Wczoraj dotarliśmy do aquaparku. Nareszcie! :) I powiem Wam, że było suuuper! Misiek bardzo zadowolony, my też. Weszliśmy parę minut po ósmej rano, było już trochę ludzi, ale nie za wiele. Rozłożyliśmy się w przebieralni rodzinnej – świetny wynalazek. Przewijak lepszy niż w domu, z wysokimi krawędziami, więc Misiek leżał, a my nie martwiliśmy się, że się stoczy na podłogę :) Miejsca dużo, mogliśmy się tam spokojnie przebrać i przygotować do wyjścia do wód – naprawdę, wszystko zorganizowane profesjonalnie. Nasze uznanie dla WPW!

Wracając do sprawy – ubraliśmy Miśka w nieprzemakalne gacie z rybką Nemo na przodzie i ruszyliśmy na podbój brodzika. Woda była bardzo cieplutka. Chyba nawet cieplejsza od tej, w której kąpiemy Miśka w domu. Brodzik miał pół metra głębokości i wchodziło się do niego bardzo łagodnym stokiem. Chrztu Miśka w basenie dokonał Mariusz oczywiście :) Mikołaj na początku nie bardzo wiedział o co chodzi, ale po kilku minutach już był oswojony. Nie płakał wcale, raczej się dziwił i rozglądał. Potem doszedł do wniosku, że bardzo mu się podoba taka ilość wody i widać było, że czuje się w niej bardzo swobodnie. Byliśmy z niego dumni! Następnym razem trochę wydłużymy czas pobytu w wodzie, to się pewnie jeszcze bardziej rozbryka. Tak jak w domu podczas kąpieli w ciągu ostatnich kilku dni – przenosimy się z kąpaniem do łazienki, bo nam się Misiek tak rozszalał w wanience, że dwukrotnie mieliśmy zalaną podłogę, matę, koc pod matą, a z komody spływała woda. Rowerki się dziecku zachciało nogami w wodzie robić ;)

W każdym bądź razie wyprawę uważamy za bardzo udaną. Już nie mogę się doczekać następnego razu. Bo to nie tylko dla Miśka była frajda. Dla nas chyba większa, szczerze mówiąc. I większe emocje pewnie. Stresowaliśmy się, że się Misio rozpłacze, a tu miłe zaskoczenie – spisał się na medal. Trzeba więc kontynuować rodzinne pływanie.
Dodam tylko, że, jak zwykle, więcej zdjęć w galerii.