Miko­łaj kilka dni temu skoń­czył dzie­sięć mie­sięcy. Tra­dy­cyj­nie powiem: stary byk z niego ;) Czas leci jak sza­lony, Misiek się zmie­nia rów­nie szybko. Co potrafi? Sporo już. Mię­dzy innymi: peł­zać z pręd­ko­ścią świa­tła i cza­sem nawet ultra­dź­wię­kowo (można go przez to roz­dep­tać przy­pad­kiem, bo nie sły­chać, jak się zbliża), powta­rzać “ma-ma”, “ta-ta”, “ba-ba”, “da-da”. Rozu­mie co zna­czy słowo “daj” poparte gestem. Słowo “weź” też rozu­mie. I bar­dzo się cie­szy, gdy mu się potem bije brawo :) Potrafi się wspi­nać na poduszki (wtedy się na kola­nach pod­piera). I nauczył się, dia­blo mały, że jak mama wycho­dzi na bal­kon drzwiami w dużym pokoju, to można ją pod­glą­dać przez drzwi bal­ko­nowe w małym pokoju :) Stuka we wszystko, co się da, rącz­kami. Zacze­pia, żeby się z nim bawić, tudzież do niego zaga­dać. Wie, że przed­mioty nie zni­kają, ale że ktoś je gdzieś scho­wał — potrafi ich szu­kać (czę­sto z wiel­kim zacię­ciem). Potrafi chwy­tać i bawić się maleń­kimi przed­mio­tami (wszyst­kie “koty” z zaku­rzo­nej pod­łogi potrafi powy­cią­gać ;)). Ma osiem zębów i dzie­wiąty jest w dro­dze. Waży około 10 kg i jest bar­dzo długi (wysoki zna­czy się). I wło­ski tro­chę mu pod­ro­sły. I gęstnieją.

Jest też jed­nak kilka rze­czy, któ­rych Miś jesz­cze nie robi, choć powi­nien. Nie potrafi jesz­cze sie­dzieć samo­dziel­nie i sta­bil­nie. Nie racz­kuje jesz­cze, o wsta­wa­niu i cho­dze­niu nie wspo­mi­na­jąc. Roz­wój ruchowy jest opóź­niony, trzeba posta­wić sprawę jasno. Cho­dzimy na reha­bi­li­ta­cje — metodą Vojty, metodą Bobath, czaszkowo-krzyżową. Ale rezul­taty są ostat­nio zni­kome, a co do asy­me­trii to wręcz się pogor­szyło. Cza­sem to aż żal tego malca, bo miewa dni, że od rana jeź­dzi po leka­rzach i reha­bi­li­tan­tach. Bez szansy na nor­malną zabawę. No ale jakoś trzeba to wszystko pogo­dzić.
Dobrze cho­ciaż, że logo­pe­dycz­nie wszystko ok. Czeka nas jesz­cze wizyta u psy­cho­loga, ale nie wiemy kiedy, bo na razie to jeste­śmy wpi­sani na listę ocze­ku­ją­cych. Dosta­li­śmy skie­ro­wa­nie od dr Kwa­pisz, bo podobno przy oka­zji pierw­szego roku życia (a Michu się do roczku zbliża) dzieci ośrod­kowe (z ośrodka dzien­nego w Pro­myku Słońca) mają się raz przejść pro­fi­lak­tycz­nie do takiego spe­cja­li­sty. Ale to dobrze. Może psy­cho­log jakoś prze­bada, czy inte­lek­tu­al­nie wszystko ok. Nam się wydaje, że ok, ale my możemy nie być obiektywni.

W każ­dym bądź razie, jakby nie było, to ogromną radość przy­nosi nam Miko­łaj każ­dego dnia. Śmieje się po pro­stu prze­cu­dow­nie, jest bar­dzo żywy. Zmie­nił nasze życie. Rzec by można, że wręcz wywró­cił je do góry nogami, ale nie wyobra­żam sobie teraz, że mogłoby go nie być. Kochany jest :)