No wła­śnie, znowu mamy waka­cje! Egza­miny już za mną, w końcu można tro­chę odsap­nąć. Cho­ciaż począ­tek tego bło­go­stanu zapo­wiada się nie­cie­ka­wie — wszy­scy po kolei (ode mnie począw­szy) się prze­zię­bi­li­śmy i obec­nie cała nasza trójka smarka na potęgę ;) Ale nic to, liczymy, że stan ten potrwa nie dłu­żej niż sie­dem dni. Tudzież tydzień. Tylko Miśka żal naj­bar­dziej, bo to małe, nie­ro­zumne jesz­cze i nie czai kom­plet­nie, dla­czego nagle trudno mu się oddy­cha i czemu mama wyciąga mu gile z nosa. Do tego płacz­liwy jest i kiep­sko śpi. No ale wytłu­macz­cie takiemu malusz­kowi, jak ma sobie nos wyczy­ścić… Biedny Miś. Biedni i my, rodzice Misia. Ale miejmy nadzieję, że katar nie prze­ro­dzi się w coś poważ­nego i że wkrótce minie. I dzięki Bogu i far­ma­ceu­tom za otri­vin w aero­zolu dla niemowląt :)

W związku z naszą nie­wy­dol­no­ścią fizyczno-zdrowotną nie ruszy­li­śmy się dziś z domu (oprócz Mariu­sza, który rano leciał po pam­persy i do apteki). Dzięki temu ja wresz­cie skoń­czy­łam czy­tać Har­rego Pot­tera, a Mariusz mógł sobie pograć. Nie ma tego złego…

Na dziś tyle. Życz­cie nam zdro­wia :) No i zapra­szam do gale­rii, bo w albu­mie Miko­łaja są dwa nowe podal­bumy. Polecam!