Zęby Miś­kowi wyro­sły. Nagle i nie­spo­dzie­wa­nie ;) No, może nie tak do końca nie­spo­dzie­wa­nie, bo jed­nak od pew­nego czasu się ślinił i wkła­dał w pasz­czę wszystko, co mu się udało chwy­cić. W każ­dym bądź razie fakt jest fak­tem, a zębol zębo­lem — dwie dolne jedynki wyro­sły. Faj­nie :) Rado­chę mie­li­śmy wczo­raj nie­sa­mo­witą, gdy udało mi się je namie­rzyć. No bo tym szczę­śliw­cem, który nama­cał w cze­lu­ściach otworu gębo­wego te nowe dwa wykwity byłam ja! (Mariusz chyba boi się, że już nie odzy­ska palca, gdy go wsa­dzi Miś­kowi do pasz­czy ;) ) Co do samego ząb­ko­wa­nia, to na razie jakoś nie zauwa­ży­li­śmy, żeby mu coś w tej mate­rii dole­gało. Chyba, że słabo obser­wu­jemy. Tro­chę był może Misio bar­dziej marudny, ale tłu­ma­czę to też tym, że był prze­zię­biony. Zresztą, jesz­cze tro­chę mu się kaszle, więc to też może mu prze­szka­dzać w pełni dobrym humo­rze. Ani gorączki nie miał… No i całe szczę­ście oczy­wi­ście. Tylko wczo­raj całą pięść pró­bo­wał sobie wło­żyć do buzi. I lubi, jak mu masuję dzią­sełka spe­cjalną szczo­teczką, ale to nic dziw­nego — na pewno go swędzą.

Z nowo­ści Miś­ko­wych to jesz­cze mamy prze­wroty z ple­ców na boczki. Zaczęło się 1 kwiet­nia, a w ubie­głym tygo­dniu nade­szło apo­geum. W tej chwili synek nasz śmiga na lewy i prawy bok bez zasta­no­wie­nia — gdy tylko go coś zain­te­re­suje to zaraz wykręca się tak, że doro­sły czło­wiek to by tego nie prze­żył ;) Podoba mu się ta nowa “gim­na­styka”. Jesz­cze tro­chę i będzie się kulał na brzuch.

Kolejna nowość to jedzonko. Od kilku dni Miś dostaje po dwie łyżeczki prze­cierku jarzy­no­wego. Sma­kuje mu to bar­dzo i ma wielką rado­chę, że je łyżeczką. Do łyżeczki jest przy­zwy­cza­jony, bo tyle się już najadł syro­pów i kro­pe­lek, że to dla niego żadna nowinka. Nie­długo wpro­wa­dzimy mu glu­ten do tej zupki. Bo to teraz taki nowy trynd w żywie­niu dzieci, żeby po 4 mie­siącu glu­ten w nie­wiel­kich ilo­ściach wpro­wa­dzać. Podobno w okre­sie mię­dzy 4 a 6 mie­sią­cem w mleku matki jest naj­wię­cej prze­ciw­ciał, które natu­ral­nie regu­lują tole­ran­cję glu­tenu w orga­ni­zmie dziecka. W tym cza­sie daje to naj­lep­sze efekty, jest naj­mniej­sze ryzyko aler­gii. Zoba­czymy. Jak coś się będzie dziać nie tak, to prze­rwiemy. Póki co Miś jest na samej zupce i nic złego się nie dzieje. Cyca dalej chęt­nie cią­gnie, kolek nie ma, kup­sko nor­malne, tyle, że tro­chę już gęst­sze, aler­gii też nie widać. Miejmy nadzieję, że wszystko nadal będzie ok.

Jeśli cho­dzi o nowy sche­mat żywie­nia, to tu może­cie sobie tro­chę poczy­tać. I jesz­cze tu.

Prze­me­blo­wa­li­śmy Miśka pokój. Tych, któ­rzy wie­dzą, jak wyglą­dało wcze­śniej mogę poin­for­mo­wać, że obec­nie łóżeczko stoi przy drzwiach, komoda poszła w stronę kalo­ry­fera. Na prze­ciwko drzwi jest fotel, a pod oknem kanapa. Zna­la­zło się dzięki temu miej­sce na matę edu­ka­cyjną, więc nam się tro­chę duży pokój odgra­cił. Miś­kowi chyba też się nowy stan rze­czy podoba ;)

W nie­dzielę byli­śmy na dłu­gim spa­cerku w Parku Połu­dnio­wym. Oczy­wi­ście trzeba było zaopa­trzyć się w nie­zbęd­niki — balo­nik i wia­tra­czek :) Spa­ce­rek był bar­dzo udany, Misio grzeczny, a my dotle­nieni. Mam nadzieję, że za tydzień też pogoda dopi­sze i gdzieś wysko­czymy. W końcu kie­dyś trzeba obej­rzeć ogród botaniczny.

park

Misiek jest świetny. Tak stwier­dzamy codzien­nie z Mariu­szem. Cią­gle nas czymś zadzi­wia albo roz­śmie­sza. Zaczepny się pier­nik zro­bił strasz­nie. Chi­cho­cze w głos, zaga­duje, pró­buje zło­żyć ustami to swoje “a-guuu”… I ludzi zacze­pia. Ostat­nio w przy­chodni zacze­piał wzro­kiem i gada­niem małą różową dziew­czynkę. Śmiał się potem do niej, gdy pode­szła. Spo­łeczny się robi coraz bar­dziej. To dobrze. Może będzie mniej socjo­pa­tyczny niż rodzice ;) No i “trze­pie się” z rado­ści. Gdy mu się coś spodoba, to oka­zuje to całym cia­łem. Super to wygląda :) I grzeczny jest. Wczo­raj byli­śmy na bada­niu krwi. Pani pobie­rała krew z paluszka, długo go cisnęła w rączkę, bo nie chciało naka­pać, a Misio spo­koj­nie sie­dział i nie maru­dził. Jak się zaczął po kilku minu­tach nie­cier­pli­wić, to zaśpie­wa­łam mu misiową pio­senkę i się ponow­nie uspo­koił. Fajny jest :)

Jutro idziemy do kar­dio­loga. Oby­śmy nie zapo­mnieli, bo ostat­nio prze­oczy­łam wizytę u den­ty­sty. Oczy­wi­ście swoją, a nie Miśkową :)

Naj­bliż­szy week­end znowu w sio­dle. Ale w nie­dzielę jeste­śmy już w domciu. Może wresz­cie dotrzemy na basen… No bo poprzed­nio nam się dzie­cię roz­cho­ro­wało i z pły­wa­nia nici. Trzy­maj­cie kciuki, żeby się udało!