Od pra­wie dwóch tygo­dni reha­bi­li­tu­jemy Miśka. Oka­zało się bowiem, że dzie­cię nasze naj­mil­sze jest poważ­nie zagro­żone sko­liozą — ma kręcz szyi i poważną asy­me­trię ciała. Wyszło to pra­wie że przy­pad­kiem, gdy poszłam z Misiem na wizytę do leka­rza reha­bi­li­ta­cji w Pro­myku Słońca. Byli­śmy umó­wieni w związku z tym, że Misio się nie prze­wra­cał z ple­ców na bok. Co prawda nie prze­krę­cał się na początku maja, ter­min wizyty mie­li­śmy na 12 czerwca i w mię­dzy­cza­sie Misio się już zaczął prze­wra­cać, no ale stwier­dzi­li­śmy, że i tak lepiej pój­dziemy, niech go spe­cja­li­sta obej­rzy. No i co się oka­zało? Że to wcale nie było nie­nor­malne, że się Mały nie prze­krę­cał na początku maja. Lekarka stwier­dziła, że to jest umie­jęt­ność 6-miesięcznego dziecka, a nie 5-cio. Zanie­po­ko­iło ją jed­nak, że Miko­łaj prze­wraca się tylko w jedną stronę i że do tej pory nie opiera się na dło­niach (a już powi­nien). Oba­dała go więc wszerz i wzdłuż i stwier­dziła kręcz szyi i asy­me­trię. Powie­dzia­łam, że byli­śmy u neu­ro­loga dzie­cię­cego w marcu i że tamta lekarka uspo­ka­jała (na moje pyta­nie o krzywą głowę Miśka), że to się wyrówna, że wystar­czy kłaść na brzu­chu i prze­sta­wić łóżeczko w drugą stronę. No i reha­bi­li­tantka napro­sto­wała nas — asy­me­tria może się cof­nąć samo­ist­nie do 3 mie­siąca życia. A po 3 mie­siącu, jeśli nadal jest i nie jest reha­bi­li­to­wana, zaczyna się utrwa­lać. Usły­sza­łam też, że ogól­nie rzecz bio­rąc powin­ni­śmy się zgło­sić do niej już 3 mie­siące temu. Super po pro­stu. Była zdzi­wiona, że żaden lekarz wcze­śniej nie zauwa­żył, że Misiek ma wadę postawy. To podobno naj­czę­ściej zanie­dby­wana rzecz przez pedia­trów — dia­gno­zo­wa­nie wad postawy u dzieci. Ale mniej­sza z tym. Ogól­nie rzecz bio­rąc dosta­li­śmy skie­ro­wa­nie na reha­bi­li­ta­cję metodą Vojty. O samej meto­dzie może­cie sobie poczy­tać na facho­wej stro­nie. Jeśli cho­dzi o naszą reha­bi­li­ta­cję, to raz w tygo­dniu cho­dzimy do reha­bi­li­tantki, która uczy nas jed­nego lub dwóch nowych ćwiczeń, które następ­nie przez cały tydzień robimy z Miś­kiem w domu cztery razy dzien­nie. Ćwicze­nia nie są przy­jemne, Misio bar­dzo pła­cze przy nich, ale to podobno nor­malne (w końcu co tu dużo mówić — pro­stu­jemy mu krę­go­słup i nacią­gamy mię­śnie). No i nie­stety — trzeba to robić dla jego dobra. Na szczę­ście widzimy rezul­taty tych ćwiczeń. Misio rze­czy­wi­ście zaczyna się pro­sto­wać. No i zaczął się prze­wra­cać także w prawą stronę, a nie tylko w lewą. Zresztą nauczył się też, pier­nik mały, prze­wra­cać z brzu­cha na plecy, w związku z czym mamy nie­raz nie­zły mara­ton na łóżku — gonimy kula­ją­cego się Miśka, żeby nie spadł z tapczanu ;)

Tro­chę wię­cej facho­wych infor­ma­cji na temat wspo­ma­ga­nia roz­woju rucho­wego małego dziecka może­cie zna­leźć w Dzie­cio­wi­sku. Zapra­szam!

Miko­łaj docze­kał się nowej wanienki. Śred­nio mu się chyba ona podoba, bo był przy­zwy­cza­jony, że w tam­tej miał pół­le­żącą pozy­cję, a tu leży na pła­sko. Ale miejmy nadzieję, że przywyknie.

Wczo­raj poje­cha­li­śmy na wycieczkę do Nachodu. To cze­skie mia­steczko zaraz za gra­nicą w Kudo­wie. Byli­śmy już tam rok temu, ale nie zwie­dzi­li­śmy go wtedy za bar­dzo. A wczo­raj posta­no­wi­li­śmy nad­ro­bić zale­gło­ści. Zro­bi­li­śmy więc spa­ce­rek po dep­taku, ryneczku i weszli­śmy na górę, by zwie­dzić zamek. Zamek nas nie roz­cza­ro­wał (w prze­ci­wień­stwie do zamku w Kamieńcu Ząb­ko­wic­kim!!!). Można go zwie­dzać, jest tez restau­ra­cja i bar­dzo ładny ogród. Warto zoba­czyć!
Po zej­ściu z góry poszli­śmy na obia­dek — pyszne cze­skie kne­dliczki :) Mariusz był wnie­bo­wzięty ;)
Na naj­bliż­szą nie­dzielę też pla­nu­jemy wycieczkę (Kudowa, Bardo, zamek Szczyt­nik). No ale to wszystko zależy od ogól­nego samo­po­czu­cia i pogody. Zobaczymy.

Dziś jest Dzień Ojca. Dali­śmy — Misiek i ja — w związku z tym Mariu­szowi pre­zent. Wyglą­dał na ucieszonego :)

Jesz­cze dwa tygo­dnie i mam waka­cje. W sumie to już się czuję, jak­bym je miała, bo zda­łam tydzień temu naj­gor­szy egza­min w tej sesji. Mam jesz­cze dwa przed­mioty do zali­cze­nia i egza­min 5 lipca. Ale to już “pikuś”. Jakoś to będzie.

W ubie­gły czwar­tek byli­śmy z Mariu­szem w para­fii wypeł­nić papiery do ślubu. Nawet sym­pa­tyczny ten nasz pro­boszcz. Mimo że bar­dzo zakrę­cony. Ale obszedł się z nami bar­dzo ładnie i miło. Nawet poczę­sto­wał Miśka cukier­kiem (któ­rego, gdy tylko ksiądz znikł za hory­zon­tem, musia­łam mu siłą wyrwać, bo był na dobrej dro­dze do wepcha­nia go sobie w pasz­czę). Ogól­nie rzecz bio­rąc od ubie­głej nie­dzieli są wyczy­ty­wane w kościele nasze zapo­wie­dzi. I po 6 lipca mamy się zgło­sić do księ­dza, aby dokoń­czyć wypeł­nia­nie papie­rów. Z tego wszyst­kiego zapo­mnie­li­śmy dać księ­dzu kasę na zapo­wie­dzi. Ale naj­wy­żej damy po wszystkim.

Poza tym szu­kamy foto­grafa na ślub. To nie jest try­wialne, na dwa mie­siące przed ślubem, zna­leźć kogoś dobrego, kto ma wolny ter­min w sierp­niu. Umie­ści­li­śmy ogło­sze­nie na forum foto­gra­fii ślub­nej i jak na razie zgło­siło się kilku foto­gra­fów. Spodo­bały nam się zdję­cia jed­nej dziew­czyny, myślę, że się na nią zde­cy­du­jemy. Ale musimy to jesz­cze przegadać.

Cóż ponad to, co już napi­sa­łam? Chyba nic wię­cej. I tak już nie­źle Was namę­czy­łam. Na koniec ponow­nie zapra­szam do zaglą­da­nia na bloga mojego mężula — cza­sem coś tam nowego dopi­sze :) Linka macie tutaj oraz w “ulu­bio­nych” na bocz­nym pasku.