Już lipiec, jesz­cze kilka dni, jeden egza­min i będę miała waka­cje :) Suuuper!

Dziś rano byłam z Miś­kiem na base­nie. Młody robi postępy — już nie tylko prze­biera nogami w pozy­cji na brzu­chu, ale w nie­dzielę udało mu się tak robić pierw­szy raz leżąc w wodzie na ple­cach. To zna­czy — on leżał na ple­cach, a ja go pod­trzy­my­wa­łam pod pachami. No i powiem Wam, że Miś pływa. Co prawda nie mam odwagi go puścić samego (i pew­nie jesz­cze długo nie będę miała), ale gdy go tak pod­trzy­muję, a on mach nogami to czuję, że się prze­miesz­cza. Wypas :) W ogóle to już się bar­dzo przy­zwy­czaił do wizyt w base­nie. Zna to miej­sce i widać, że bar­dzo lubi. Plu­ska­nie spra­wia mu masę przy­jem­no­ści. Nauczył się wyplu­wać wodę, jeśli mu naleci do buzi (poza tymi wypad­kami, kiedy ją z pre­me­dy­ta­cją sam zaczyna pić). I już nie pła­cze (jak na początku) gdy mu woda naleci do nosa. Odkaszl­nie sobie wtedy i chla­pie się dalej. Prze­śmieszny ten nasz Miś.

Misiowi chyba wycho­dzi druga górna dwójka. Jedną już ma — lewą. Teraz cze­kamy na prawą. W sumie to mamy już pięć sztuk Misio­wego uzę­bie­nia. Ale to szybko idzie… No i szczot­ku­jemy (za radą den­ty­sty) owo uzę­bie­nie pastą. Bar­dzo się to Miś­kowi podoba. Pod koniec szczot­ko­wa­nia wyrywa mi szczo­teczkę i sam pró­buje. Koń­czy się to zazwy­czaj odru­chem wymiot­nym, bo szczota wędruje w stronę prze­łyku. Ale na szczę­ście wszystko pod kontrolą :)

Reha­bi­li­ta­cja Misia metodą Vojty zmie­rza w dobrym kie­runku. W ubie­gły czwar­tek reha­bi­li­tantka powie­działa, że postępy są bar­dzo duże, że widać, że ćwiczymy sys­te­ma­tycz­nie i popraw­nie. No i teraz nie musimy się zgła­szać wcze­śniej niż za dwa tygo­dnie do kon­troli. Oczy­wi­ście dalej ćwiczymy w domu. Misio też już się przy­zwy­czaja do ćwiczeń. Co prawda maru­dzi przy nich, ale uspo­kaja się o wiele szyb­ciej i to bez cycka. Wystar­czy, że po zakoń­cze­niu ćwicze­nia pokula się na brzuszku i dosta­nie jakąś zabawkę. I już jest dobrze. Dzielny Miś.
O dziwo dziś udało mi się zare­je­stro­wać nas na reha­bi­li­ta­cję (na NFZ) w Pro­myku na sier­pień. Dzwo­ni­łam chyba z 2 godziny, ale wresz­cie poskut­ko­wało. Jestem w szoku.

Misio pod­ła­pał okrzyki indiań­skie, które mu kie­dyś zapre­zen­to­wa­łam. Przy­naj­mniej Mariusz tak twier­dzi, że się ode mnie mały nauczył. Teraz co chwilę przy­kłada rękę do ust, zaczyna wołać “Aaaaaaa” i co chwilę tę rękę odrywa. Wycho­dzi mu z tego: “Uau­au­au­au­au­aua” i kwi­czy z rado­ści. Nic, tylko toma­hawk i pió­ro­pusz mu tylko do szczę­ścia trzeba kupić ;)

Dziwne zain­te­re­so­wa­nie ma nasz synek. Otóż bar­dzo duży zachwyt budzą w nim metki — na ubra­niach, kocyku, zabaw­kach plu­szo­wych… Potrafi zająć się taką metką bar­dzo długo. Może uczy się je czy­tać? ;) Zresztą, to nie jedyna dziwna rzecz, która mu się podoba. Ist­nym uwiel­bie­niem darzy Miś naklejkę w samo­cho­dzie na któ­rej jest napis doty­czący bez­pie­czeń­stwa, żółty trój­kąt i prze­kre­ślony na czer­wono fote­lik. Zaśmiewa się na jej widok po pachy. Chcia­ła­bym wie­dzieć z czym mu się kojarzy :)

Ostat­nio (tak to jest, gdy mama wyjeż­dża na cały dzień, a chłopcy sami w domu zostają) Miko­łaj zaczął roz­bra­jać lap­topa. Mariusz zosta­wił kom­pu­ter na łóżku, po któ­rym kulał się Miś. Wresz­cie udało mu się doku­lać do lap­topa (zawsze ma dziką radość, gdy może się zbli­żyć do kolo­ro­wych diod). Zaczął walić łapkami w kla­wia­turę, Mariusz nie reago­wał, bo stwier­dził, że nic im nie będzie (zarówno Miko­ła­jowi jak i lap­to­powi). W dodatku coś tam się Mło­demu włą­czyło i przy każ­dym wal­nię­ciu lap­top wyda­wał jakiś dźwięk, więc zabawa tym bar­dziej była przed­nia. Aż tu w pew­nym momen­cie Mariusz zerka, a lap­top nie ma dwóch kla­wi­szy. Oczy­wi­ście prze­ra­że­nie było ogromne. Rzecz jasna nie dla­tego, że Miś mógł je połknąć, ale dla­tego, że KLAWISZE ODPADŁY. Żartuję, rzecz jasna ;) No, ale na szczę­ście zna­la­zły się obok. Ale śmiech śmie­chem, a mogło skoń­czyć się różnie…

Do nowych osią­gnięć Miśka (poza pły­wa­niem, okrzy­kami wojen­nymi Indian, ser­wi­so­wa­niem kla­wia­tury note­bo­oka) można dodać jesz­cze, że się od nie­dzieli dziecko nasze potrafi prze­miesz­czać już nie tylko poprzez kula­nie. Nauczył się, bączek, że może się odpy­chać rękami, w związku z czym robi nie­złe kółeczka wokół wła­snego pępka. W jed­nej chwili ma z jed­nej strony głowę, a po chwili ma już w tym miej­scu nogi. Śmiga nie­źle :) W sumie jest już nie do opa­no­wa­nia. Ostat­nio pró­buje zro­bić skok z prze­wi­jaka. Jak leży na łóżku z wszyst­kich stron jest obło­żony podu­chami, a i to nie zawsze daje sku­tek. A co to będzie, gdy zacznie chodzić… :)

I na koniec jesz­cze małe zapro­sze­nie — w naszej gale­rii w albu­mie Tosia są sym­pa­tyczne zdję­cia z pobytu w Pra­dze, autor­stwa Tosi­nych rodzi­ców. Polecam :)