi­ście był tort, pyszny obiad, szam­pan i pre­zenty. Nasze dziecko dostało swoją pierw­szą brykę (nie licząc wózka). Aż strach pomy­śleć, co mu trzeba będzie kupić za rok… Może samolot?

W nie­dzielę świę­to­wa­li­śmy razem z rodziną w Głu­cho­wie. Tutaj też był pyszny obia­dek, kolejny tort i kolejne pre­zenty :) Część pre­zen­tów przy­je­chała aż ze Szcze­cina od Tosi i jej rodziców.

No ale oczy­wi­ście główne uro­czy­sto­ści były, rzecz jasna, wczo­raj, w samym dniu uro­dzin. Nie mogło zabrak­nąć oczy­wi­ście tortu. Poza tym wspól­nymi siłami wystro­ili­śmy z Mariu­szem pokój (kicz ser­pen­tyn i balo­ni­ków jest wielki ;)) Przy tej oka­zji zro­bi­li­śmy też kilka zdjęć. No i w końcu mamy jedną fotę wspólną — całą rodzinką ;) Oczy­wi­ście jest rów­nie kiczo­wata jak wystrój pokoju, ale czyż nie o to chodziło? ;)

Co przy­niósł nam ten rok? Całą gamę prze­żyć i emo­cji. Róż­nych, naj­róż­niej­szych… Począw­szy od wzru­szeń i szczę­ścia pod­czas naro­dzin, przez obawy i strach, czy podo­łamy, czy potra­fimy dać bez­pieczny i cie­pły dom takiemu malu­chowi, aż po radość, nawet trudno okre­ślić, z jakich kon­kret­nie powo­dów — chyba po pro­stu radość z bycia razem, z two­rze­nia rodziny.

Nie da się ukryć — rok temu wszystko się zmie­niło i dalej się będzie zmie­niać. Dużo spraw trzeba było prze­war­to­ścio­wać, z wielu zre­zy­gno­wać, innych się nauczyć, a jesz­cze innych oduczyć. Wszystko to dla jed­nego małego Czło­wieczka, zwa­nego Miko­ła­jem, któ­rego z całą pew­no­ścią kochamy całym sercem.

A co do samego Misia, to gdy patrzę na jego zdję­cia sprzed roku, to nie mogę wyjść z podziwu, jak bar­dzo się zmie­nił, jak urósł (choć to prze­cież natu­ralne jest). Jaki się “doro­sły” zrobił :)

Zresztą, sami zobacz­cie:
Miko­łaj sprzed roku:

I Miko­łaj dziś:

Co umie na tym eta­pie? Z pod­sta­wo­wych rze­czy, to sia­dać, wspi­nać się na kolana, wcho­dzić na czwo­raki i peł­zać z pręd­ko­ścią co naj­mniej dwóch machów ;) Świet­nie sobie radzi z pły­wa­niem, dużo gada, lubi jeść, uwiel­bia się przy­tu­lać. Polu­bił ostat­nio zabawy z plu­sza­kami, głów­nie pole­ga­jące na tym, że je gry­zie :) Ale to tak z rado­ści i miło­ści. Bo gdy się do mnie przy­tula, to też mnie pod­gryza. To chyba jakiś odpo­wied­nik buzia­ków. Przy­naj­mniej tak to sobie tłumaczę ;)

Nabywa coraz lep­szej spraw­no­ści manu­al­nych. W zabawki z przy­ci­skami już nie wali całą pię­ścią gdzie popad­nie, ale ślicz­nie przy­ci­ska je kciu­kiem lub pal­cem wska­zu­ją­cym. Rozu­mie pro­ste pole­ce­nia: “daj, weź, chodź tu, nie wolno”… Zacze­pia ludzi i pro­wo­kuje ich do zabawy lub roz­mowy. Naj­czę­ściej są to ludzie obcy, np w banku lub na poczcie ;)

I cho­dzi swo­imi dro­gami. Taki z niego mały indywidualista :)

Ogól­nie rzecz bio­rąc kochany jest!

Na koniec dodam, że w gale­rii są nowe zdję­cia “Świę­to­mi­ko­ła­jowe”. I kilka zdjęć z jar­marku bożo­na­ro­dze­nio­wego we Wrocławiu.