Miko­łaj ostat­nio prze­cho­dzi samego sie­bie. Robi tak duże postępy, że aż strach pomy­śleć, co będzie dalej ;) Chyba naj­gor­sze mamy już za sobą. Do nowych umie­jęt­no­ści doszło jesz­cze samo­dzielne sia­da­nie z pozy­cji na boku. Co prawda jesz­cze musi poćwi­czyć, ale idzie mu coraz lepiej. Sam doszedł do tego, że potrafi sia­dać. No bo my, cią­gle gonieni przez reha­bi­li­tan­tów za to, że dziecka się nie sadza, tylko czeka aż samo usią­dzie, sta­ra­li­śmy się, by zro­bił to wła­śnie samodzielnie.

U dr Kwa­pisz było tym razem bar­dzie pozy­tyw­nie niż nega­tyw­nie. Oczy­wi­ście asy­me­tria jest nadal widoczna, ale w tej chwili nie jest to już naj­więk­szy pro­blem, z któ­rym należy wal­czyć. Obec­nie sku­piamy się w tera­pii na budo­wa­niu odru­chów obron­nych. Zwią­zane jest to wła­śnie z sia­da­niem — Miś obroni się rącz­kami przed upad­kiem w bok, ale jak spada do tyłu to się bro­nić nie potrafi. A to grozi roz­bi­ciem głowy. Poza tym dalej cią­gniemy Vojtę i Boba­thy. I od stycz­nia ponow­nie ude­rzamy na tera­pię czaszkowo-krzyżową. Choć ja cią­gle kiep­sko to widzę. Misiek nie jest zbyt szczę­śliwy jak ma leżeć na ple­cach na siłę 45 minut. Spina się wtedy bar­dzo, co tro­chę zaprze­cza tera­pii, która ma roz­luź­niać. No ale zoba­czymy. Jak się nie da, to trudno. Oso­bi­ście nie jestem prze­ko­nana do tej metody, ale wia­domo prze­cież, że czło­wiek dla dobra dzie­ciaka pró­buje wszyst­kiego, o teo­re­tycz­nie może pomóc.

Kolejną rze­czą, którą ćwiczy ostat­nio nasze dziecko jest “pa-pa” :) Po dłu­uuugich ćwicze­niach wresz­cie w ubie­gły czwar­tek udało mu się! :) Oczy­wi­ście, to nie do mnie machał, tylko do Mariu­sza. Widocz­nie stwier­dził, że skoro mama cały czas mu macha ręką, to umie, a tata może nie umie, więc go trzeba nauczyć. Od czasu do czasu więc macha, ale zazwy­czaj jak mu się przy­po­mni, że potrafi, albo jak mu się zachce. Więk­szą rado­chę, póki co, spra­wia mu kla­ska­nie, które wyko­nuje na lewo i prawo. No i trzeba przy­znać, że dzięki temu coraz lepiej mu idzie. :) Zuch chłopak!

Następną nowo­ścią jest zabawa z kloc­kami i żyrafą. Jakiś czas temu zaczę­łam z Misiem ćwiczyć wrzu­ca­nie kloc­ków do środka takiej pla­sti­ko­wej żyrafy z fisher price. Nie jest to pro­ste, bo trzeba rączkę dość wysoko pod­nieść, przy oka­zji nie wypusz­cza­jąc z niej klocka, a potem jesz­cze (jak się te dwie poprzed­nie czyn­no­ści udają) tra­fić kloc­kiem w dziurę nie­wiele tylko więk­szą od klocka. No i w nie­dzielę (16.11) dziecku się to wszystko samo­dziel­nie udało! Byłam z niego bar­dzo dumna! Zresztą, cały czas jestem :)

Apo­geum nade­szło w nie­dzielę wie­czo­rem, gdy Miś pod­czas kąpieli pod­cią­gnął się za uchwyty od wanny i sta­nął na klęcz­kach. A my, durni, nie wie­dzie­li­śmy co zro­bić — łapać, kłaść na brzu­chu czy patrzeć co się będzie działo. Pozwo­li­li­śmy mu jesz­cze chwilę postać (a raczej poklę­czeć) ku jego wiel­kiej rado­ści, po czym sam doszedł do wnio­sku, że czas wra­cać na brzuch. Nie­moż­liwe jest to dziecko ostat­nimi czasy!

Do tego wszyst­kiego oczy­wi­ście cały czas ćwiczy sta­wa­nie na czwo­ra­kach i koły­sa­nie się na nich w przód i w tył. Idzie mu to coraz lepiej. Pew­nie jesz­cze z dwa tygo­dnie i ruszy raczkowanie :)

A dzi­siaj ruszamy do der­ma­to­loga, bo coś się Miś­kowi wysypka na tyłku utrzy­muje od dłuż­szego czasu. Kremy zapi­sy­wane przez pedia­trę nie­wiele dają. Może der­ma­to­log coś poradzi?

W nie­dzielę mie­li­śmy świetne przed­po­łu­dnie. Chcie­li­śmy pójść na basen, ale po wej­ściu do aqu­aparku oka­zało się, że kolejka jest gigan­tyczna, więc zre­zy­gno­wa­li­śmy. W zamian za to (pomysł mojego kocha­nego mał­żonka) poje­cha­li­śmy na Stare Mia­sto na spa­ce­rek. Szwę­da­li­śmy się przez dwie godziny, mimo że cza­sem sią­pił deszcz. Misiek się zdrzem­nął, a ja zro­bi­łam kilka zdjęć. I odkry­łam świetną klatkę scho­dową w sta­rej kamie­nicy. Nie­stety, bez sta­tywu było ciężko zro­bić ostre zdję­cie :(
Już dawno nie mie­li­śmy takie szwę­dac­kiej niedzieli.

Zdję­cie poni­żej i zdję­cie na górze strony to dowody naszej łazęgi :)

Cóż poza tym? Pla­nu­jemy Misiowy roczek. Podzie­limy go mię­dzy Głu­chowo i Gnie­zno. Będą dwa torty :) Już jeden pre­zent kupi­li­śmy — klocki duże. Nawet wczo­raj je wypró­bo­wa­li­śmy z Mariu­szem jak Michu spał :)

Tyle nowo­ści. I tak dużo :) Jak tak dalej pój­dzie, to będę codzien­nie musiała robić wpis, żeby wszyst­kie osią­gnię­cia Miśka upamiętniać :)