Miko­łaj skoń­czył dzie­więć mie­sięcy. Stary byk z niego. No i nauczył się wresz­cie peł­zać. Co prawda za motor robi głów­nie lewa ręka — prawa służy w tym momen­cie do chwy­ta­nia wszyst­kiego, co napo­tka na dro­dze — ale i tak jest pro­gres. Tro­chę cze­ka­li­śmy na to peł­za­nie. No i już zbie­ramy pierw­sze tego owoce (jak się oka­zuje, to wcale nie jest takie fajne, jak młode zaczy­nają się prze­miesz­czać samo­dziel­nie ;)). Miko­łaj jest dosłow­nie wszę­dzie i w każ­dym momen­cie. Podróże zaczyna zazwy­czaj od swo­jego pokoju, w któ­rym prze­cież nie jest aż tak cie­ka­wie jak na przy­kład w kuchni z mamą, w kory­ta­rzu, albo pod krze­słem od kom­pu­tera u taty. W końcu ile się można bawić tymi zabaw­kami dla dzieci? Jest tyle cie­kaw­szych miejsc i przed­mio­tów — na przy­kład szu­flady w przed­po­koju. Albo gazety pod sto­li­kiem, albo lodówka, w którą tak faj­nie stuka się rękami… Gene­ral­nie — cała chata Miko­łaja. My tylko musimy uwa­żać, żeby go nie pode­ptać, bo przez dwa tygo­dnie, od kiedy pełza, z dnia na dzień nabiera pręd­ko­ści :) Ogól­nie to nie­złą gim­na­stykę robi sobie codzien­nie — kilka rund po całym miesz­ka­niu kosz­tuje go masę siły. I dobrze, niech chło­pak ćwiczy.

W związku z peł­za­czem i jego potrze­bami trzeba było pozbyć się wypo­czynku z poko­iku i kupić dywan. Zakupu doko­na­li­śmy wczo­raj. No i ma w końcu Misiek porządny kawał pod­łogi u sie­bie do dosko­na­le­nia umie­jęt­no­ści prze­miesz­cza­nia się. Tro­chę mu prze­me­blo­wa­li­śmy i bar­dzo przy­tulny pokoik nam wyszedł.

Naby­łam w Empiku samo­przy­lepne gwiazdki fos­fo­ry­zu­jące w dwóch kolo­rach i przy­kle­iłam je w Miśka pokoju na sufi­cie. Tak mu się wczo­raj spodo­bały, gdy wie­czo­rem zga­si­li­śmy świa­tło, że nawet zapo­mniał pro­te­sto­wać, że trzeba już spać :)

Dziecko nasze wspa­nia­łej rze­czy się nauczyło. Otóż rano po prze­bu­dze­niu nie woła od razu (woła, to deli­katne okre­śle­nie), tylko prze­miesz­cza się na drugi koniec łóżeczka, gdzie leżą zabawki i się bawi. Potrafi tak się rano bawić 40 minut, zanim mu się przy­po­mni, że mama tez już powinna wstać :) Co prawda, sły­szymy go, jak gada do misiów, ale przy­naj­mniej nie musimy od razu do niego wsta­wać. W nocy też tak cza­sem jest — ale w innej kolej­no­ści. Jak się Misiu zbu­dzi w nocy, dosta­nie pić, wkła­dam go do łóżeczka i idę spać. A on albo przy­śnie zaraz, albo też zaczyna się bawić i zasy­pia w trak­cie zabawy. Cza­sem tylko rano znaj­du­jemy na jego buzi jakieś odci­śnięte ślady po zabawce, która aku­rat robiła za podgłówek ;)

Pró­bu­jemy zapi­sać Miśka na basen na zaję­cia dla nie­mow­ląt. Nie jest takie try­wialne, bo tro­chę prze­spa­li­śmy czas — zapisy odby­wały się pod koniec sierp­nia. Ale dzwo­ni­łam do Pul­san­tisu i mam cze­kać, być może się uda od przy­szłego piątku.

W gale­rii poja­wiło się sporo nowych zdjęć. Po pierw­sze wresz­cie wrzu­ci­łam zdję­cia ze Szczaw­nicy. Są one w dwóch miej­scach — jedne w szwę­dac­twie, dru­gie w land­sza­ftach. Po dru­gie wrzu­ci­łam zdję­cia Miśkowe-dziewięciomiesięczne. Dalej są por­trety Miśka robione lustrzanką ana­lo­gową (mają w sobie to “coś”). No i na koniec kolejne zdję­cia Miśka, wrzu­cone dzi­siaj, takie kąpie­lowe i z łóżeczka. Wiem, że jestem mono­te­ma­tyczna, ale cóż, jeśli jesz­cze się nie przy­zwy­cza­ili­ście, to marny Wasz los — lepiej nie będzie :) Zapra­szam do obejrzenia!

A! I jesz­cze jedno — w Ulu­bio­nych poja­wił się nowy link — to jest strona Izy Zdziebko. Iza jest świet­nym foto­gra­fem, robiła nam zdję­cia w dniu ślubu (zdję­cia ze ślubu będą do obej­rze­nia w gale­rii naszej nie­długo). Zachę­cam do zaj­rze­nia na jej stronę :)